Rozdział 11

12K 771 125
                                        

Boże, lepszej chwili nie mogli sobie wybrać.- powiedziałem pod nosem kiedy zobaczylem Slendera, Eyeless Jacka i Bena. Fakt faktem ,że Jack jest moim dobrym przyjacielem ,ale po co tu przyleźli?

-No cześć Jeff, kope lat.- podszedł do mnie Jack i poklepał mnie po ramieniu. 

-Cześć.- powiedział od niechcenia Ben. Tego mikrusa to nie trawie. Ech...

-Witaj Jeff.- powedział Papa Slendi. Wiem ,że nazywam go przepięknie. Hehe...

-Jest mi niezmiernie miło ,że was widze...-powiedziałem sarkastycznie- ale czego chcecie?

-Doszły nas ostatnio słuchy ,że zapoznałeś się z pewną dziewczyną.

-No tak... i co wam do tego?

-No to ,że chyba nasz Jeff'i się zakochał.- powiedział Jack. Przysięgam ,że kiedyś go zabije...

-Hahahaha. Chyba wam coś padło na mózg.

-No nie żartuj. Przecież jakby ci się nie podobała to byś ją zabił.- szturchnął mnie łokciem Jack. Nie uruchamiaj mnie...

-No może troche...-mruknąłem niewyraźnie

-Co??

-No może troche...-powiedziałem też nie wyraźnie ,ale głośniej

-Co?!

-No tak, podoba mi się ,ale ona ma chłopaka i nie chce się wtryniać w jej życie.- złapałem się za głowe.

-Czyli nasz mały Jeffrey się zakochał. Jakie to urocze.- powiedział Papa Slendi. Czy oni tu muszą być i mnie denerwować?!

-To czyli się widzimy na ślubie? Haha.- dodał Ben. Wyciągnąłem nóż z kieszeni.

-Tacy jesteście mądrzy? Ha! Wszyscy zobaczycie! Jeszcze ona za mnie wyjdzie! Będzie moją żoną! A tak na marginesie Ben, za żadne skarby świata nie zaproszę cię na mój ślub.- popatrzałem na niego ,a on zrobił skwaszoną minę.

-Jezu, stary nie wiedziałem ,że tak się możesz zezłościć z powodu dziewczyny. Tak w ogóle, nie możesz poprostu zabić tego chłopaka?

-Chyba cię coś... gdybym to zrobił ,a ona by się o tym dowiedziała nigdy by się już do mnie nie odezwała. 

-To chyba pierwszy raz jak cię widzę takiego przygnębionego ,a znamy się długo.- powiedział Jack. Może mają rację, że ją kocham ,ale musze o niej jak najszybciej zapomnieć. Chyba wraz z moim nożem udamy się w odwiedziny do jakiejś randomowej osoby...

-Wiecie co. Chyba pójdę się rozluźnić. Wiecie o co chodzi...

-I to jest Jeff jakiego znam. Nie zatrzymujemy cię ,idź.

-Idź. Tylko znowu się nie zakochaj. Hahaha.- zaśmiał się Ben. Podszedłem do niego i wycelowałem moim nożem w jego gardło.

-Jeśli chcesz się jeszcze jutro obudzić to swoje żarty odstaw na bok bo nie ręcze za siebie.- powiedziałem wolno i wyraźnie.

-No dobrze, dobrze. Nie spinaj tak dupy z powodu dziewczyny.

-Nigdy jej nie obrażaj. Zrozumiano?

-Tak.

To narazie.- kopnąłem drzwi i wyszedłem. Nie mogli sobie wybrać gorszego momentu? Przejde się po mieście i może znajde jakąś fajną rodzinke? Założyłem kaptur i zacząłem biec z nożem w ręku...

20 minut później...

Znalazłem jakiś piękny dom. Sobowtóry rodziców Randy'ego? Haha. Wszedłem przez okno. Na dole nie było nic specjalnego. Poszedłem na góre. Pierwsze drzwi prowadziły do pokoju jakiegoś chłopaka. Spał sobie smacznie ,ale nie wiedział ,że nigdy się już nie obudzi. Na ścianach były plakaty z jakichś gier których nie znałem. Natomiast na biurku stał OGROMNY monitor. Widać ,że interesuje się takimi rzeczami.  Nie chciało mi się z nim gadać więc odrazu wbiłem w niego nóż. Na sekunde otworzył oczy no ,ale odrazu je zamknął. Wytarłem nóż o bluze. Wszystko do okoła zaczęło się robić czerwone. Kurde. No niby jest mi lepiej ,ale jednak nie do końca. Chyba jeszcze wpadne do Daniela. Mam ochotę mu powiedzieć co o nim myśle. Wyszedłem z pokoju i szedłem korytarzem do schodów kiedy usłuszałem ,że drzwi przedemną się otwierają. Wyszła z nich jakaś kobieta. Najprawdopodobniej mama tego chłopaka. Kiedy mnie zobaczyła bardzo się wystraszyła. Kiedy przechodziłem obok niej powiedziałem.

-Dobry wieczór. Mam przyjemnąść poinformować ,że pani syn zasnął bardzo głębokim snem i wątpie ,że się kiedyś obudzi. Żegnam.- zacząłem schodzić po schodach ,a ona zemdlała. Typowy człowiek. Zszedłem schodami na dół i wyszedłem. Znów założyłem kaptur i pobiegłem w stronę domu Daniela...

15 minut później...

Kiedy zobaczyłem jedno piętrowy dom zauważyłem w jednym oknie jasne światło. Podszedłem do niego i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Daniel i jakaś brązowo-włosa laska obcałowywali się na moich oczach! No jednego dnia nie wytrzyma?! Ma najwspanialszą dziewczynę na świecie ,a ją zdradza?! O nie, tak nie będzie! Wszedłem przez okno.

-No witam towarzystwo!- ich miny były bezcenne! Hahahaha.

-Kim ty jestes?

-Twoją babcią... A tak serio to jak możesz jej to robić?!

-Ale o co ci chodzi?- spytał

-Chodzi mi o twoją "dziewczyne"-Harley. Jak możesz ją zdradzać?

-No ,ale facet... Co ci do tego?!

-A to ,że kłamliwi goście są gówno warci. Nawet nie wiesz jak mnie korci żeby cię zabić.- wyciągnąłem nóż z kieszeni.

-Jezu, nie bądź taki zły.

-Będę. Bo jeśli jej coś zrobisz to zobaczysz. Wytropie cię wszędzie. Na drugi koniec świata pojade żeby cię znaleźć i zabić. Mówie to pierwszy i ostatni raz. Mam nadzieje ,że niedługo znów cię zobacze... Daniel.- wyszedłem przez okno i pobiegłem w jakąś nieznaną mi stronę..

--------------------------------------------------

Następny :3 Piszcie czy się podobało papa

Ciii...Idź spać...Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz