Rozdział 27

8.2K 626 83
                                        

Był już wieczór. W między czasie moja mama przyszła i przyniosła mi takie rzeczy jak telefon, przybory do rysowania, kartki i książkę. Kiedy czytałam wiadomości które wyskakiwały mi na ekranie telefonu nagle w moim pokoju pojawił się Papa. Nie zbyt się tym przejęłam, ale zastanawiało mnie po co on tu przyszedł.

-Cześć.- powiedziałam obojętnie spoglądając kontem oka na Slendera.

-Szukałem cię.- odpowiedział mi spokojnie.

-Po co? Przecież i tak nie jesteśmy jakimiś wielkimi przyjaciółmi.- tak szczerze nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ale musiałam.

-Jeff się martwi chodź to mnie nie powinno obchodzić bo jakby nie patrzeć to odbierasz mi faceta...

-Naprawdę?- powiedziałam przejęta nie zwracając uwagi na miłosne rozterki "akwizytora".

-Tak, dziwił się dlaczego nie ma cię w domu, a przecież jesteś chora.-Boże... jak ja za nim tęsknię. Odłożyłam telefon na stolik i usiadłam na łóżku.

-Powiedz mu, że jak najszybciej ma do mnie przyjść.

-Już idę po niego... Do widzenia.- w jedenej chwile pan niepoprawny romantyk znikł, a ja podekscytowana i szczęśliwa znowu położyłam się na łóżku. Ponownie spojrzałam na ekran urządzenia który obecnie "dławił się" powiadomieniami...

Jeff's POV

Nerwowo chodziłem tam i z powrotem po pokoju Harley.

-"No gdzie on jest?!"- pomyślałem. W mojej głowie gotowało się od tego wszystkiego. Boże... Dlaczego musiałem wybrać jego?! (True love forever xD) Jak nie zjawi się za pięć sekund to obiecuje, że osobiście go ukatrupię.

-5...4...3...2....- w tej samej chwili pojawił się Papa.- Gdzieś ty był?!

-Przepraszam, ale nie jestem detektywem. Ciesz się w ogóle, że ona żyje.

-Dobra, dobra. Gdzie jest?

-Jest w szpitalu na Stradford. Chyba wiesz gdzie to jest.

-Tak. W ogóle to dzięki, ale jednak twój zapłon nie był zbyt szybki...

-Już nie marudź.

-Ale sam przyznasz, że nie grzeszysz w tym momencie szybkością i dobrą orientacją w terenie.

-Moja wina, że świat chciał abym nie miał twarzy i straszył dzieci w lesie, a co za tym idzie nie mógł się pokazywać publicznie ludziom?

-Ale od czego masz te swoje macki? One ci służą żebyś ich postraszył. Wiesz co... Męczy mnie ta rozmowa, więc już pójdę do tego szpitala.

-A co ze mną?

-Nie wiem. Połucz dzieci anatomi w zachrystii czy coś w tym stylu.- wyszedłem przez okno, ale słyszałem jeszcze jakieś komentarze skierowane w moją stronę. Jezu, co za człowiek. Niech pomęczy jakichś ministrantów, a nie mnie...

------------------------------------------
Mam do was taką sprawę... Albo nawet dwie. Pierwsza odnosi się do częstotliwości dodawania rozdziałów. Jest teraz koniec roku i jednak te różne poprawki i inne takie bzdety zabierają czas ;-; A jak chodzi o drugą sprawę to czytałam sobie ostatnio komentarze pod pierwszymi rozdziałami i wiem, że były w nich błędy, ale jak znajde wolną chwile to je poprawie. Obiecuje ;-; piszcie czy się podobał i tak dalej i tak dalej... (I jeszcze jak chodzi o ten dopisek w nawiasie to on jest jakby ode mnie xD)

Ciii...Idź spać...Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz