17. Scenariusz Przyszłości

51 6 2
                                        

        - Nazwisko? - spytał ubrany w czarny garnitur kelner z listą w prawej dłoni.

- Seaborn - odpowiedział Keith, ukradkiem zerkając na listę, jakby bał się, że go na niej nie ma. 

Pracownik restauracji przekartkował dokładnie dokument, po czym odhaczył jakieś okienko i uśmiechnął się do nas sztucznie.

- Dobrze. Zapraszam.

Kelner zaprowadził nas do odpowiedniego stolika. Ledwie usiedliśmy już podano nam menu.

Zerknęłam na pierwszą stronę i wybałuszyłam oczy. Velouté, carpaccio, gnocchi, ragoût... Co to kurwa jest?! Jesteśmy w Las Vegas, nie Paryżu! Skąd ja, prosta Amerykanka, mam wiedzieć, czym do jasnej cholery jest ragoût?! Całe życie jadłam hot-dogi i hamburgery.

- Słyszałem, że mają tu bardzo dobrą kaczkę z żurawiną - odezwał się Nemo.

Miał skoncentrowaną minę, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem jedyną osobą w pomieszczeniu, która dostała kartę po chińsku.

- Wszystko w porządku?

Uniosłam głowę znad karty i przybrałam zaskoczoną minę.

- Tak. Czemu? 

- Wyglądasz jakbyś zaraz miała zemdleć.

I tak też się czuję, kotku. 

- Nie... Nic mi nie jest.

- Caitlin... - Przeciągnął ostatnie głoski, a jego twarz nabrała podejrzliwego wyrazu.

- No dobra. Nigdy nie byłam w takiej restauracji, a połowy nazwy dań nie umiem nawet przeczytać.

- Naprawdę? Przecież mieszkasz w Nowym Jorku...

- Ta... Na Bronks. Tam ciężko jest znaleźć McDonald's, w którym można by było bezpiecznie usiąść i zjeść.

Wtedy nastąpiła ta znana nam wszystkim niezręczna cisza, kiedy każdy czuje potrzebę coś powiedzieć, ale kompletnie nie ma pojęcia co.

- Cóż... Chętnie wprowadzę cię w temat luksusowego żarcia - powiedział w końcu Keith z szerokim uśmiechem na ustach.

Zachichotałam. Połączenie słów luksusowe żarcie brzmi dość dziwnie. 

- Skąd ty w ogóle masz pieniądze na takie restauracje? - spytałam. W końcu to randka. Na takich spotkaniach ludzie starają się lepiej poznać swojego towarzysza, prawda? 

- Mój ojciec jest radnym. 

To stąd te opanowane do perfekcji fałszywe uśmiechy...

- Oh... A matka?

- Głównie siedzi w domu i gra w brydża.

Zaśmiał się ciho, kręcąc głową z zażenowania.

- A twoi rodzice? - spytał po chwili. 

Wcale nie miałam ochoty opowiadać o mojej rodzinie, która jest niczym w porównaniu do jego, ale pytanie już padło.

- Mama jest nauczycielką, a tata pracuje w fabryce zabawek.

Opuściłam głowę i wbiłam wzrok w kartę dań.

- To fajnie. Musiałaś mieć dużo zabawek, gdy byłaś mała.

Wiedziałam, że wcale tak nie myślał. Niby żadna praca nie hańbi, ale czym jest pracownik fabryki w porównaniu do radnego miasta? 

Wtedy zjawił się kelner, który wybawił mnie przed resztą tej żenującej rozmowy. Gdy Keith już złożył zamówienie za mnie i za siebie, nie pamiętał o czym przed chwilą rozmawialiśmy, więc zmiana tematu nie była niczym trudnym. O wielej milej rozmawiało się o ulubionych filmach i zespołach.

Even With FireOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz