14. Będę Tam

71 5 5
                                        

        Pierwsze, co zrobiłam po przebudzeniu to zerknięcie na ekan telefonu, by zorientować się w czasie. Była ósma rano. Dzień po tym jak zgubiłam się w Las Vegas i pocałowałam z Keith'em. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę się stało. Większość dziewczyn pewnie przeżywa swoje pierwsze pocałunki jeszcze w podstawówce, ale mną chłopcy nigdy się nie interesowali. Aż do teraz.
Po raz pierwszy od dawien dawna naprawdę miałam ochotę wstać z łóżka. I wszystko za sprawą tego jednego chłopaka.
- Jesteś żałosna - powiedziałam sama do siebie, lecz uśmiech wciąż nie schodził z mojej twarzy. Bo może i byłam żałosna, ale najważniejsze, że też szczęśliwa.
Wysunęłam się spod pierzyny i niemalże w podskokach udałam do łazienki. Dopiero, gdy chciałam się rozebrać by wziąć prysznic, zauważyłam, że jestem we wczorajszych, wciąż lekko wilgotnych ubraniach.
- Cholera - mruknęłam pod nosem.
Jakim cudem udało mi się zasnąć w mokrych ciuchach?
Pokręciłam niezadowolona głową, pozbyłam się ubrań i wzięłam długi gorący prysznic. 

        Dziś wyjątkowo miałam ochotę założyć na siebie coś kolorowego, ale moja garderoba składa się jedynie z czarnych ubrań, więc najbardziej jaskrawy w moim stroju był czerwony stanik, w większości schowany pod bluzką wyciętą pod pachami. Obejrzałam swoją kreację w ogromnym lustrze na drzwiach szafy i po stwierdzeniu, że wyglądam znośnie, opuściłam pokój.
- Jesteś pewna, że to powiedziała? Znaczy... No wiesz... Caitlin zakochana? To po prostu do niej nie pasuje - usłyszałam, dochodzący z salonu, delikatny głos Violet.
Zatrzymałam się na dźwięk mojego imienia. Judy pochwaliła się wieściami... 
No oczywiście, że tak! Czego się spodziewałaś? Że najpierw spyta ciebie czy chcesz podzielić się tą informacją z resztą?!, drażnił się ze mną cienki głos w mojej głowie.
Zbliżyłam się do schodów prowadzących na dół i schowałam za ścianą, by lepiej słyszeć ich rozmowę. Podsłuchiwanie jest złe. Wiem. Ale to nie tak, że nie robiłam gorszych rzeczy.
- Kiedyś była inna - odezwała się Jackie. - Po prostu nie miała zbyt ciekawego dzieciństwa. Może jest szansa, że stara Caitlin wróci...
- To jeszcze możliwe? - zdziwiła się Violy.
- Wszystko jest możliwe. Podobno.
- Szkoda tylko, że to ten chłopak ją przywróci. A nie my.
- A to ma jakieś znaczenie?! Byleby zaczęła pokazywać jakieś inne emocje niż tylko gniew i nienawiść.
Co kurwa?!
I tu wyparował mój dobry humor. Moje własne przyjaciółki obgadują mnie za moimi plecami.
Miałam ochotę wyjść tam do nich i wytknąć im ich błędy. Gdyby zachowywały się w stosunku do mnie w porządku, nasze stosunki miałyby się znacznie lepiej. Nie przyszło im na myśl, że może rozmawiam tak z nimi, bo inaczej zwyczajnie się nie da?!
Wzięłam parę głębokich oddechów. Wtedy przed oczami pojawiła mi się twarz Keith'a. On mnie lubi. Keith mnie lubi i to jest najważniejsze.
Po wyliczeniu wszystkich za i przeciw zdecydowałam się udać, że nie słyszałam ich rozmowy. Tylko niepotrzebnie podrażniłabym sobie gardło.
Zeszłam na dół i nie obdarzając dziewczyn ani jednym spojrzeniem, skierowałam się do kuchni po puszkę coca coli.
Ledwo zdążyłam wziąć jeden łyk gazowanego napoju, gdy poczułam ruch za swoimi plecami. Violet podeszła do mnie ze znaczącym uśmiechem na twarzy.
- Co? - spytałam zdezorientowana.
Jeszcze chwilę temu mnie obgadywały, a teraz szczerzą do mnie zęby.
- Ptaszki dziś rano ćwierkały, że pewna Caitlin Castle się zakochała - niemalże wyśpiewała dziewczyna.
Przewróciłam oczami i udałam, że niesamowicie interesuje mnie blat kuchenny.
Violet od razu zauważyła moje zakłopotanie i uznała je za potwierdzenie swoich słów.
- Tak się cieszę! - pisnęła i rzuciła się mi na ramiona. - Dlaczego nam nie powiedziałaś?
- Chciałam, ale Zdradziecka Judy mnie wyprzedziła.
To było kłamstwo i dziewczyny dobrze o tym wiedziały.
- Nie mów tak na nią! - powiedziała Jackie podniesionym głosem. - Co miała zrobić? Czekać aż sama nas łaskawie o tym poinformujesz?
- Nie mam obowiązku wam wszystkiego mówić -  odparłam spokojnie.
- Jesteśmy twoimi przyjaciółkami, Cai... - zaczęła Violy smutnym głosem. - Możesz nam powiedzieć wszystko.
Zachichotałam cicho i pokręciłam przecząco głową. Poczułam, że nie mam ochoty na poważną rozmowę. Już wczoraj jedną odbyłam i tyle mi wystarczy na jakieś... Zawsze.
- Nie koniecznie. Jeszcze mi go odbierzecie... W końcu nie każdy ma szanse pocałować przyszłą gwiazdę rocka.
- Pocałować?! - pisnęły wszystkie trzy. 
Cholera... To się wkopałam...
- Zazdrosne?
Wyrzuciłam pustą puszkę do kosza i ruszyłam spowrotem do pokoju.
- Ruszcie swoje tyłki na próbę. Za trzy dni losowanie - powiedziałam na odchodne i wybiegłam na schody.

Even With FireOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz