Weszłam do domu cała rozradowana. Chciało mi się śpiewać, skakać, tańczyć... Oczywiście do czasu aż zobaczyłam swoją matkę, patrzącą na mnie pytającym wzrokiem. No nie mów, że Cię obchodzi, czy nas wzięli...
Usiadłam na kanapie w salonie i przytuliłam się do taty. Mężczyzna od razu oddał uścisk, ignorując lecące w telewizji wiadomości.
- Hej, kotku. I jak tam casting? - spytał.
- Jedziemy do Las Vegas! - pisnęłam mu prosto do ucha, na co on skrzywił się, ale po chwili przytulił mnie jeszcze mocniej z szerokim uśmiechem na ustach.
- Naprawdę?! To genialnie! Już nie mogę się doczekać, by zobaczyć moją małą córeczkę e telewizji.
Potargał moje włosy w przyjacielskim geście, a ja zaczęłam się śmiać.
W telewizji... Będę w telewizji.
Wtedy mama wychyliła głowę z kuchni i krzyknęła:
- Wzięli je?!
- Tak, Anne! Wzięli. Nasza córka będzie miała kontrakt z Newborn Records! - odpowiedział jej tata.
Już chciałam mu przypomnieć, że wzięcie udziału w The American Music Stars jeszcze nie oznacza wygranej, ale matka mnie wręczyła.
- Przecież nie mamy pewności, że tak będzie. Jest mnóstwo świetnych zespołów. Mnóstwo lepszych od ich... No... Tego... The Cletal.
Dzięki mamo! Nie ma to jak pełne wsparcie!
- A słyszałaś ich kiedyś?! No ja tak. I jestem pewien, że nie ma lepszego zespołu. - Tata jak zwykle stanął w mojej obronie, ale moja matka jest osobą dosyć kłótliwą, zawsze stawiającą na swoim. Byłabym zaskoczona, gdyby zamilkła, czy przyznała tacie rację.
- A co jak im się trafią tacy utalentowani, jak... Ta wasza Metallica? - kontynuowała, siadając na czarnym, skórzanym fotelu obok kanapy.
- Błagam Cię... Metallica może sobie pomarzyć, by być chociażby supportem dziewczyn.
Zaśmiałam się na tą myśl. Metallica była ulubionym zespołem moim i taty. Obydwoje, a już w szczególności tata, który był na ich koncercie, wiedział jak dobrzy są. Za dobrzy, by marnować się na naszym koncercie (jeśli w ogóle się jakiegoś doczekamy).
- Kiedy wyjeżdżacie?
Najwyraźniej zdała sobie sprawę tego, że w tej bitwie nie wygra i postanowiła zmienić temat.
- W czerwcu.
Wiele lat temu odkryłam, że najlepszym sposobem na rozmowę z mamą są krótkie i zwięzłe odpowiedzi. Najlepiej też nie patrzeć jej oczy i i być w trakcie robienia czegoś ważnego, gdyż wtedy zawsze możesz wymigać się napiętym grafikiem.
- Całe szczęście... - westchnęła. - Już parę razy zawaliłaś szkołę. A to twój ostatni rok. Ostatnie czego chcę to byś marnowała czas na naukę na granie w jakimś durnym zespole.
- Nie mów tak! - warknął tata, po czym uciekł do swojego gabinetu. Ponieważ nie chciałam zostać sama z matką poszłam do pokoju.
Mogłabym się z nią pokłócić. Powiedzieć, że mój zespół wcale nie jest durny, ale to nie miało sensu. Przyzwyczaiłam się do tego, że kobieta nie docenia mojego talentu i pracy, którą wkładam w ten zespół. Bałam się, że matka ma coś jeszcze do powiedzenia na temat The Cletal. W tym rzeczy, których wolałabym nie usłyszeć, gdyż mogłyby złamać moje serce. Co innego hejterzy, a co innego twoja własna matka.
Całe dwa miesiące przeminęły nam na wielorodzinnych ćwiczeniach, pisaniu nowych piosenek i oglądaniu castingów do The American Music Stars. Z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej się denerwowałam. Niektóre zespoły, biorące udział w audycjach były tak beznadziejne, że aż chciało mi się płakać.
Ale były też tak genialne, że też chciało mi się płakać, ale już bez uśmiechu na ustach. Nawet jeszcze nie byliśmy w Las Vegas, a ja już czułam tą napiętą atmosferę. Całe szczęście miałam przy sobie tatę, który zawsze był gotowy mnie pocieszyć i na powrót zmotywować.
Nim się obejrzałam był już czerwiec i stojąc przy kolejce do kontroli osobistej żegnałam się z rodzicami. Byłam zaskoczona, że matka chciała się pożegnać, a co dopiero życzyć mi powodzenia. Spodziewałam się, że zostanie w domu, a na lotnisko doprowadzi mnie jedynie tata. Może zdała sobie sprawę tego jak ważny jest dla mnie ten konkurs... Albo tata ją do tego zmusił. Znając ją, raczej to drugie.
Moje pożegnanie trwało raczej krótko. Uściski, życzenia powodzenia. Zero łez. Nawet u taty.
W końcu mogłam wrócić do stojących w kolejce przyjaciółek, by zastać Jackie, płaczącą w koszulkę swojego chłopaka.
- Wszystko będzie dobrze, kotku. Wrócisz za trzy miesiące i to jeszcze z kontraktem i mnóstwem pieniędzy na koncie - nieudolnie pocieszał ją Brandon. Nieudolnie, bo raczej wizja trzech miesięcy osobno dziewczyny nie pocieszała.
Jackie rozpłakała się jeszcze bardziej, a ja westchnęłam głośno. To trochę potrwa...
Gdyby nie fakt, że samolot specjalnie by na nas nie czekał, Jacqueline jeszcze długo płakałaby w z twarzą przyciśniętą do piersi swojego chłopaka. Całe szczęście wkrótce udało nam się ją od niego odciągnąć. "Całe szczęście"?! Całe szczęście, bo nie spóźniłyśmy się na lot, ale za to cały czas spędzony w strefie bezcłowej musiałyśmy wysłuchiwać jej wyżaleń.
- Związki na odległość zawsze źle się kończą - chlipała Jackie, którą do takiego stanu był w stanie doprowadzić jedynie Bran. Sama nie wiem czy to dobrze czy źle. Z jednej strony nigdy jej nie skrzywdził i są razem szczęśliwi... Ale ta cała miłość ma swoje minusy. Dlatego ja nie mam chłopaka. Bo nie jestem singielką bez powodu. Wiedziałam, że wszelkie romantyczne uczucia mogą utrudnić moja drogę do sukcesu, gdyż nie będę chciała nigdzie wyjeżdżać bez niego. A przecież gra w znanym zespole to głównie trasy koncertowe, które całkiem długo trwają i zazwyczaj nie masz na nich wolnego czasu. Nawet na krótką rozmowę na Skype'ie. Zresztą nawet długa rozmowa przez tą aplikację nie zdołałaby utrzymać związku.
Jackie zamilkła dopiero, gdy wsiadłyśmy do samolotu. Widocznie dotarło do niej, że lecimy do LAS VEGAS!
Tylko uwaga, co się dzieje w Vegas, zostaje w Vegas.
CZYTASZ
Even With Fire
DragosteKeith to najbardziej irytujący człowiek na świecie. Jest niebiańsko przystojny, lubiany, a jego życie zdaje się być wprost idealne. Zupełne przeciwieństwo Caitlin, która uważa się za konkurencję dla samego szatana. Serce jednak nigdy nie pyta się o...
