Sobota, godzina siedemnasta - całe trzydzieści zespołów zebrało się na stołówce hotelowej, by usłyszeć wyniki losowania. Okazało się, źe w jednym odcinku The American Music Stars może wystąpić najwyżej pięć zespołów, tylko tyle zmieści się w jego programie. Aby nikt się nie kłócił, kogo dzisiaj kolej ani nie obarczał nikogo winą za swoje nieprzygotowanie do występu - wprowadzono losowanie. By dodać sobie trochę otuchy, trzymałyśmy się z dziewczynami za ręce. Same nie wiedziałyśmy czy chcemy dziś występować czy nie. Z jednej strony to musi być świetne uczucie grać na tak dużej scenie, z widownią i kamerami wokół, ale jest też ryzyko, że odpadniemy. A tu maja świetne żarcie i wodne łóżka.
W końcu Will Brown, ubrany w szykowny szary garnitur, włożył dłoń do okrągłego, przeźroczystego wazonu, gdzie zostały wrzucone kartki z nazwami zespołów. Kiedyś trzymałam w takim wazonie złotą rybkę. Nazywała się Dora i swojego czasu była moją najlepszą przyjaciółką. Do tej pory poranek, w którym znalazłam ją unoszącą się na tafli wody uznaję za najgorszy w moim życiu. Biedna Dora...
- Ecstasy - Will ogłosił pierwszą grupę.
Usłyszałam za sobą ciche przekleństwa. Prychnęłam, choć dobrze wiedziałam, że nie zachowałabym się inaczej.
- Beautiful Nightmares.
Uff... Wciąż nie my.
- The Contemporary Miracles.
Zaśmiałam się. Im szybciej odpadną tym szybciej zapomnę o Keith'ie i moje życie wróci do normy. Niczego bardziej nie pragnę. Do tego dochodzi oglądanie ich porażki na wizji. Same przyjemności.
- The Cletal.
Kurwa.
Chciałam, żeby odpadli, ale nie razem z nami. Choć teoretycznie to niemożliwe. Za każdym razem odpada tylko jeden zespół. Co jeśli ludzie polubią ich bardziej i to my będziemy musiały się pożegnać z Las Vegas...?
Stop! Z niczym się nie żegnamy. Jesteśmy świetne, a ludzie to zauważą i docenią.
Pocieszanie samej siebie nie wystarczyło i dopieru po paru oddechach zdołałam się uspokoić. Część osób już opuszczało stołówkę, a ja jak zwykle nie wiedziałam, co się dzieje. Pociągnęłam za rękę Judy, która stała przy moim prawym boku i spytałam:
- Czemu wszyscy wychodzą?
- Losowanie się skończyło. Musimy poczekać na dalsze instrukcje. Występujemy dziś wieczorem.
Kiwnęłam głową.
- A jaki jest piąty zespół? - pytałam dalej.
- Undefeatable.
Przełknęłam głośno ślinę. Jeśli są tacy, na jakich wskazywałaby nazwa to mamy przerąbane. Moim umysłem na powrót zawładnął strach. Nerwowo odgarniałam kosmyki swoich czarnych włosów, które za sprawą potu przykleiły się do mojej twarzy, gdy zauważyłam, że trzęsą mi się dłonie. Spojrzałam na nie z przerażeniem, po czym zacisnęłam je na rąbku mojej tiulowej spódnicy.
- Stresik? - usłyszałam męski głos tuż nad swoim uchem.
Zerknęłam za siebie i ujrzałam usta Keith'a rozciągnięte w szerokim uśmiechu, ukazującym szereg białych, równych zębów.
Jak ty możesz się w takiej chwili uśmiechać?!
Nie odpowiedziałam na jego pytanie. Nie mogłam wymyślić żadnej dobrej docinki, a w dodatku słowa nie chciały wydostać się przez moje usta. Keith, chyba zauważył, że nie był to najlepszy moment na żarty i położył dłoń na moim ramieniu.
- Wszystko w porządku? - spytał. Jego łagodny głos na chwilę uspokoił moje nerwy. Wtedy zdałam sobie sprawę, że wszyscy na nas patrzą.
- Nie dotykaj mnie! - warknęłam, strzepując z siebie jego dłoń, po czym odsunęłam się na bezpieczną odległość.
Smutek w jego oczach sprawił, że zaczęłam się zastanawiać czy dobrze postąpiłam.
Przecież to Keith, upomniałam samą siebie, Irytujący, arogancki Keith.
Pokręciłam głową, niezadowolona z faktu, że choć przez chwilę poczułam do niego coś innego niż nienawiść i skupiłam się na informacjach przekazywanych przez Willa.
Jeśli ktokolwiek myślał, że w czasie dwóch godzin się uspokoję - był w błędzie. Moje zdenerwowanie z każdą minutą tylko się nasilało, a gdy wkroczyłam do przygotowanej dla uczestników programu garderoby - osiągnęło swój zenit. Usiadłam na skórzanej sofie pod ścianą i gapiłam się pusto w ekran telewizora. Teraz leciały reklamy, ale za niecałe dwadzieścia minut rozpoczynała się emisja programu The American Music Stars. Podciągnęłam kolana pod szyję, starając się opanować drżenie całego ciala. Poczułam jak kanapa na miejscu obok ugina się pod ciężarem drugiej osoby.
- Nie martw się. Na pewno wypadniecie świetnie. Publika was pokocha. - Usłyszałam spokojny głos Keith'a.
Chciałam go spławić. Powiedzieć, żeby się ode mnie odsunął, ale zamiast tego wyszeptałam:
- Skąd wiesz?
- Słyszałem jak gracie - odparł chłopak bez zastanowienia. - Nie masz się czego bać. Dzisiaj nie odpadniecie.
Spojrzałam w jego błękitne oczy, które zapewniły mnie o szczerości jego słów. Uśmiechnęłam się lekko i otworzyłam dawno zaciśniętą w pięść. W środku znajdowała się moja szczęśliwa kostka do gitary.
Póki mam ją w dłoni nic złego nie może mi się stać.
Ta myśl już całkowicie mnie uspokoiła i w pewnym momencie byłam najbardziej zrelaksowaną osobą w garderobie.
- Witam wszystkich widzów! Tych na auli w Paradise Tower i tych na kanapach przed telewizorami - odezwał się głos w telewizorze. - Ja nazywam się Will Brown, a to The American Music Stars!
Byliśmy w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles, Las Vegas, Washingtonie, Miami, Bostonie, Houston a także Seatle i Phoenix. Z tych dziesięciu miast wyłoniliśmy po trzy najlepsze zespoły, które wykazywały się talentem,ambicją i oryginalnością. Teraz nadszedł czas, by rozpocząć walkę o... Czek na MILION dollarów i kontrakt z Loud Music Records!
Wtedy się wyłączyłam. Milion dollarów... Co ja bym za to kupiła...? A może raczej, czego bym za to nie kupiła? To od cholery hajsu. Mogłybyśmy zakupić nowy sprzęt, mieszkanie... Pff... Willę z basenem! Czego byśmy tylko zapragnęły.
Ale najpierw trzeba wygrać.
Zaczęli Undefeatable z piosenką Untill I Live. Potem Ecstasy z My Darkest Hour, aż nadeszła pora na The Contemporary Miracles. Ponieważ my miałyśmy występ zaraz po nich, poproszono nas o przejście na kulisy sceny. Ostatni raz poprawiono nam makijaż i dano parę cennych wskazówek jak obchodzić się z mikrofonami, by nie nastąpiło sprzężenie. Jakaś elegancko ubrana kobieta z identyfikatorem zawieszonym na szyi pomogła mi przewiesić przez ramię gitarę. Poczułam się jak jakiś inwalida, który nie jest sam w stanie unieść instrumentu muzycznego, ale stwerdziłam, że dzisiaj jej pomoc może mi się przydać. Nie mogłam oderwać wzroku od Keitha stojącego na scenie. Jego dłonie sprawnie wygrywały melodię na czarnej elektrycznej gitarze, a mięśnie rąk co chwila napinały się, sprawając, że nie dało się od nich oderwać wzroku. Głos miał głęboki, ale z lekką chrypką. Na chwilę zapomniałam jak się chodzi, oddycha. Byliśmy tylko my i muzyka.
Don't think I need you beside me
Don't think I'm gonna be there when you'll need me
Never forget you're the only one to blame
Don't think I still care about you
Don't think I'm gonna cry because of our break up
Never forget you're the reason it happend
Mimo, że był to tekst o rozstaniu nie był ani trochę smutny. Zarówno śpiewane słowa jak i melodia miały w sobie wiele gniewu. Przez to zaczęłam się zastanawiać, czy autorem tego tekstu nie jest przypadkiem Dean.
W końcu chłopcy skończyli swój występ i po krótkiej rozmowie z jury i Willem, zeszli ze sceny.
Teraz my.
Nawet nie zauważyłam, gdy ręce znów zaczęły mi się trząść, a po chwili całe moje ciało aż zastygło. Już myślałam, że nie dam rady ruszyć się ani o krok, kiedy ktoś popchnął mnie do przodu. Mijając Keith'a, spojrzałam na niego z przerażeniem, telepatycznie prosząc o pomoc. Ale chłopak nic nie zrobił. Zresztą co miałby zrobić? Porwać mnie i spowrotem zabrać do Nowego Jorku...? Teraz już było za późno na odwrót.
Reszta dziewczyn już wyszła na scenę, gdy usłyszałam za sobą wołanie. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Keith'a z wyciągnietą w moim kierunku ręką. Na otwartej dłoni leżał mały bordowy przedmiot.
- Twoja kostka - powiedział chłopak, uśmiechając się szeroko. - Lepiej, żebyś jej nie zgubiła.
Odwzajemniłam uśmiech i odebrałam swoją własność. Keith rzucił jeszcze krótkie Powodzenia!, po czym zniknął w ciemnym korytarzu. Wychodząc na scenę zastanawiałam się: czy Voilet powiedziała mu coś o mojej kostce czy on też miał swój talizman? A może ani jedno ani drugie. Może mnie po prostu rozmuniał...
CZYTASZ
Even With Fire
RomanceKeith to najbardziej irytujący człowiek na świecie. Jest niebiańsko przystojny, lubiany, a jego życie zdaje się być wprost idealne. Zupełne przeciwieństwo Caitlin, która uważa się za konkurencję dla samego szatana. Serce jednak nigdy nie pyta się o...
