Początek lata

351 47 2
                                        

Więc przeżucam się na narrację pierwszo osobową. Czas by Karo opowiadała :D. Jeszcze raz przepraszam za moje baznadziejne błędy :P.

Następny tydzień był pełen nerwów i wyczekiwania, z jednej strony tak jak każdy byłam zdenerwowana gdyż to już w piątek był koniec roku. Nie samowite jak szybko minęła pierwsza gimnazuj. Z drugiej strony byłam kłębkiem nerwów z powodu piątkowego spotkania watahy Tonego, na które ja też miałam pujść. Strasznie się bałam, przeciesz po raz pierwszy będę w obecności tylu wilkołaków w jednym miejscu.

-Piątek rano-

-Karolina wstawaj bo spuźnisz się na zakończenie roku!- zawowała z dołu moja matka.

-Dobrze zaraz zedję...- wymamrotałam jeszcze przez sen. Przeciągnęłam się i wygramoliłam z łużka. Coś tam pomamrotałam pod nosem o zbyt wczesnym organizowaniu apeli na rozpoczęcie i zakończenie roku. Szybko ubrałam się w czarną spudniczkę, białą koszulę oraz tak na wszeli wypadek czarną kurtkę. Uczesałam się w kok i zeszłam na dół. Rodzice już siedzieli przy stole.

-Jedz szybko bo naprawdę się spuźnisz.- powiedziała matka. Spojrzałam na zegarek. Była 7. Zatkało mnie.

-Ale ja mam na 8:30 to licealiści mają na 7:30. Mogłam jeszcze tyle sobie pospać.- Założyłam ręcę na krzyż i patrzyłam na nich wzrokiem mówiącym wszytsko.

-Oj przepraszam cię.- Chwilę jeszcze tak postałam, ale w końcu usiadłam do śniadania.

-W szkole-

Na sali rozległo się gromkie ,,HUUUUUUUURAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!" kiedy dyrektor skończył przemowę. Wszyscy wybiegli jak opętani z sali gimnastycznej. Ja i Tony szliśmy spokojnie na samaym końcu.

-Jak humor przed spotkaniem?-spytał mnie z uśmiechem.

-Wiesz nie mogę się doczekać kiedy znajdę się na jednej polanie wśród mnustwa wilkołaków.- uśmiechnęłam się słodko. On tylko się zaśmiał.

Weszliśmy do klasy i zjeliśmy miejsca na końcu sali. Pani wychowawczyni zaczęła mówić o tym jak miną nam ten rok szkolny. Na szczęście trwaoło to o wiele krocej niż przemówienie dyra. Pani rozdała nam świadectwa i wszyscy wyszliśmy na korytarz.
Gdy skończyłam się żegnać ze wszystkimi z mojej klasy, oprócz tych nie dorozwojów (czytaj chłopaków), ruszyłam do domu razem z Tonym.
-Co robicie na tych spotkaniach watahy?- zapytałam.
-Obmawiamy ważne sprawy, polujemy i inne takie.
-A ci CzarniŁowcy kim oni są?- Tony chwilę się zastanawiał.
-Jak już wiesz do tej organizacji należą i zwykli ludzie i magiczne istoty takie jak: wilkołaki, wampiry, harpie i wiele więcej. Organizacja jest szeroko rozwinięta i zajmuje się łapaniem stworzeń wrogo nastawionych do ludzi.
-Coś ta ,, organizacja" słabo działa.- zadrwiłam.
-Ostatnio tych wszystkich złych stworzeń jest coraz więcej. Nie dajemy sobie z nimi rady.- nim zdążyłam się zorientować staliśmy przed moim domem.
-No, to przebieraj się a ja nie długi po ciebie wpadnę.- Pomachał mi ręką i odszedł.
Weszłam do domu i szybko wbiegł na górę. Przebrałam się w krótkie spodenki i bluske z krótkim rękawkiem. Usiadłam na łóżku i zamknęłam oczy. Wysłuchałam się w ciszę. Poczułam lekki ból w głowie i dziwne mrowienie na szczęście po chwili ustało. Zeszłam na dół i zaczęłam oglądać telewizję.
Po paru minutach usłyszałam czyjeś kroki na chodniku do domu. Zdziwiłam się, wyłączyłam telewizor, nałożyłam buty i wyszłam przed dom. Zobaczyłam Tonego stojącego w pół kroku, był trochę zdziwiony. Zaśmiałam się i podeszłam do niego.
-Chodź już.
-Dobra, skąd ten entuzjazm?- spytał
-Nie wiem.- odparłam i ruszyliśmy w stronę lasu.

Wilken *ZAWIESZONE*Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz