Problemy sercowe

189 30 2
                                        

Gdy się obudziłam poduszka i kawałek kołdry były mokre. Spojrzałam na drzwi, leżałam tak parę minut wpatrując się w nie. Poczułam ogromną pustkę w sercu, tak bardzo byłam przyzwyczajona że ON (nie będę mówić jego imienia, to za bardzo boli) codziennie przychodzi mnie budzić. Znów poczułam że płacze, to tak bardzo bolało. Szybko wytarłam łzy mokrym rękawem. Wstałam i weszłam do łazienki. Oczy miałam czerwone i miałam wory. Wyszłam i przygotowałam sobie ubrania, wzięłam prysznic. Gdy skończyłam się myć wyglądam już lepiej. Zaczesałam włosy w kucyk i weszłam do salonu. Gdy GO zobaczyłam znów poczułam straszny ból. Odwruciłam od NIEGO wzrok i usiadłam na kanpie. Opuściłam głowę, nie chciałam na NIEGO patrzeć. Poczułam że ktoś siada obok mnie, podniosłam głowę i zobaczyłam Jack'a. Uśmiechał się lekko.
-Co się stało?- spytał. Nic nie odpowiedziałam tylko patrzyłam na NIEGO, jak patrzy się na Sarę z wielkik uśmiechem. Znów poczułam łzy, szybko je wytarłam.
-Nic.- szepnęłam. Jack patrzył na mnie z wielką troską. Objął mnie ramieniem.
-Wszytsko będzie dobrze.- nie odpowiedziałam. Po chwili wszedł Pan Kadam.
-Kochani, do Ameryki jedziemy za dwa dni, nie licząc tego dnia i tego w którym wyjedziemy. Wolę się upewnić że każdy zrozumiał.- mówiąc ostatnie zdanie spojrzał wprost na Danego. Mimo wolnie lekko się uśmiechnęłam, lecz po chwili znów posmutniałam.
-Możemy już iść?- spytałam.
-Tak to wszytsko.- szybko ruszyłam do stołówki, nie czekałam na resztę. Gdy byłam na miejscu szybko wzięłam śniadanie. Gdy byłam w połowie jedzenia przyszła reszta. Strasznie mi ulrzyło gdy zobaczyłam że GO nie ma. W spokoju dokończyłam resztę. Gdy wychodziłam ze stołówki ON zjawił się w przejściu. Odwruciłam głowę w drugą stronę i biegiem ruszyłam na podwórko. Usiadłam na ławce i podkuliłam nogi pod brodę. Spojrzałam na kwaterę, w tym momęcie uświadomiłam sobie że to ta sama ławka na której siedziała Sara z NIM. Szybko z niej wstałam i pobiegłam do klatek. Wypuściłam Fair'a. Ten wielki szczeniak zaczął się do mnie łasić. Zaczęłam go głaskać i drapać. Psu jak najbardziej się to podobało. Usiadłam pod jakimś drzewem, i zaczęłam rozmyślać. Fair podszedł do mnie i położył się obok mnie. Zaczął cicho skomleć i polizał mnie. Uśmiechnęłam się, ale przypomniało mi się jak ON mnie polizał by dostać pracę dodatkowe i pobyć ze mną. Znów zacząłem płakać, wtulajałam się w psa, był cieplutki. Nic nie mówił tylko był, tyle mi wystarczyło. Przypomniałam sobie o Tornadzie, to spotęgowało ból.
-Czemu wszytsko musi tak boleć?- szepnęłam do psa. Ten w odpowiedzi zaskomlał i otarł się o mnie łbem. Podrapałam go za uchem i przytuliłam się. -Dzięki.- szepnęłam. Siedziałam tak, sama nie wiem ile czasu. Wpatrywałam się w niebo i rozmyślałam, Fair leżałam obok mnie. I znów przypomniało mi się jak razem z NIM siedziałam w nocy pod drzewem. Czemu wszytsko musi mi go przypominać? Wstałam, chciałam potrenować, wyrzucić z siebie wszytskie emocje. Zamknęła psa i ruszyłam do akademi. Gdy weszłam do sali treningowej zaczęłam ćwiczyć celność. Po kilku minutach znudziło mi się to. Westchnęłam i usiadłam pod ścianą. Myślałam nad tym wszystkim. Czemu on mi to zrobił? Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Resztę dnia spędziłam na unikniu JEGO.

Więc oto taki sobie rozdział, trochę nudy no ale... Następny będzie lepszy objecuję :3, będzie dużo akcji i jak zawsze skończę w najlepszym momęcie XD. Mam nadzieje że nie znudziło wam się czekać ;), bo następny rodziła to nie wiem kiedy będzie XD.
I ta piosenka to trochę takiego nastroju dodane i idealnie pasuje :).

Wilken *ZAWIESZONE*Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz