- Nikogo tu chyba n... - nie dokończyłam czując silne szarpnięcie do tyłu. Oprawca zakrył mi usta i nos.
- Emily? Emily?!? - powiedział przejęty chłopak - Cholera... Już do ciebie idę, nie bój się. - odparł, a ja odpłynęłam powoli się dusząc...
* * *
Obudziłam się z ogromnym bólem głowy, w miejscu, którego nie umiałam do końca zidentyfikować, przez niewyraźny przekaz otaczającej mnie przestrzeni, który dotarł do moich komórek mózgowych. Miałam związane ręce i nogi oraz zaklejone taśmą usta. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy wyczułam niedostrzeżony przez niedoświadczonego oprawcę pistolet szczelnie zakryty skórą oraz bluzą Jareda, założoną jeszcze przed wyjazdem. Podjęłam próbę uwolnienia dłoni, ale przestałam słysząc jakieś głosy i zbliżające się kroki. Adrenalina na bieżąco dostarczana do mojego układu krwionośnego nie dała mi się bać, a wręcz przeciwnie, byłam gotowa do działania. Nie bałam się, ale moje myśli zakrzątało jedno pytanie: gdzie się podział Jared?
Słysząc zbliżające się kroki oparłam głowę na kolanach i zamknęłam oczy, w międzyczasie obmyślając w miarę bezpieczny plan działania. Nagle metalowe, nieco zardzewiałe od starości drzwi, które ledwo trzymały się na zawiasach zostały szarpnięte przez jakiegoś obcego mi faceta.
- Miała być cała i zdrowa. - mruknął niezadowolony mężczyzna.
- Ummm... - plątał się tłumacząc sytuację chłopak, który przyszedł razem z nim - były pewne komplikacje... - dokończył niepewnie.
- CO TO ZNACZY KOMPLIKACJE?!? - wydarł się facet, a ja niewidocznie drgnęłam.
- Nie była sama - odparł twardo nieznajomy - w dodatku musieliśmy zbiec przed Wastonem. - odpowiedział, a ja poczułam ulgę, gdy usłyszałam, że z Jaredem wszystko w porządku. Powoli węzły zaczęły się rozluźniać pod wpływem moich prób wyzwolenia spod nich rąk.
- Waston nic by ci nie zrobił... - mruknął sarkastycznie starszy facet - Dobra, za pół godziny przyleci po nią helikopter i nie chce słyszeć już o żadnych komplikacjach. ZROZUMIANO?!? - odrzekł z mocą, a ja wzięłam do ręki schowany pistolet, tak żeby nie było widać po mnie żadnego ruchu. Przy okazji zauważyłam też, że mam przy sobie telefon. To porwanie bez względu na wszystko było totalną fuszerką. Z kolei zastanawiający był mój rzekomy, czekający na mnie za niedługo transport.
- Tak... - odparł zlękniony mężczyzna. - Wszystko będzie już dobrze, zajmiemy się nią, niech się szef nie martwi. - powiedział już pewniej i zamknął za nimi drzwi, a ja zostałam sama. Po chwili uwolniłam też swoje nogi i wstałam przy akompaniamencie strzelania moich zastanych kości. Zauważyłam, że nad sobą mam okno, a za nim rysował się gęsty las. Plusem na razie można było nazwać to, że byłam w pomieszczeniu znajdującym się nisko przy ziemi i nie było mowy o żadnej kontuzji przy wyjściu przez okno. Gotowa spróbowałam zablokować drzwi, przy pomocy stojącego nieopodal małego stolika i krzesła, tak żeby mieć kilka minut więcej do mojej cennej ścieżki i planu ucieczki.
Po chwili zorientowałam się, że moje misterne zamierzenie poszło się pieścić. Wyglądając przez szybę, która w moich zamierzeniach miała rozbić się w drobny pył, zauważyłam kraty, przez które nie było mowy o ucieczce. Cicho i powoli odsunęłam meble od drzwi, a następnie bez gwałtownych ruchów je otworzyłam, mając w pogotowiu pistolet. Po wstępnej obserwacji, zauważyłam, że jest pusto, a w budynku panowała względna cisza. Zamknęłam więc z powrotem drzwi i ruszyłam w prawą stronę. Zaczęłam więc robić małe oględziny, w poszukiwaniu wyjścia. Po kilku minutach wędrówki, pełnej stresu, dotarłam do rozległego bodajże magazynu, którego filary podtrzymywały kruszący się już ze starości sufit. Po architekturze i stanie całego zabudowania budynku można było bez apelacji stwierdzić, że nie należał on do najmłodszych. Postanowiłam więc wykorzystać projekt tego rezerwuaru i wykorzystywałam podpory jako moją osłonę. Moją główną zasadą przy ucieczce było niezawodne: ,,chroń plecy". Trzymając się blisko kruszącego się tynku i jak najszybciej pokonując przestrzeń między kolejnymi wspornikami brnęłam mając szczerą nadzieję, że zbliżam się do wyjścia. Nagle znikąd usłyszałam kroki i czyjąś rozmowę, jednak nie byłam w stanie jej usłyszeć. Po kilkunastu minutach poruszania się nieustannie w przód dotarłam do zwężenia, z którego było możliwe uwolnienie się z tego miejsca. Rozejrzałam się jeszcze raz i założyłam za ucho moje długie brązowe włosy, które wtedy były rozpuszczone. Po kilku minutach głuchej ciszy rozległ się trzask.
- UCIEKŁA NAM! CHOLERA! - krzyk rozległ się po budynku, a ja uznałam, że to dobry moment ucieczki w chwili, gdy jeden z napastników ujrzał mnie przy wyjściu i puścił się biegiem w moją stronę. Galopem pędziłam pomiędzy otaczającymi mnie drzewami, skacząc nad powalonymi gałęziami i konarami. Dziwiłam się, że po pierwsze nie odczuwałam zmęczenia, a po drugie, że kiedyś zastanawiałam się po co mi kondycja, jeszcze na początku treningów z moim chłopakiem. Postawny mężczyzna nie opuszczał mnie na krok i był nieustannie ok.30 metrów za mną. Musiałam go jakoś zgubić. W walce wręcz nie miałabym niestety, żadnych szans. Był ode mnie dużo wyższy i mega napakowany, nie pokonałabym go, do tego właśnie w razie czego posłużyłaby mi broń.
Po kilkudziesięciu minutach oprawca został w tyle, ale niestety końca lasu nie było widać, a moje siły i energia znacznie spadły. Musiałam wyjść z boru, aby zadzwonić do Jareda i poinformować go o mojej lokalizacji. Mój galop zamieniłam więc na chód, w niektórych momentach trucht i po ok.20 minutach dotarłam do skraju lasu, gdzie już kwestią czasu był powrót do domu. Nie odstępowałam jednak od mojej broni, nie wiedziałam co mnie czeka i musiałam być przygotowana na każdą z możliwych opcji. Aby chwilę odetchnąć ukryłam się pod krzakiem, który bez wątpienia zakrywał całe moje ciało. Miałam straszną ochotę, żeby schować moje zmarznięte ciało pod ciepłym kocem, ale niestety, nie było na razie takiej możliwości z czego naprawdę ubolewałam. Po kilku minutach wstałam, wyciągnęłam telefon i wybrałam, znany na pamięć numer do blondyna.
- Halo? Emily? - usłyszałam zmartwiony głos zielonookiego w słuchawce.
- Tak, to ja - odparłam lekko zachrypniętym głosem, a powoli schodząca ze mnie adrenalina odkrywała moje zmęczenie. - Jared, wyślę ci moją lokalizację i proszę, weź mnie stąd... - mruknęłam.
- Już, już po ciebie jedziemy. Czekam na lokalizację. Nie rozłączaj się. - wydał mi polecenia, a ja byłam w trakcie wysyłania wiadomości.
- Okej, już powinna do ciebie dotrzeć, pospiesz się, szukają mnie i o ile dobrze zrozumiałam czeka na mnie helikopter. - opowiedziałam to co zdążyłam zaobserwować i słyszałam ciche warknięcie i przekleństwo po drugiej stornie.
- Uważaj na siebie i bądź na łączu, jesteśmy 10 min drogi od ciebie. - powiedział, a w tle słychać było rozmowę. Ja odczuwając maksymalne zmęczenie ponownie skuliłam się pod rośliną i zasnęłam, będąc na łączu z chłopakiem. Po jakimś czasie przebudziłam się słysząc kroki, ale osoby te nie miały szans, żeby mnie zobaczyć więc skuliłam się jeszcze bardziej, będąc już stuprocentowo pewna swojego kamuflażu.
- Jared? Ona gdzieś tu musi być- usłyszałam głos Shane'a, a wszystkie emocje ze mnie momentalnie zeszły.
- Chłopaki? - powiedziałam zaspanym półgłosem. - Tu jestem. - odrzekłam i wyczołgałam się spod mojej tymczasowej kryjówki i sięgnęłam po pistolet, który tam jeszcze leżał. Jared widząc mnie wziął mnie w objęcia ściskając niemiłosiernie moje narządy wewnętrzne i zaczął mnie całować.
- Tak się martwiłem - odparł z troską w oczach, po jakimś czasie mnie puścił, a ja przytuliłam również towarzyszącego mu Shane'a. - Chodź, zabieramy cię do domu, a ty musisz nam wszystko opowiedzieć. Powiem ci tylko tyle, że to byli ludzie Christopha i prawie cię wywieźli... - mruknął, a ja wtuliłam się w jego szyję. Ten widząc moje zmęczenie wziął mnie na ręce, a ja błyskawicznie zasnęłam w jego ramionach, w drodze do samochodu.
Jeśli Wam się spodobało, to zostawcie coś po sobie ;)
Lekki poślizg, ale ważne, że zorientowałam się w porę, że wczoraj był czwartek 😂.
xxxdangerousx <3
CZYTASZ
To on ✓
Teen Fiction© Historia opowiada o pełnej życia, entuzjastycznej Emily, której życie obróciło się o 180 stopni. A to wszystko przez nieszczęsne koszenie trawy... Czy los będzie dla niej łaskawy? Opowiadanie posiada wiele zwrotów akcji, a w międzyczasie pojawia s...
