3. Pochodzisz Z Królewskiego Rodu

97 8 0
                                        

        Las Vegas - najbardziej zaludnione miasto w amerykańskim stanie Nevada, w hrabstwie Clark. Na arenie międzynarodowej kojarzone jest przede wszystkim z grami hazardowymi, zakupami oraz wyszukanymi restauracjami. Las Vegas, które samo siebie określa mianem Światowej Stolicy Rozrywki, słynie z ogromnych kasyn i powiązanych z nimi atrakcji. Tolerancja dla różnych form rozrywki dla pełnoletnich przypisała Las Vegas tytuł Miasta grzechu.
Dokładnie to podaje Wikipedia. Jedno muszę przyznać - nic dodać nic ująć. Nawet nie trzeba tam pojechać, by wiedzieć, że nazwa Miasto grzechu idealnie do tego miejsca pasuje. Po 20 minutach podróży do hotelu naliczyłam 32 kasyna i 18 klubów ze striptizem. Żyć nie umierać. Już mogę szukać miejscówek na wieczór panieński i wesele. Podobno rocznie ślub w Las Vegas bierze aż 100 000 osób. Bo nie ma to jak oryginalność.

        Hotel w którym pokój nam zarezerwowano robił wrażenie. Może i nie był to Ceasar Palace, ale jestem całkiem pewna, że Paradise Tower znajdował się tuż pod nim w rankingu najlepszych hoteli w Las Vegas jak i nie w całych Stanach Zjednoczonych. Był ogromny i z zewnatrz wyglądał jak wieża, czemu zapewne zawdzięcza swoją nazwę. Nie dość, że do wejścia prowadził czerwony dywan to jeszcze przyjechałyśmy limuzyną, co sprawiło, że ja już poczułam się jak gwiazda rocka. Wnętrze wywołało u mnie już inne uczucie. Miałam wrażenie, że zaraz ktoś do mnie podejdzie, założy mi na głowę tiarę i oświadczy, iż pochodzę z królewskiego rodu. Wszystko aż lśniło! Meble były najpewniej wykonane z mahoniu i miały pozłacane brzegi, a także wszelkie zdobienia. Na bordowych ścianach wisiały orazy, najczęściej pejzaże w... złotej oprawie. Kryształowe żyrandole i gałki do drzwi. Miła, doświadczona obsługa. Już nie mogłam się doczekać pierwszego posiłku w Paradise Tower. Pewno mają świetnych kucharzy.

        W czasie, gdy Violy nas meldowała, ja przyglądałam się innym uczestnikom The American Music Stars, którzy najwidoczniej przybyli tego samego dnia. Wszystkich rozpoznawałam - w końcu nie ominęłam ani jednej audycji w telewizji. 
Mój wzrok przyciągnęły dziewczyny z zespołu Gothic Girls, których makijaż był mocniejszy nawet od mojego (gdy u mnie standardem są smoky eyes i śliwkowa szminka), a kolczyków miały więcej niż byłam w stanie policzyć. Nie żeby tak źle było u mnie z matmą. Po prostu miały ich od cholery dużo.
- Cai! - zawołała Violet. - Chodź tu na chwilę!
Westchnęłam ciężko i wstałam z nieziemsko wygodnej kanapy, znajdującej się w centrum hotelowego lobby. Jakimś cudem udało mi się przepchnąć przez tłum ludzi zebranych wokół recepcji i stanęłam obok swojej przyjaciółki. Zaczęłam się gorączkowo zastanawiać, czy nie poinformować blondynki, że jest tu jedyną osobą ubraną w różową sukienkę, gdy odezwał się recepcjonista:
- Czy mogę poprosić panią o dowód?
Nie, odpowiedziałam mu w myślach, gdyż pytanie było wyjątkowo absurdalne. Jeśli chciałam wziąć udział w talent show musiałam się tu zameldować, a nie byłam w stanie tego zrobić bez pokazania dowodu. Jednak rozumiem, że to tylko forma grzecznościowa, którą facet musiał stosować, by pracować w tym hotelu. Dlatego zamiast się wykłócać podałam recepcjoniście mój dokument tożsamości, a on przyjrzał się mu uważnie, po czym zaczął coś spisywać do komputera.

        Wtedy na miejsce obok mnie przepchnął się jakiś chłopak. Pierwsze, co zobaczyłam to jego idealnie zarysowane bicepsy. Był dosyć... bardzo wysoki. Tak, że musiałam mocno zadrzeć głowę, by zobaczyć jego twarz.
Jeśli po jego spotkaniu jakaś dziewczyna stwierdziłaby, że zobaczyła anioła wcale bym się nie śmiała. Wręcz przeciwnie. Zgodziłabym się z nią. Chłopak był cholernie przystojny. Miał oczy koloru oceanu. Nie! To nie to. Każdy z nas widział zdjęcie takiej egzotycznej plaży z palmami, niemalże białym piaskiem i błękitną wodą. Taki jasny błękit z lekką domieszką turkusu. Właśnie takiego koloru były jego oczy. Jak tej wody na pieprzonych Karaibach. Patrzysz w nie i masz wrażenie, że zaraz usłyszysz szum fali, odgłosy mew i żar słońca na swojej skórze. Jego włosy z wysoko postawioną grzywką też miały ciężki do określenia kolor. Pewno nazywał siebie brunetem, ale to nie był zwykły brąz. Miał taki rudy połysk. Albo może złoty... Albo oba. 
Patrząc na niego, próbowałam sobie przypomnieć, z którego jest zespołu. Coś ze słowem miracle. Pamiętam, że byli nieźli, a głos tego chłopaka uznałam za niezwykle oryginalny. W pozytywnym słowa znaczeniu.
Oczywiście musiał nadejść ten moment, gdy brunet zauważa, że się na niego gapię. Moje poliki już zaczęły się czerwienić, a serce bić szybciej w oczekiwaniu na jego reakcję. W sumie spodziewałam się wszystkiego, ale nie tandetnego oczka, które do mnie puścił.
- Co tam? - spytał z szerokim uśmiechem na ustach.
Prychnęłam, po czym zaczęłam się śmiać.
- Kiepski sposób na flirt - skomentowałam, przenosząc wzrok na blat lady recepcyjnej. 
- Kiepski?! - zdziwił się. - A co ci się w nim nie podobało?
- Widocznie nigdy nie robiłeś tego przed lustrem i nie wiesz jak wtedy wyglądasz.
Byłam niemiła, ale nie zważałam na to. Nie chciałam dać mu satysfakcji z tego, że się na niego gapiłam. Zresztą... Naprawdę zrobił wtedy śmieszną minę.
- Nie. Nie mam w zwyczaju flirtować ze swoim odbiciem. - Zbył moją wścibską uwagę.
- A więc przyznajesz, że flirtowałeś?! - spytałam zaskoczona, odgarniając swoje czarne włosy z twarzy. Nim zdążyłam się powstrzymać znów patrzyłam w te jego przepiękne, błękitne oczy.
- Nigdy temu nie zaprzeczyłem - powiedział, uśmiechając się szeroko, co sprawiło, że na jego policzkach pojawiły się przesłodkie dołeczki.
Już miałam zaszczycić chłopaka kolejną ciętą ripostą, gdy recepcjonista wyciągnął do mnie dłoń z moim dowodem. Odebrałam od mężczyzny swoją własność i, nie oglądając się za siebie, wróciłam na kanapę.

        Zapowiada się ciekawie...

Even With FireOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz