- Nazwisko? - spytał ubrany w czarny garnitur kelner z listą w prawej dłoni.
- Seaborn - odpowiedział Keith, ukradkiem zerkając na listę, jakby bał się, że go na niej nie ma.
Pracownik restauracji przekartkował dokładnie dokument, po czym odhaczył jakieś okienko i uśmiechnął się do nas sztucznie.
- Dobrze. Zapraszam.
Kelner zaprowadził nas do odpowiedniego stolika. Ledwie usiedliśmy już podano nam menu.
Zerknęłam na pierwszą stronę i wybałuszyłam oczy. Velouté, carpaccio, gnocchi, ragoût... Co to kurwa jest?! Jesteśmy w Las Vegas, nie Paryżu! Skąd ja, prosta Amerykanka, mam wiedzieć, czym do jasnej cholery jest ragoût?! Całe życie jadłam hot-dogi i hamburgery.
- Słyszałem, że mają tu bardzo dobrą kaczkę z żurawiną - odezwał się Nemo.
Miał skoncentrowaną minę, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem jedyną osobą w pomieszczeniu, która dostała kartę po chińsku.
- Wszystko w porządku?
Uniosłam głowę znad karty i przybrałam zaskoczoną minę.
- Tak. Czemu?
- Wyglądasz jakbyś zaraz miała zemdleć.
I tak też się czuję, kotku.
- Nie... Nic mi nie jest.
- Caitlin... - Przeciągnął ostatnie głoski, a jego twarz nabrała podejrzliwego wyrazu.
- No dobra. Nigdy nie byłam w takiej restauracji, a połowy nazwy dań nie umiem nawet przeczytać.
- Naprawdę? Przecież mieszkasz w Nowym Jorku...
- Ta... Na Bronks. Tam ciężko jest znaleźć McDonald's, w którym można by było bezpiecznie usiąść i zjeść.
Wtedy nastąpiła ta znana nam wszystkim niezręczna cisza, kiedy każdy czuje potrzebę coś powiedzieć, ale kompletnie nie ma pojęcia co.
- Cóż... Chętnie wprowadzę cię w temat luksusowego żarcia - powiedział w końcu Keith z szerokim uśmiechem na ustach.
Zachichotałam. Połączenie słów luksusowe i żarcie brzmi dość dziwnie.
- Skąd ty w ogóle masz pieniądze na takie restauracje? - spytałam. W końcu to randka. Na takich spotkaniach ludzie starają się lepiej poznać swojego towarzysza, prawda?
- Mój ojciec jest radnym.
To stąd te opanowane do perfekcji fałszywe uśmiechy...
- Oh... A matka?
- Głównie siedzi w domu i gra w brydża.
Zaśmiał się ciho, kręcąc głową z zażenowania.
- A twoi rodzice? - spytał po chwili.
Wcale nie miałam ochoty opowiadać o mojej rodzinie, która jest niczym w porównaniu do jego, ale pytanie już padło.
- Mama jest nauczycielką, a tata pracuje w fabryce zabawek.
Opuściłam głowę i wbiłam wzrok w kartę dań.
- To fajnie. Musiałaś mieć dużo zabawek, gdy byłaś mała.
Wiedziałam, że wcale tak nie myślał. Niby żadna praca nie hańbi, ale czym jest pracownik fabryki w porównaniu do radnego miasta?
Wtedy zjawił się kelner, który wybawił mnie przed resztą tej żenującej rozmowy. Gdy Keith już złożył zamówienie za mnie i za siebie, nie pamiętał o czym przed chwilą rozmawialiśmy, więc zmiana tematu nie była niczym trudnym. O wielej milej rozmawiało się o ulubionych filmach i zespołach.
CZYTASZ
Even With Fire
RomanceKeith to najbardziej irytujący człowiek na świecie. Jest niebiańsko przystojny, lubiany, a jego życie zdaje się być wprost idealne. Zupełne przeciwieństwo Caitlin, która uważa się za konkurencję dla samego szatana. Serce jednak nigdy nie pyta się o...
