Rozdział 4

14.4K 959 134
                                        

Porzegnałam się z moją przyjaciółką i obie poszłyśmy w swoją stronę. Uznałam ,że pójdę do parku się przejść. Wiatr muskał moje policzki, ptaki śpiewały. Usiadłam na ławce. W pewnym momencie zobaczyłam jakiś cień za drzewem. Wstałam i zaczęłam iść w stronę domu. Jednak nic to nie dało. Przyśpieszyłam kroku ,ale czułam ,że ktoś za mną idzie i mnie obserwuje. Cieszyłam się jak głupia kiedy doszłam lub raczej dobiegłam do domu. Otworzyłam drzwi i pobiegłam do swojego pokoju. Wskoczyłam na łóżko i okryłam się kocem. Ja naprawde się bałam. Nie moge sobie wyobrazić co będzie kiedy przyjdzie. Ktoś zapukał.

-Kto to ?- spytałam

-Twoja mama. Mogę wejść?

-Tak.- kiedy weszła powiedziała:

-Po co ty tak pod tym kocem siedzisz?

-Bo mi zimno.

-Tylko się nie zgrzej. Wychodzimy dzisiaj.- kurna, świetnie. Tylko jak później znajdziecie moje zwłoki na podłodze to już nie bedzie moja wina.

-Ok.- kiedy to powiedziałam moja mama się uśmiechnęła i wyszła...

Kiedy moi rodzice wyszli postanowiłam ,że zamkne się na cztery spusty i tak zrobiłam. Zamknęłam wszystkie drzwi i okna. Kiedy skończyłam poszłam do siebie do pokoju. Włączyłam laptopa i zaczęłam oglądać jakieś filmiki na yt. W pewnym momencie usłyszałam kroki. Zamknęłam laptopa i położyłam go na podłodze. Zapaliłam lamkę i czekałam. Obserwowałam drzwi, które w pewnej chwili otworzyły się. Był to Jeff. Spojrzał na mnie i powiedział:

-Cześć.- nie odezwałam się tylko mu odmachałam. Podszedł do łóżka i na nim usiadł.  Bałam się jak cholera. Kątem oka zobaczyłam nóż w jego kieszeni.

-Jak minął ci dziś dzień?  Fajnie było na tych całych zakupach? -  pokazałam kciuka w górę. 

-Założysz tą sukienke? Dla mnie.- pokiwałam głową. Uznałam ,że  nie będę się z nim kłóciła. Wyszłam na korytarz i założyłam sukienke. Kiedy się mu pokazałam, powiedział

-Bardzo ładnie wyglądasz. Obróć się jeszcze.- zrobiłam tak jak mi nakazał.

-A tak wogule jak masz na imie?-nie chciałam się odzywać więc nic nie mówiłam. Jeff wstał i szybko podszedł do mnie.

-Dlaczego się do mnie nie odzywasz? To nie grzeczne.- spuściłam głowe

-Boje się.- powiedziałam bardzo cicho

-Mnie? Haha. To prawda. Jestem zabójcą ,ale pomyśl logicznie. Gdym chciał cię zabić dawno byś już nie żyła.- miał racje. Kiedy by chciał mne zabić to już bym leżała w grobie.

-Ale to nie zmienia faktu ,że się ciebie boje.

-Co mam zrobić żebyś przestała?

-Nie wiem. Może odstaw nóż na podłoge.

-No dobra.- położył wielki nóż kuchenny na podłodze.- tak lepiej?

-Owiele.

-Moge cię przytulić?

-No nie wiem...

-Prosze, wiesz ,że tyle lat nikogo nie przytulałem ani nie dotykałem, nie licząc dźgania nożem ,ale to już inna bajka.

-Yyyy...- popatrzałam na niego ze zdziwieniem.

-No dobra, dobra. Moge?- zrobiło mi się go żal. To przecież nie była jego wina ,że jest TAKI.

-N-no dobra.- szybko podszedł do mnie i przytulił. Czułam się dziwnie. Tak bezpiecznie. Było to dla mnie bardzo dziwne. Przed sekundą jeszcze się go strasznie bałam. Kiedy mnie póścił złapał mnie za ręce.Były zimne. Popatrzał mi w oczy i powiedział

-Jesteś wyjątkowa. Nigdy się tak nie czułem przy dziewczynie.

-N-n-nie wiem co powiedzieć. Jeszcze przed sekundą czułam się przy tobie zagrożona i i... myślałam ,że poprostu mnie zabijesz...

-No to się pomyliłaś...-powiedział szepcząc mi do ucha...

----------------------------------------------

Czy tylko mi się wydaje ,że z tego robi się jedna wielka telenowela xd piszcie czy wam się podoba papa

Ciii...Idź spać...Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz