17.

83 5 22
                                    

Minęło kilka dni od obiadu u Tiny. W tym czasie Leo niemal nie wychodził ze swojej pracowni. Musiał przyznać, że służący jego męża się postarali. Nadiya wybrała na jego pracownię pomieszczenia na parterze w zachodnim skrzydle willi. Zadbała nawet o podjazd i wejście od strony podwórza, dzięki czemu nie będzie musiał targać zakupionych antyków przez całą rezydencję. A w środku ustawili stoły do renowacji oraz regały i szafki na wszystkie potrzebne mu materiały. Dodatkowo jego pracownia łączyła się bezpośrednio z jego gabinetem, który hurysa urządziła ze smakiem. A główną ozdobą pokoju był galion z trytonem, któremu Leo zdołał przywrócić dawny blask. 

Przed willę Asmodeusza zajechała elegancka limuzyna z lat trzydziestych dwudziestego wieku. Szofer otworzył drzwi samochodu, z którego wyszło... prawdziwe zjawisko płci żeńskiej. Kobieta była w średnim wieku i od stóp do główy ubrana była w róż i złoto. Wyglądała dosłownie jak lalka Barbie, która się zestarzała. Kobieta podeszła do drzwi i zastukała ozdobną kołatką. 

- Czym mogę służyć? - powitał ją Dreyfus, niedając po sobie poznać obrzydzenia na widok takiej stylizacji.

- Jestem umówiona z Leosiem kochaneczku. Markiza Aurelia Lobkovic jestem.

- Oczywiście madame. Proszę za mną. - Lokaj poprowadził kobietę do gabinetu - Panie Leo, ma pan gościa. 

- Zapewne markiza Lobkovic? Wpuść ją. Witam serdecznie madame - Leo wstał zza biurka i podszedł do wchodzącej arystokratki, po czym ucałował jej dłoń - Miło znowu panią widzieć.

- Też się cieszę złociutki, że cię widzę. Wprost nie mogłam uwierzyć, jak usłyszłam o tym napadzie. Żeby już nawet we własnym domu nie można było być bezpiecznym. Ale, ale... ponoć masz dla mnie coś interesującego.

- Bez powodu bym pani nie zapraszał. Dreyfus, zielona herbata dla markizy i kawa z mlekiem dla mnie. 

- Oczywiście proszę pana - Kamerdyner pokłonił się i wyszedł przekazać polecenia służbie. Kwadrans później pokojówka przyniosła napoje i Leo mógł przystąpić do interesów.   

- No, to co tam dla mnie masz, kochanieńki?

- To, co pani kocha najbardziej na świecie. Wszedłem ostatnio w posiadanie kilkunastu dość interesujących lalek i od razu pomyślałem o pani. 

- Laleczki powiadasz? - markiza zmrużyła oczy - Chętnie je zobaczę.

Leo skinął głową i podszedł do jednej z szaf. Nie zamierzał jednak od razu odkrywać wszystkich kart, więc na początek wyjął kilka mniej cennych zabawek z początków dwudziestego wieku. Postawił je na biurku przed markizą, która zaczęła je bacznie oglądać.

- Tak, są bardzo ładne, ale nie aż tak cenne, żeby mnie zainteresowały.

- Och, droga pani, to tylko przystawka. Mam jeszcze kilka innych laleczek - mówiąc to, Leo ponownie podszedł do szafy i wyjął z niej kolejne zabawki. Na ich widok markizie zabłysły oczy. 

- Czy ja dobrze widzę? Lalki Rochelle i to z serii królewskiej - kobieta oglądała delikatne porcelanowe figurki - Przepiękna Maria Antonina. A tu chyba są królowa Wiktoria, Izabela Kastylijska i caryca Katarzyna II. Tak, te laleczki zdecydowanie mnie interesują.

- Tak właśnie myślałem. A teraz czas na gwóźdź programu - Leo z uśmiechem wyjął z szafy walizkę i otworzył ją. Z zadowoleniem obserwował szok i niedowierzanie, jakie malowały się na twarzy markizy Lobkovic.

- Nie... Nie mów, że to są lalki Delfiny - kobieta z trudem wydobyła z siebie głos - Nie, to nie mogą być oryginały. To na pewno tylko bardzo dobre podróbki, prawda?

- Nie, droga pani - Leo pokręcił głową - To oryginały z roku 1875. Co więcej, wszystkie mają ten sam numer porządkowy. Rozumie pani, co to oznacza? - Leo zmrużył oczy - Czysta seria, a to rzadkość. 

- Dobry Szatanie - szeptała markiza - Wciąż nie mogę w to uwierzyć. 

- Więc jak droga pani? Jest pani zainteresowana? Ależ oczywiście, że tak. Znam panią bardzo dobrze. Pani kolekcja lalek jest jedną z największych w Piekle. I tylko lalek Delfiny w niej brakuje, prawda? Za to ma je w swoich zbiorach madame Marchette jeśli się nie mylę. 
Pani największa rywalka na tym polu.

- Tak, ma... Ale Veroniqe ma lalki z roku 1900 i w dodatku nie ma czystej serii - syknęłą jadowicie markiza - Ależ jej mina zrzednie, jak się dowie co zdobyłam.

- Tak właśnie myślałem, że się pani zdecyduje na ich kupno. Sześćdziesiąt tysięcy dolarów? Rzecz jasna za same lalki Delfiny. Jeśli zechciałaby kupić jeszcze resztę, to łącznie byłoby to osiemdziesiąt tysiecy.

- Zaokrąglę to do stu tysięcy - markiza zaczęła wypisywać czek - Lalki Delfiny są tego warte. Możesz mi jakoś zapakować te inne lalki?

- Oczywiście madame, jestem przygotowany - Leo wyjął spod stołu karton i zaczął ostrożnie pakować lalki, przekładając je dla bepieczeństwa watoliną.

- Już nie mogę się doczekać chwili, gdy wrzucę fotki moich skarbeńków na forum kolekcjonerów. Veroniqe to chyba pęknie z zazdrości - markiza czule pogłaskała walizkę z lalkami.

- Bardzo możliwe, madame. Pani pozwoli, że ją odprowadzę i pomogę z zakupami - zaoferował Leo, chowając czek do szuflady biurka. 

Gdy markiza odjechała, Leo wrócił do swojego gabinetu, gdzie zastał Asmodeusza. 

- No, no... Zaskakujesz mnie, moje ty słodkie lwiątko. Chodź tu do mnie - demon wyciągnął rękę do męża.

- Czym niby? I co ty masz z tym lwiątkiem? Nie możesz mnie nazywać normalnie? - spytał Leo, siadając na kolanach Asmo.

- No co? Leo to w końcu lew po łacinie - demon wzruszył ramionami - Chociaż fakt, rekinek bardziej do ciebie pasuje. Wyciągnąłeś od tej różowej lali niezłą sumkę. I to za jakieś stare zabawki, na które wydałeś tylko siedem tysięcy.

- Tyle policzyłem, ile były warte. Zaraz, skąd ty wiesz co tu się działo? - chłopak zaczął wodzić wzrokiem po gabinecie - Kamery? A może...

Leo wstał i podszedł do obrazu, który poleciła zawiesić tu Nadiya. Przedstawiał on grającego na lutni satyra. Blondyn przysunął sobie stołek i wszedł na niego, żeby dokładnie przyjrzeć się malowidłu.

- Ukryty pokój tak? W portrecie są otwory do podglądania, mam rację?

- Śliczny i mądry. I z takim seksownym tyłeczkiem - zaśmiał się Asmodeusz, podchodząc go męża i zdejmując go ze stołka. 

- Głupek!

- Też cię kocham. Powiedz kociaku, lubisz muzykę klasyczną?

- Pewnie. Czemu pytasz?

- Bo członkini mojego parostwa jest skrzypaczką i za kilka dni będzie miała kameralny koncert. Pierwszy po dwuletniej przerwie. I dostałem zaproszenie, więc możemy się wybrać, jeśli masz na to ochotę.

- Z przyjemnością. A teraz możesz mnie odstawić?

- Nie, bo zabieram się do sypialni - Asmodeusz puścił mu oczko, a Leo zapłonął rumieńcem. 

Pokręcona miłośćOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz