Przeszliśmy przez cały park co zajęło nam jakieś pół godziny bo gadaliśmy jak najęci i szliśmy bardzo ,ale to bardzo wolno. Lecz przez cały czas myślałam o Jeff'ie. Wytłumacze mu wszystko jak przyjdzie. Kiedy podeszliśmy pod mój dom stanęliśmy na werandzie.
-Bardzo dobrze się bawiłam. Fajnie było tak porozmawiać jak za dawnych, dobrych czasów.
-Wyjęłaś mi z ust. Spotkajmy się jeszcze kiedyś.
-Bardzo chętnie. - przytulił mnie.
-Papa. Do jutra.
-Do zobaczenia.- niespodziewanie pocałował mnie w policzek i poszedł. O co chodzi!? Potarłam ręką po tym miejscu. Weszłam do domu i przywitałam się z mamą.
-Cześć
-Hej. Co to był za jegomość? Twój chłopak?
-Nie. To kolega, znamy się już długo no ,ale to nie jest związek ani nic tym podobnego.
-Tak, tak. W razie czego uważaj na niego.- gdybyś tylko wiedziała kto odwiedza twój dom kiedy śpisz.
-Mamo to nie jest mój chłopak!
-Przecież tylko się z tobą drocze.- póściła mi oczko i się uśmiechnęła
-Jesteś niemożliwa.- zaśmiałam się i poszłam na góre. Odrobiłam lekcje i zaczęłam czytać książke. Zeszło mi na to wszystko jakieś trzy godziny. Zadzwoniła do mnie Rozalia i powiedziała ,że Czarek (nasz znajomy ze szkoły) organizuje w dzień zakończenia roku impreze. Chętnie się zgodziłam. Pogadałyśmy jeszcze pół godziny i odłożyłam telefon na stolik. Uznałam ,że pójde spać. Jeff napewno mnie obudzi.
Powoli podnosiłam się z łóżka i zobaczyłam pare oczu w pół mroku mojego pokoju.
-Jeff, prosze nie wygłupiaj się.
-Hahaha- zaśmiał się ,ale to nie był zwyczajny śmiech, był to śmiech psychopaty. Wskoczył na łóżko i usiadł na mnie ,a przy tym przystawił nóż do mojego gardła. Chciałam zacząć krzyczeć ,ale powiedział
-Cii...ja się wcale nie wygłupiam tylko nienawidze kłamliwych i sztucznych ludzi.
-O co ci chodzi?!
-Chodzi mi o tego debila z którym przeszłaś cały park ,a później obściskiwałaś się.
-Chodzi ci o Daniela? To jest tylko mój kolega ,a pozatym to był tylko buziak w policzek i fajnie ,że mnie podglądasz.
-Zabronisz mi? Tak szczerze nie chce mi się ciebie słuchać.- przejechał po policzku swoim nożem. Zauważyłam ,że jest na nim krew.
-Znowu kogoś zabiłeś.
-Brawo za spostrzegawczość moja droga. Jestem Jeff the Killer czyli Jeff zabójca. Moge zabijać kogo chce ,a ty się lepiej zajmij swoim mężem Danielem. Przyjde na wasz ślub i obiecuje ,że napewno zostawie po sobie ślady.
-Co ty masz do niego?
-Nic, poprostu mnie denerwuje.
-Jesteś o niego zazdrosny?
-Hahaha. Nawet w tej chwili moge do niego iść i go zabić. To nie problem.
-Nie!
-Mówiłem. Lubisz go. Nie jestem potrzebny. Ide.- zaczął się podnosić ,ale ja złapałam go za rękaw bluzy. Upadł na mnie ,a precyzyjniej na moje nogi. Zaczęłam się śmiać ,ale Jeff nie ukazywał tego samego uczucia co ja. Znowu przyłożył nóż do mojego gardła.
-Nigdy tak sobie nie żartuj, zrozumiałaś?!
-To był tylko głupi wybryk. Przecież nic się nie stało.
-Takie żarty to ty możesz robić swojemu chłoptasiowi ,ale nie mi.
-Ale czy mógłbyś przestać go obrażać?!- powiedziałam z lekkim poddenerwowaniem w głosie
-A jeśli powiem ,że nie to co mi zrobisz?- i w tej chwili zrozumiałam ,że jestem na przegranej pozycji.
-No nic ,ale ,ale...
-I widzisz. Nic mi nie zrobisz.
-Wiem ,ale nie musisz go obrażać, nawet go nie znasz.
-No to dobra. Ide. Tylko później nie skarż mi się ,że cię zgwałci lub coś w tym stylu.
-Bardziej spodziewałabym się tego po tobie.
-Ojojoj mylą ci się dwa pojęcia kochanie. Ja jestem zabójcą ,a nie zboczeńcem.- nożem zrobił długą ścieszke po moim całym ciele.- Ide. Tylko później nie oczekuj pomocy z mojej strony bo nie będę biegł na złamanie karku.
-A czy ja ci karze? Jak nie chcesz to nie.- skrzyżowałam ręce na piersiach
-Pa.
-Pa.- kiedy to powiedziałam wyszedł oknem ,a ja zasnęłam...
Dzień zakończenia roku
Ubrałam czarną spódniczke, białą bluzke, cieliste rajstopy, czarny sweter i czarne baletki. Pomalowałam tuszem rzęsy i pomalowałam swoje usta czerwoną szminką. Umówiłam się z Rozalią ,że przyjdzie po mnie i pójdziemy razem. Zjadłam jeszcze śniadanie i ktoś zadzwonił do drzwi. Była to Roza. Wzięłam rzeczy i wyszłam
-Cześć
-Hej. Idziemy?
-Oczywiście.- po 20 minutach byłyśmy w szkole. Weszłyśmy na sale i zaczoł się apel. Po godzinie weszliśmy do sali aby wszystko załatwić. Po załatwieniu różnych spraw i żegnaniu się wyszliśmy na zewnątrz. Nagle ktoś złapał mnie za ręke. Był to Daniel. Dałam Rozalii znać aby nas zostawiła.
-Hej
-Cześć. Mam pytanie.
-Jakie?
-Chciałabyś iść ze mną na impreze do Czarka?
-Bardzo chętnie. Przyjdziesz po mnie o siódmej?
-Tak. Do zobaczenia.
-Papa.- pocałował mnie w policzek i poszedł. Coś czuje ,że uczucie z dawnych lat powróciło...
---------------------------------------------
Fajny? Piszcie w komentarzach czy wam się podoba i spokojnie, spokojnie o Daniela się nie martwcie :D
CZYTASZ
Ciii...Idź spać...
FanfictionProlog Cześć.Nazywam się Harley. Jestem zwykłą 17-latką i chodze do pierwszej liceum. Mieszkam w jednorodzinnym domku wraz z mamą i tatą. Kocham horrory. Ogólnie lubie się bać. Ostatnio zaczełam czytać creepypasty. Moją ulubioną jest ta o Jeffie...
