Znów jestem w zakichanym lesie. Idę, idę i nigdzie nie dochodzę. Nie wiem czemu ale po mału zaczyna mnie to wkurzać. Nagle dostrzegam jakąś dziwną skałę. Nie stop to jaskinia. Podchodzę do niej. W środku jest zupełnie ciemno. Robie jeden krok i zaczynam spadać. Krzyczę i miotam się. Nagle zatrzymuje się a wkoło jest zupełnie jasno. Widzę jakąś postać w białej sukni. Podchodzę do niej bliżej, jest to młoda kobieta. Na mój widok uśmiecha się i zaczyna do mnie biec.
-Karolina.- szepcze ze łzami w oczach. Nie! Nie! Nie! To nie może być moja matka. A jednak. Ja również podchodzę do niej. Przytula mnie mocno a ja ją.
-Nie wierzyłam że cię kiedyś zobaczę, ale jednak jesteś moja kochana.- mówi.
-Ja też się ciesze że cię widzę. Mamo.- ona zaczyna płakać. Odsuwa się od mnie a jej widok zaczyna się po mału rozmywać.
-Pamiętaj jestem cały czas przy tobie kochana.- mówi mi jeszcze.
-Nie mamo stój! Chcę jeszcze z tobą porozmawiać!- krzyczę ale ona już mnie nie słyszy. Znów łzy cisną mi się do oczu. Ponownie robi się ciemno a ja znów zaczynam spadać w dół. Krzyczę i płacze. Nagle czuje jak by ktoś przemywał mi twarz mokrą brudną ściereczką. Trudno jest mi oddychać. Nie mogę złapać tchu.
Obudziłam się w swoim pokój. Tony, ten wielki worek ziemniaków leżał na mnie i lizał mi twarz.
-Zejdź ze mnie!- krzyknęłam i zepchnełam go na podłogę. Spojrzał na mnie miną "smutny piesek". Zignorowałam go przebrałam się i zeszłam na dół. Rodzice w milczeniu siedzieli przy stole. Wzięłam kanapkę i wyszłam na dwór. Tony szedł za mną. W lesie zmienił się w człowieka.
-Wiem co się stało i bardzo jest mi przykro.
-Nie musisz mi współczuć.- burknęłam.
-Wszystko będzie dobrze.
-Nic nie jest dobrze i nie będzie!- krzyczę. -Rodzice przez tyle lat zatajali prawdę! Jack okazał się być moim przyszywanym bratem a ja go wogóle nie znam! Jacyś faceci próbowali nas złapać! To wszytsko twoja wina, gdybyś się nie pojawił w moim życiu to wszytko by się nie wydarzyło a ja wiodłam bym spokojne życie!- wydarłam się na niego.
-Czyli że to prze zemnie jesteś wilkenem?!
-Tak, właśnie tak!
-To radź sobie sama!
-Dobrze!- zaczęłam biec przez las. Miałam wszystkiego dość, Tonego, mojej rodziny i całego świata. Zorientowałam się że to las ze snu. Zwolniła i szłam rozglądając się wkoło. Wtedy dostrzegłam tą jaskinie, nie pewne zbliżyłam się do niej. Pamiętałam sen i że w środku była wielka dziura. Chodź ponowna wizja matki była bardzo kusząca. Stanęłam przed wejściem i ostrożnie zajrzałam do środka. Była tam kamienna podłoga. Weszłam do środka i rozejrzałam się. Jaskinia jak jaskinia. Nic specjalnego w niej nie było. Nie chciałam iść głębiej gdyż nie miałam nic co by oświetliło mi drogę. Wyszłam szybko i zaczęłam szukać Tonego. Chciałam go przeprosić i poprosić o pomoc. Zagwizdałam cicho i dalej szłam. Miałam już pomysł gdzie mógł być wilken. Po chwili Tornado stał prze demną patrząc na mnie jak by wiedział gdzie chcę iść.
-No już wcale nie będzie tak źle. Wytrzymasz. Prawda?- czule pogłaskałam go. Zarżał i zarzucił grzywą. Zaśmiałam się i wsiadłem na niego. Biegliśmy przez las, ale Tornado jakoś się specjalnie nie spieszył.
-Można szybciej?- spytała łagodnie. Tornado zarżał, staną dęba i ruszył jak by go goniło stado wygłodniałych wilków. Złapałam się jego grzywy. Po chwili zatrzymał się tak gwałtownie że mało by brakowało a bym przeleciała przez jego głowę.
-Dziękuję.- wymamrotałam zachodząc na ziemię.
Gdy wyszłam na polne zobaczyłam nadąsanego Tonego siedzącego pod drzewem. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do niego. Spojrzał na mnie przelotnie i znów patrzył w nie widziany dla mnie obiekt.
-Tony ja cię przepraszam. Bardzo bardzo przepraszam. Zachowałam się idiotycznie, nie wiem co we mnie wystąpiło. Wybaczysz mi?- chłopak patrzył na mnie w milczeniu.
-Jeżeli nie chcesz mnie znać to rozumiem.-odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę krzaków.
-Oczywiście że ci wybaczam.- usłyszałam miękki głos. Znów się odwróciłam i zobaczyłam uśmiechniętego Tonego.
-Jak nie mógł wybaczyć drugiemu wilkenowi?- olśnilo mnie. Całkiem zapomniałam że jestem wilkenem! Tyle pytań krążyło mi po głowie.
-Kiedy będzie pierwszą przemiana?- wypaliłam ni z tego ni z owego. Tony zrobił głupią minę.
-A skąd ja mam to wiedzić? Kiedy będzie to będzie.
-Dobra a teraz chodzi, muszę ci coś pokazać.- biegiem ruszyłam do Tornada.
-Gdzie tak pędzicie?- usłyszałam głos Jack'a. Zatrzymałam się w miejscu, Tony wbiegł na mnie i leżeliśmy na ziemi. Wilkołak zaśmiał się i pomógł nam wstać.
-Ciągle nie wierzę że cię odnalazłem.- powiedział Jack patrząc na mnie.
-A ja nie mogę się przyzwyczajać że jesteś moim niby bratem.
-O czym gadacie?- to był Dan. Jeszcze go tu brakowało.
-O niczym.- fuknęłam.
-Ja też za bardzo nie wiem gdzie miłaś mnie zaprowadzić, ale chyba możesz nam wszyskim powiedzieć?- chwilę myślałam. W sumie sama nie wiedziałam co jest w tej jaskini a im więcej tym lepiej.
-Dobra powiem wam wszystkim.- zaczęłam od snu. Jack bardzo się zainteresował gdy wspomniałam o matce, a puźniej otworzyłam całą resztę.
-Ktoś ma latarkę?- skoczyłam.
-Ja mam małą.- oświadczyła dumnie Dan pokazuiąc pleck.
-To ruszamy.- oświadczyłam z entuzjazmem. Dumnie prowadziłam całą grupę. O dziwo idealnie wiedziałam gdzie iść, bez rzadnego zawachania. Podejrzewałam że jest to też jakaś moc wilkenów o której nie wiem. Tony podszedł i szedł obok mnie. Już otworzyłam usta by zapytać się go, ale on mi przerwał.
-Wilkeny posiadają jeszcze pewną moc o której ci nie mówiłem. Mamy w sobie coś jak by GPS. Jeżeli byliśmy w jakim kolwiek miejscu na ziemi to puźneiej umiemy do niego bezbłędnie trafić.- zamyśliłam się. To wszytsko było dziwne i intrygujące zarazem.
Po paru minutach staneliśmy przed jakinią. Zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam.
-Wchodzimy czy nie?- usłyszałam za sobą głos Jack'a.
-Tak wchodzimy.- nie pewnie weszłam do kamiennego wnętrza. Dan wyją durzą latarkę i ją włączył. Zaczeliśmy po mału iść do przodu. Nie ukrywałam że się bałam, cały czas nerwowo się rozglądałam. Jack podszedł do mnie a ja mocno złapałam go za rękę. Po wielu godzinach wędrówki znaleźliśmy się w dziwnej pomiesczeniu. Na ścianach były różne rysunki i znaki.
-Co to?- spytałam.
-Nie wiem.- odpowiedział Dan.
-Zgadzam się.- mruknął Tony. Jack się nie odezwał tylko stał i z namysłem przypatrywał się jednej ze ścian.
-Co tam widzisz?- podeszłam z zaciekawiań.
-Nic, tylko że te piktogramy coś mi przypominają.- uśmiechnął się i podszedł do kolejnej ściany. Dan wyją coś z plecaka. Okazało się że to apart.
-Jego pasja to fotografia.- zaśmiał się Tony. -Naiwniak, myśli że mu to świetnie wychodzi.- Lekko dźgnęłam go łokciem.
-A może dobrze mu to wychodzi tylko ty jesteś zazdrsny?- spytałam patrząc na niego z lekkim uśmiechem. Wilken coś mrukną i podszedł do Jack'a. Zaśmiałam się i patrzyłam na Dana. Był bardzo pochłonięty swoją robotą.
Gdy wreszcie miał już wsyztstko uwiecznione oświadczył że możemy iść. Ruszliśmy w drogę powrotną. Byłam zadowolona że w końcu opuszcamy tą jaskinię. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz z radością wciągnęłam śiwerze powietrze.
-Co oznaczają te znaki, ktoś może wie?- zapytałam patrząc po chłopakach. Oni przecząco pokręcili głowami.
-To ruszamy do kopalni wiedzy czyli biblioteki.- zaczęłam iść w stronę miasta. Jack i Dan nałożyliprzyciemniane okulary.
Wspiesliśmy się na sam szczyt schodów budynku.
-Powinni zrobić tu windę.- jęknął Dan.
-Robię petycję żeby tak się stało.- dodał Tony.
-Marudzicie.- machnęłam na nich ręką i ruszyłam do wielkich drzwi, które prowadziły do tej części biblioteki gdzie znakdowały się wsyztskie stare ksiażki i te związane ze wszelką historią. Podeszłam do kobiety za biurkiem.
-Gdzie jest dział z historia pisma?
-Tu pułki od numer trzy do numer pięć.- powiedziała nie zwracając na mnie większej uwagi. Chłoaki po chwili dołączyli domnie.
-Pułki od trzech do pięciu?- spytał zdenerwowany Dan.
-Tak. Masz z tym jakiś problem?- zapytałam patrząc na niego gniewnym wzrokiem. -Jak wolisz możesz czegoś poszukać na komputerach.
-Dobrze.- szepnął i odszedł jak zbity pies z podkulonym ogonem. Tony i Jack zaczeli się hihrać za moimi plecami.
-A wy co, do roboty!- Ruszyli pędem do pułek. Ja poszłam za nimi.
Siedzeliśmy już wiele godzin, a nie przejżeliśmy nawet połowy.
-Żygam tęczą.- mruknęłam. Chłopaki nawet się nie zaśmiali. Nic żadnej reakcji.
-Dzieciaki już zamykamy.- usłyszeliśmy głos bibliotekarki.
-Już!.- kszyknął Jack.
-Co?- spytał Tony z przyklejoną kartką na czole. Spojrzałam na niego znudzonym wzrokiem. Jack odkleił mu kartkę.
-Znów zasnąłś.
-Aaaaa...- mruknął. Pozbieraliśmy wszytsko i wyszliśmy z biblioteki.
-Wrucimy tu jutro.- oświadczyłam.
-Nieeeee!!!!- krzykneli churem Tony, Jack i Dan.
-Skoro nie chcvecie to sama tu przyjdę.- prychnęłam i dumnym krokiem ruszyłam do miejsca które kiedyś nazywałam "Domem".
CZYTASZ
Wilken *ZAWIESZONE*
FantasyŻycie trzynstoletnej Karoliny zmienia się w mgnieniu oka gdy poznaje tajemniczego chłopaka Tonego. Jaką tajemnice skrywa chłopaka? I kim tak naprawdę jest Karolina? Splot nieszczęśliwych wydarzeń wciąga Karolinę w niezwykły świat magii i przygód, c...
