24. Jestem Jak Trucizna

90 6 4
                                        

Dopiero dzisiejszego ranka zdałam sobie sprawę, że do tej pory jeszcze nigdy się nie wyspałam. Poczułam się taka szczęśliwa, spełniona. Teraz mogłabym już umrzeć, niczego więcej od życia nie potrzebuję. Ogarnął mnie wewnętrzny spokój, poczułam się swobodnie w swoim ciele. Ale wystarczyło otworzyć oczy, by całe to szczęście zwyczajnie wyparowało. Pierwsze co zobaczyłam po uchyleniu swoich powiek, była męska klatka piersiowa. Chwilę mi to zajęło zanim przypomniałam sobie, że nie jest to dla mnie normalny widok. Pisnęłam i odsunęłam się od nieznajomego w trybie natychmiastowym. Nawet nie zauważyłam krawędzi łóżka i z wielkim hukiem spadłam na podłogę. W mojej głowie rozległ się ogromny ból, mimo że wcale się w nią nie uderzyłam. Upadek obudził mojego towarzysza, który już po chwili rozglądał się za mną po pokoju. Szok, którego doznałam, gdy zobaczyłam jego twarz, był nie do opisania.
- Keith?!
- Caitlin?!
Zaskoczenie w jego oczach całkiem mnie zgubiło. Co się stało? Znów się ze sobą przespaliśmy? Tylko jakim cudem żadne z nas tego nie pamięta?
Podniosłam się z podłogi.
- Czy my...? - zaczęłam, ale nie byłam w stanie skończyć. Jeszcze nie zdążyliśmy naprawić relacji między nami, a alkohol znów je zepsuł.
Nemo rozejrzał się wokół, a po chwili jego twarz zrobiła się biała jak kartka papieru. Uniósł dłoń, a wtedy zauważyłam jak trzyma między kciukiem, a palcem wskazującym zużytą gumkę.
- O kurwa! - powiedziałam przez zęby.
Chłopak jedynie wzruszył ramionami.
- Przynajmniej byliśmy na tyle mądrzy, by użyć zabezpieczenia - mruknął, po czym wyrzucił zużytą prezerwatywę na podłogę. - Serio?! - jęknęłam.
Jak on może tak bagatelizować sprawę?! Czy nie rozumie, że to może zepsuć naszą przyjaźń zanim jeszcze powstanie?! Jak ja mu spojrzę w oczy, wiedząc, że spałam z nim po pijaku. Zupełnie jakbym wykorzystywała go dla zaspakajania swoich potrzeb seksualnych. Co prawda na początku miałam taki zamiar, co mu jedynie udowodniłam, uciekając z jego pokoju niemalże zaraz po stosunku. Ale teraz już wiem, że Keith jest dla mnie kimś więcej i nie chcę go znowu stracić.
- Co? - zdziwił się chłopak, wpatrując się we mnie rozbawionym spojrzeniem. - To nie tak, że cię właśnie rozdziewiczyłem. Zrobiłem to wcześniej.
Nemo zaśmiał się ze swojego żartu, ale umilkł, gdy tylko zobaczył moje zaciśnięte usta i wściekły wzrok.
- To nie tak miało być - warknęłam, ledwo powstrzymując się przed rozszarpaniem go na strzępy. - Nie chciałam tego.
- Nie?
Nemo wstał z łóżka, całkiem nagi. Kątem oka dostrzegłam błysk złośliwości w jego oczach, ale mój wzrok głównie skupił się na innej partii ciała chłopaka.
- Sugerujesz, że to był gwałt? - spytał Keith, powoli się do mnie zbliżając. Z każdym krokiem jego przyrodzenie unosiło się coraz wyżej, moje poliki stawały się coraz bardziej purpurowe, a oddech płytszy. Miałam wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. - Bo mi się wydaje, że bardzo tego chciałaś. Kleiłaś się do mnie. - Jego głos był niski, z lekką chrypką. Wstrzymałam oddech, gdy nasze ciała się zetknęły, a jego seksowny głos wyszeptał prosto do mojego ucha - Może to znak, że jesteśmy stworzeni do czegoś więcej niż przyjaźń...
Dłużej się nad tym nie zastanawiając, rzuciłam się Nemo na szyję i zaczęłam go żarliwie całować. On oddawał pocałunek, próbując przejąć nad nim kontrolę. Nasze usta ocierały się o siebie z pożądaniem i tęsknotą. Obydwoje tego potrzebowaliśmy. Czy nam się to podobało czy nie - pragnęliśmy siebie. Bardziej niż moglibyśmy sobie tego życzyć.
Keith złapał za moje pośladki i uniósł mnie do góry. Oplotłam nogami jego biodra i pozwoliłam zanieść się na łóżko. W jednej chwili znalazłam się pod Nemo, w czasie gdy on zostawiał tysiące mokrych pocałunków na mojej szyi i dekolcie. Jęczałam cicho, zaciskając palce na jego brązowych włosach z miodowymi przebłyskami i ciągnąc za ich końcówki. Chłopak przegryzł skórę tuż pod moim obojczykiem i zaczął ją ssać. Zaznaczał mnie. Jak gdyby chciał, by każdy mężczyzna przechodzący obok mnie wiedział, że jestem jego. Po chwili Keith znów wrócił do moich ust, a jedna z jego dłoni znalazła się na moim nagim udzie. Pięła się do góry, wprawiając mnie w coraz większe podniecenie. I już gdy jego dłoń niemalże dotykała mojej kobiecości, chłopak odsunął się i zszedł z łóżka.
- Co... Co... Co robisz? - wydukałam zaskoczona.
Nie teraz, błagam cię! Nie teraz.
- Wracam do domu - odparł, jakby to było normalne zachowanie.
- Jak to, wracasz do domu?!
Chłopak podniósł z ziemi swoje ubrania i zaczął je przewracać na prawą stronę.
- Widzisz... Ja... Ty... Nie sądzę by to wyszło. - wytłumaczył, zakładając bokserki.
- Co?!
Czy on sobie ze mnie kpi?! Przed chwilą powiedział, że jesteśmy dla siebie stworzeni!
- Po prostu... To nie ma sensu. Nie pasujemy do siebie. Nie jestem dobrym materiałem dla ciebie. - Kompletnie ubrany skierował się do drzwi. Już miał zniknąć w ciemnym holu, gdy w ostatniej chwili zatrzymał się, by rzucić w moim kierunku jeszcze parę słów. - Lepiej będzie dla samej ciebie, gdy po prostu zerwiemy kontakt.
Po tych słowach zniknął z mojego pokoju, a ja leżałam w bezruchu na łóżku, czekając aż Keith wróci z okrzykiem Mam cię! To tylko prank!. Niestety nic takiego się nie stało. Zostałam całkiem sama. Podniecona, osłupiona i zraniona.
Co to kurwa było?! Zachciało mu się pobawić? Postanowił poćwiczyć grę aktorską?! Jebany...
Chwila!
Ja... Ty... Nie sądzę by to wyszło.
Po prostu... To nie ma sensu. Nie pasujemy do siebie. Nie jestem dobrym materiałem dla ciebie.
Lepiej będzie dla samej ciebie, gdy po prostu zerwiemy kontakt.
Te słowa... Już wcześniej słyszałam takie wytłumaczenie. Pochodziło z moich ust. Dosłownie to samo powiedziałam mu rankiem po naszym pierwszym razie. Nie dość, że zapamiętał wszystkie te słowa to jeszcze teraz użył ich, by się na mnie odegrać. Kurwa. Nie myślałam, że tak go to zraniło. Zresztą wytłumaczyłam mu niedawno, że wszystko co powiedziałam nie było prawdą. Pogodziliśmy się. Zakopaliśmy topór wojenny. A przynajmniej tak mi się wydawało. Wygląda na to, że Keith nigdy mi nie wybaczy i posunie się nawet seksu tylko po to, bym poczuła się tak jak on wtedy.
Przetarłam oczy, w których kącikiach pojawiły się łzy.
Dupek!
Schowałam się w pościeli i mimo moich wszelkich starań, zaczęłam płakać. Dlaczego tak mi na nim zależy? Dlaczego pierwszy facet, na którym tak mi zależy musi być takim dupkiem...? Przecież ja to wszystko zaczęłam. To ja zepsułam naszą relację.
Jestem jak trucizna. Ktokolwiek mnie zażyje, zachoruje, a bliższy kontakt oznacza śmierć.
Najgorsze jest to, że wcześniej bycie toksyczną mi nie przeszkadzało. Czułam się dobrze za każdym razem, gdy ktoś rzucał w moim kierunku krótkie nienawidzę cię. Tak było, dopóki nie poznałam Keith'a. Już nie chcę być trucizną. Chcę, by komuś na mnie zależało, chcę być dla kogoś wyjątkowa. Chcę, by ktoś w pokoju pełnym ludzi widział tylko mnie. Pragnę wsparcia, zrozumienia, motylków w brzuchu. I mogłam to mieć, a nawet przez chwilę miałam. Ale wszystko zepsułam. Ja, mój niewyparzony język i nawyki z przeszłości. Już myślałam, że to odzyskałam, ale powinnam pamiętać, że nic nie da się obejść bez konsekwencji. Każdy nasz czyn, każde nasze słowo niesie ze sobą szereg następstw. Czasem przyjemnych, a czasem zaskakujących czy raniących nasze serca. Można je przyjąć na klatę, z godnością, ale można też płakać nad swoją głupotą i wyciągnąć z nich lekcje na przyszłość. Chyba wybrałam to drugie. Nie wiem, ile czasu spędziłam nad cichym szlochaniem w poduszkę. Co się ze mną stało? Gdyby kilkanaście tygodni temu ktoś mi powiedział, że będę płakać z powodu chłopaka - wyśmiałabym go. To byłby wyjątkowo długi śmiech. Ze łzami i bólem brzucha.
W końcu zabrakło mi łez. Wpatrywałam się tępo w pościel, aż postanowiłam wyjść na powietrze. Słyszałam, że za naszym hotelem jest mały prywatny park z sadzawką i paroma ławkami. Uznałam dzisiejszy dzień za najlepszy, by go zwiedzić.
Ubrałam się, nawet nie zwracając uwagi na to czy to co zakładam do siebie pasuje. Wykradłam się z apartamentu. Nie chciałam, by ktokolwiek zobaczył mnie w takim stanie. Skierowałam się w stronę klatki schodowej i powolnym krokiem zeszłam na parter. Przechodząc przez hol zasłoniłam twarz włosami i niemalże wybiegłam na zewnątrz. Niby była ósma rano, więc niewiele osób mogłam znaleźć na nogach. To Vegas. Tu w dzień się śpi. Mimo wszystko wolałam nie ryzykować. Przesyłam obok baru i basenu aż do niewielkiego parku. Od razu poczułam się lepiej. Szum drzew ukoił moje nerwy, a świeże powietrze dotleniło mózg. Usiadłam nad sadzawką i przeglądałam się swojemu odbiciu.
Kim jestem?
Czego naprawdę pragnę?
Jaki jest sens mojego życia?
Co mam robić dalej?
Pytania nie opuszczały mojej głowy. Najgorszy był fakt, że nie znałam na nie odpowiedzi. Patrzyłam się w oczy mojego lekko rozmytego odbicia, zupełnie jakbym liczyła na to, że postać odpowie mi, rozwieje wszystkie wątpliwości. Nim to spostrzegłam, znów zaczęłam płakać. Moje łzy uderzyły o taflę wody, tworząc na niej lekkie fale, wraz z którymi zaczęło falować też moje odbicie.
- Czemu? - spytałam twarzy na wodzie. - Czemu to jest wszystko takie trudne? Czemu muszę być taka jaka jestem? Tak bardzo chcę się zmienić, ale nie umiem. Pomóż mi. Po prostu mi pomóż. Ktokolwiek.
- Caitlin - usłyszałam głos, ale wcale nie dochodził on z mojego odbicia.
Odwróciłam się i zobaczyłam Keith'a tuż za moimi plecami. Wyglądał na zmartwionego i lekko przybitego. Czy jemu też jest tak ciężko jak mi? Chciałabym, by mnie przytulił.
- Przepraszam - wybełkotał, przerywając dość długą ciszę. - Nie planowałem tego powiedzieć. Tak naprawdę to niczego nie planowałem. Naszego pierwszego pocałunku, pierwszego razu, kłótni... Napisania na nasz temat piosenki... Nie chciałem tego. Ale... Nie mogę przestać o tobie myśleć. - Keith podszedł do mnie i usiadł obok. Z tej odległości mogłam zobaczyć, że jego oczy są lekko zaczerwienienione. Płakał. - Czasami... Trudno się z Tobą porozumieć. Czasami mam ochotę wrócić do Chicago i zapomnieć o tym wszystkim. Ale potem zdaję sobie sprawę z tego, że nawet nie pamiętam jak wyglądało moje życie bez ciebie. Po prostu... Nie mogę go sobie wyobrazić. Nie rozumiem tego. Ani trochę. Zraniłaś mnie jak jeszcze nikt przedtem, ale mimo tego zamiast uciec, jak każdy normalny człowiek by zrobił, ja wciąż wracam. Nie wiem czemu i nie mogę tego powstrzymać.
Wziął głęboki wdech. Wystarczyło spojrzeć w jego oczy, by wiedzieć, że zaraz zamierza powiedzieć coś wielkiego. Boi się, że mi się to nie spodoba, dlatego się waha. Sama też byłam zestresowana. Czułam, że to co usłyszę może przerosnąć moje najśmielsze oczekiwania, ale też czekałam aby to usłyszeć. Miałam wrażenie, że te dwa słowa wszystko rozwiążą, że moje życie nagle stanie się łatwiejsze. Spełnią się moje marzenia, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Będę miała coś, co będzie stale motywować mnie do życia. Kogoś, kto zawsze będzie stał po moim boku, gotów by otrzymać mi wsparcie. I po raz pierwszy to JA miałam ochotę to wsparcie innym nieść. Zupełnie jakbym zobaczyła przysłowiowe światło. Tyle że za jego blaskiem nie stała armia aniołów z harfami, tylko ten jeden konkretny chłopak. Chłopak, który w parę dni zmienił całe moje życie i to w najbardziej pozytywny sposób z możliwych.
Złapałam go za dłoń, by dodać mu odwagi. Chłopak uniósł głowę i spojrzał prosto w moje oczy. Szukał w nich potwierdzenia na to, że chcę to usłyszeć i właśnie to otrzymał.
- Kocham cię.

*
Najdłuższy z najdłuższych rozdziałów w mojej karierze!
Wow!
Ten rozdział dedykuję mouseinbighouse, która przeczyta ten rozdział najprawdopodobniej około 30 kwietnia, czyli gdy odzyska internet xd
Chyba, że się zbuntuje. A wszyscy wiemy, że to możliwe.

Anyways,
Chciałabym wam złożyć życzenia z okazji Wielkanocy!
Smacznego jajka kochani i mam nadzieje, że do soboty ta pogoda się chodź trochę poprawi.
Wesołego Alleluja! (tak to się mówiło)
Frohe Ostern! (dla fanów języka niemieckiego)
I najważniejsze:
Miłej przerwy od szkoły!

XO XO
Julia

Even With FireOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz