Rozdział 2.

28K 1.1K 460
                                    

Do biura wpadam kilka minut po czasie. Siedzący nad stertą papierów Cameron podnosi na mnie wzrok, a jego wargi rozciągają się w kpiącym uśmieszku.

– Proszę, nasza pracownica miesiąca chyba za długo szukała najkrótszej spódniczki w swojej garderobie.

Mierzę go pełnym niechęci spojrzeniem. Faktycznie, jestem ubrana trochę odważniej, niż na co dzień, gdy pracuję z klientami, ale mojej spódniczce daleko jest do bycia najkrótszą.

– Gibbs, poluzuj krawat, bo zaczynasz za bardzo się nadymać. – Siadam za biurkiem. – I przestań prawić mi morały. Nie jesteś moim przełożonym.

Cameron jeszcze przez chwilę mierzy mnie wzrokiem, po czym wygładza swoje i tak idealnie już ulizane, włosy. Znów pochyla się nad dokumentami.

– Zawsze mogę szepnąć nowemu szefowi o twoim spóźnieniu.

Nowemu szefowi. Dopiero teraz przypominam sobie o zapowiadanych od jakiegoś czasu zmianach w zarządzie. Czyżby stanowisko dyrektora marketingu zostało już obsadzone? Nie mam ochoty dyskutować o tym z Gibbsem, ale wiem, kto udzieli mi najbardziej sprawdzonych informacji.

– Idź i poskarż się nawet samemu Harringtonowi. – Podnoszę się, chwytając plik dokumentów. – Gdyby ktoś mnie szukał, będę w sekretariacie.

      – Maya! – Olivia uśmiecha się, ukazując zęby tak białe, że od patrzenia na nie bolą oczy. – Co u Nolana? Ostatnio trochę kaszlał. Wszystko z nim w porządku?

No tak... Nolan, mój facet. Oczko w głowie całej rodziny Westów. Długo wyczekiwany syn i rozpieszczony braciszek trzech starszych sióstr.

– Nie. Chyba, że do objawów należy limo pod okiem przyniesione jako pamiątka z imprezy, na którą nie raczył mnie zabrać.

Olivia robi zmartwioną minę.

– Dlaczego ktoś miałby go uderzyć?

Bo upija się, a później zaczepia silniejszych od siebie – odpowiadam w myślach. Siedząca za kontuarem brunetka i tak znalazłaby sposób, by uczynić z brata ofiarę, więc postanawiam nie strzępić na ten temat języka.

Wzruszam ramionami, po czym przechodzę do sedna.

– Słuchaj, sekretarka zawsze najlepiej wie, co w trawie piszczy. Podobno mamy już nowego CMO. To prawda?

Na jej muśniętych czerwienią ustach pojawia się uśmieszek.

– Tak – szepcze konspiracyjnie, zerkając w stronę drzwi dyrektorskiego gabinetu. – Siedzi właśnie u Harringtona. Powiem ci o nim jedno... dawno nie widziałam tak gorącego towaru.

Powstrzymuję się od przewrócenia oczami.

– Najważniejsze, żeby nie był dupkiem.

W tym momencie drzwi gabinetu otwierają się i staje w nich William Harrington, Szef Wszystkich Szefów. Mimo siedemdziesiątki na karku prezentuje się jak zawsze dostojnie i elegancko, a z jego oczu bije młodzieńczy zapał.

– O, panna Sanders – mówi na mój widok. – Właśnie miałem prosić Olivię, żeby skontaktowała się z waszym działem. Po lunchu zapraszam do sali konferencyjnej na szóstym piętrze. Niech powiadomi pani resztę.

Nie wyjaśniając niczego więcej, ani nie czekając na odpowiedź, znika za drzwiami.

Olivia unosi brew.

– Oficjalne zapoznanie?

– Pewnie tak. – Wzdycham. – Już nie mogę się doczekać...

***

Asystentka (WYDANA)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz