Zeszłam po stopniach i spotkałam się z kolejnymi spojrzeniami pełnymi podziwu. Tym razem nadawcami byli nasi tymczasowi współlokatorzy.
- Chłopcy, zamknijcie buzie - powiedział po chwili Jared, odrywając ode mnie wzrok - bo podłogę zaślinicie. - dodał a ja wybuchnęłam śmiechem na jego słowa. - Musimy już iść, martwię się o ich zdrowie psychiczne. Chodź... - szepnął mi do ucha blondyn i pociągnął mnie w stronę drzwi wyjściowych. Na odchodne obróciłam się w stronę Jake'a i Shawn'a i im pomachałam, zanim oddzieliła nas drewniana płyta.
Wsiedliśmy do wozu i z piskiem opon wyjechaliśmy z terenu naszej posesji. W radiu leciała cicha melodia ,,Bad reputation" Shawna Mendesa. Oparłam głowę o szybę i cicho zaczęłam śpiewać razem z artystą, kołysząc się w takt. Dzięki temu, że bardzo lubiłam jego twórczość znałam cały tekst i skończyłam razem z ostatnim słowem wyśpiewanym przez czysty głos piosenkarza.
- Ślicznie śpiewasz - mruknął zafascynowany blondyn, kładąc jak zwykle rękę na moim kolanie - Naprawdę, mógłbym cię słuchać przez wieki. - dodał po chwili, a ja czułam, że się rumienię. W starym świecie, jeśli tak to ujmę, wszyscy komplementowali mój głos, ale moja opinia wobec niego była niezmienna od kilku lat. Twierdziłam, że jest mocno przeciętny, bo taka w sumie była prawda, było wiele osób, które miały o niebo lepszy głos ode mnie. Takie komplementy starałam się puszczać mimo uszu i z czasem zaczęłam śpiewać sama dla siebie, zamykając mój rzekomy ,,talent" w czterech ścianach mojego serca. Nie odpowiedziałam na to co powiedział blondyn, wiedząc, że i tak jego jedno zdanie nie zmieni mojej kilkuletniej opinii na ten temat. Między nami zapanowała niezręczna cisza, którą zakłócały jedynie melodie wychodzące z głośników. Wpatrywałam się w krajobraz za szybą, który wyglądał naprawdę przecudnie. Do horyzontu ciągnęły się niezliczone ilości zielonych pagórków, a dopiero w oddali widać było małe domki, zasłonięte lekką mgłą. Chwilę później moje powieki stały się ociężałe i zamknęłam je odpływając do innego, cichego i spokojnego wymiaru.
Godzina później...
Poczułam, że się zatrzymaliśmy, więc otworzyłam zaspane oczy. Spojrzałam najpierw na wyświetlacz, który wskazywał godzinę lekko po osiemnastej. Za niedługo słońce miało zajść za horyzont. Następnie skierowałam swój wzrok na blondyna, który wpatrzony był w swoją komórkę, nie zauważając nawet, że już nie śpię. Energicznie wystukiwał jakąś wiadomość, po chwili postanowiłam chrząknąć, wybudzając go z transu.
- Już nie śpisz? - zapytał wystraszony, musiał coś ukrywać, ale nie zamierzałam drążyć.
- Nie no coś ty, dalej śpię tylko bardziej odpowiada mi ta pozycja i dodatkowo otwarte oczy - odparłam, przewracając oczami, na co on tylko prychnął i wyszedł z auta, żeby chwilę później otworzyć mi drzwi, dżentelmen... Nie zdążyłam dobrze stanąć na nogi, a chłopak zawiązał mi oczy, trzymając za talię i mówiąc, że mam mu zaufać blah, blah...
- Jared? - zapytałam po chwili bezustannego podążania znanymi tylko mu ścieżkami. - Ale nie zamierzasz mnie tu zostawić? - odparłam na co tan się cicho zaśmiał.
- Tak, tak właśnie wyobrażałem sobie idealną randkę - szepnął - zepsułaś sobie najfajniejszy moment - dodał po chwili i pocałował mnie w policzek. - Zabieram cię do miejsca, w którym nikt oprócz mnie nie był, no chyba, że o czymś nie wiem - odparł po kilku minutach dalszej wędrówki. Jakiś czas później poczułam, że się zatrzymujemy. Zielonooki odwrócił mnie w lewą stronę i chwilę przed ściągnięciem opaski powiedział, stojąc za mną - Gotowa? - a ja skinęłam głową, nie mogąc się już doczekać, tego co zobaczę.
Wtedy zobaczyłam najpiękniejszy widok, chyba na całej kuli ziemskiej, a na pewno w moim życiu. Stałam na kamiennym klifie, który miał, na oko, 6 - 10m., a u jego stóp do samego horyzontu rozpościerało się morze. Woda biła o kamienną ścianę, pnącą się ku górze, ale przyznam, że nie słyszałam wcześniej tego charakterystycznego dla tego miejsca, szumu. Złote słońce powoli chowało się pod pokrywą wody i pięknie w niej lśniło. Przy krawędzi klifu rozłożony był koc, a zielonooki trzymał w ręku koszyk. Otoczeni byliśmy bujną, zieloną roślinnością. To miejsce było naprawdę przecudowne i byłam zła na blondyna, że dopiero teraz raczył mi je pokazać, ale jak to mówią, lepiej późno, niż wcale.
- Jared... - powiedziałam wpatrzona w zachodzące słońce - tu jest przepięknie... - dodałam.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. - odpowiedział uśmiechając się i tuląc mnie do swojego torsu, beztrosko, odwrócona do niego tyłem, wdychałam ten dobrze mi znany zapach. Czułam się bezpiecznie, blondyn musiał częściej robić mi takie niespodzianki. Bardzo przypadły mi one do gustu... Po chwili usiedliśmy na czerwonym, kraciastym kocu, czekając aż pojawią się gwiazdy. Czas nieubłaganie mijał, wśród rozmów o wszystkim i o niczym, nie zadałam jeszcze ani jednego pytania, ale nie umiałam wytropić odpowiedniego momentu.
- Chciałaś mi zdać jakieś pytania, co nie? - zaczął sam z siebie chłopak, po raz kolejny mnie ratując i jakby czytając w moich myślach. No tego jeszcze brakowało...
- To prawda. - mruknęłam - Zdałam sobie ostatnio sprawę z tego, że w sumie nic o tobie nie wiem. - odparłam cicho, uciekając wzrokiem, blondyn jednak lekko przybliżył się i chwycił mnie za podbródek, tak by miał ze mną kontakt.
- Teraz masz na to rewelacyjną okazję - szepnął. - czekam na przesłuchanie wal, tylko nie w twarz - powiedział po chwili, czym mnie rozbawił, więc zaczęłam się cicho śmiać.
- Umm, no dobra. - odparłam po chwili - Nie wiem na przykład jak masz na nazwisko. - powiedziałam i widziałam zmieszanie w tych zielonych oczach.
- Myślałem, że już o tym wiedziałaś. - odrzekł - Możesz mi mówić trener Waston. - dodał po sekundzie, dobra mam wrażenie, że gdzieś już to słyszałam, ale nie mam zielonego pojęcia gdzie. Jedno pytanie mam z głowy.
- Okej, to jaki jest twój ulubiony kolor? - zadałam kolejne pytanie górujące na mojej liście.
- Czarny - odpowiedział, ale widząc moją uniesioną brew wiedział, że nie zadowala mnie ta odpowiedź. - no i może trochę szary. - dodał i wybuchnął śmiechem widząc moją minę. - Nie spokojnie, czarny i niebieski. - odrzekł, gdy już się opanował.
- Dobra, już normalniejsze - powiedziałam i ponownie przewróciłam tego dnia oczami. - Jakie jest twoje ulubione jedzenie? - zapytałam, a wtedy usłyszeliśmy czyjeś głosy i kroki, które stopniowo były coraz głośniejsze. - Inne pytanie masz broń? - szepnęłam zdanie w zawrotnym tempie do ucha tulącemu mnie do siebie blondynowi.
- Tak, ale może nie będzie potrzebna - odparł i pociągnął mnie w stronę drzewa, rosnącego niedaleko. Miało ono dosyć gruby pień, ale żeby się do niego dostać, musieliśmy pokonać różne chwasty, którym nie podobały się moje szpilki. Miałam lekko poprzecinane i zadrapane nogi, ale w końcu udało mi się dotrzeć do miejsca, w którym mieliśmy się ukryć. Było ono idealne pod względem tego, iż mogliśmy spokojnie patrzeć na nieznajomych oraz słyszeć ich rozmowę. Jared przytulił mnie do siebie i w tym samym czasie drugą ręką sięgnął po broń, znowu sprytnie schowaną za paskiem.
- Chyba jednak będzie potrzebna, ale trzeba na razie dmuchać na zimne - powiedział pochylając się lekko do mojego ucha - nic nie rób na własną rękę, okej? Chcę, żebyś jeszcze trochę pożyła, bo mam plany. - odparł całując mnie w nos. Po raz kolejny przewróciłam oczami, a czując nadchodzący rumieniec, wtuliłam się w zagłębienie szyi chłopaka. - Mówiłem ci, że wyglądasz prześlicznie, jak się rumienisz?
- Jared, zamknij się... - mruknęłam, udając złą, na co on tylko prychnął i przycisnął mnie bardziej do siebie. Wyraźnie było już słychać rozmowę dwóch mi nieznajomych osób. Oboje zaczęliśmy się jej przysłuchiwać.
Miałam dodawać częściej rozdziały, ale teraz coraz częściej brakuje mi czasu ;(. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba.
xxxdangerousx <3
CZYTASZ
To on ✓
أدب المراهقين© Historia opowiada o pełnej życia, entuzjastycznej Emily, której życie obróciło się o 180 stopni. A to wszystko przez nieszczęsne koszenie trawy... Czy los będzie dla niej łaskawy? Opowiadanie posiada wiele zwrotów akcji, a w międzyczasie pojawia s...
