Rozdział 26

7.5K 634 60
                                        

Leżałam na szpitalnym łóżku i wgapiałam się w sufit. Boże... Jak się nudzę. Nie dość, że nie mogę wstać to jeszcze nie mam co robić. Chce zobaczyć Jeff'a i Jack'a. Tęsknię za nimi...

Jeff's POV

Chciałem zobaczyć jak czuje się Harley, więc poszedłem do jej domu. Zobaczyłem, że okno jej pokoju jest otwarte. Wszedłem do pomieszczenia i okazało się, że jej nie ma. Powoli otworzyłem drzwi prowadzące na korytarz. Nic nie słyszałem. Żadnego znaku życia. Gdzie ona do cholery jest?! Jeśli coś się stało? Ktoś mi musi pomóc ją znaleźć i już nawet wiem kto to będzie.

-Papa!- krzyknąłem i w jednej chwili zjawił się Slendi.

- Co się stało Jeffiś?

-Nie nazywaj mnie tak!

-No, ale to do ciebie pasuje...

-Boże, co za człowiek... Ale to nieważne. Pomóż mi znaleźć Harley.

-Zostaw ją. Ja cię tak mocno kocham.

-Przestań! Szukaj jej, a nie odstawiaj mi tu sceny zazdrości.

-No dobrze, dobrze. Jak tylko ją znajdę przyjdę.- w jednej sekundzie zniknął, a ja wyszedłem przez okno. Mam nadzieję, że nic jej nie jest...

Harley's POV

Kiedy umierałam z nudów na tym łóżku tortur do sali weszła Rozalia. Podbiegła do mnie i z całych sił przytuliła.

-Boże! Jak za tobą tęskniłam.

-Ja za tobą też. Jak dobrze, że mam taką przyjaciółkę jak ty.- powiedziałam i uśmiechnęłam się pod nosem.

-Jak się czujesz?

-No jednak wbito mi nóż w nogę, więc nie za dobrze...

-A możesz chodzić?

-Nie... Nie mogę wstać ani nic.

-Kurde... Wymyśle coś! Zobaczysz.

-W sensie?

-Ech... Żebyś mogła chodzić gdzie chcesz.- uśmiechnęła się do mnie i wyszła z sali....

Po dwudziestu minutach czekania nagle drzwi od sali otworzyły się, a w nich zobaczyłam moją przyjaciółkę która przed sobą prowadziła wózek.

-Chyba nie myślicie, że na to wejdę.

- Chcesz cały czas leżeć na tym łóżku?

-No nie...

-To wskakuj. Czekaj, pomogę ci.- Rozalia pomogła mi wejść na wózek co nie było takim łatwym i bez bolesnym zadaniem. Po paru próbach jednak udało nam się usadowić mnie na wózku. Roza zaczęła powoli pchać mnie do wyjścia. Chwilę później znalazłyśmy się na szpitalnym korytarzu. Pojeździłyśmy trochę tam i z powrotem. Niby nic, ale jednak można oszaleć jeśli siedzi się cały czas w jednym miejscu. Spokojnie wróciłyśmy do mojej sali i Rozalia znowu pomogła mi wgramolić się na łóżko. Odstawiła wózek w róg pokoju i usiadła na łóżku...

Po godzinie bardzo obszernej rozmowy moja przyjaciółka musiała już iść. Pożegnałyśmy się wielkim uściskiem i po chwili Roza wyszła. Znowu musiałam siedzieć sama i smutna w tych czterech, szarych ścianach...

—————————————————————

No i następny rozdzialik ;3

Ciii...Idź spać...Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz