Wstałam wcześnie, a raczej ktoś mnie obudził.
-Kaaaarooooo wstaaaaaawaaaaaj.- Tony stał nademną i się śmiał.
-Nie chce mi się.- burknęłam i nałożyłam poduszkę na głowę.
-Wstawaj albo pożałujesz swojej decyzji.- zagroził.
-Ciekawe co mi zrobisz.- znów burknęłam. Nie usłyszałam odpowiedzi, poczułam jak ktoś zpycha mnie z łóżka. Krzyknęłam i wylądowałam na podłodze.
-Ostrzegałem.- Tony siedział na łóżku i uśmiechał się triumfalnie.
-Zaraz ci pokarze.- mruknęłam i wystrzeliłam w jego kierunku mały promień.
-Ej! To nowa bluska.- pokazał dziurę po promieniu.
-I dobrze ci tak.- pokazałam mu język. On tylko się uśmiechnął.
-Przebieraj się szybko, bo Dan coś planuje.
-Dobra.- poranek jak zawsze. Wstałam i zaczęłam szykować sobie ubrania. Weszłam do łazienki i szybko się ogarnęłam. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Weszłam do salonu, pana Kadama jeszcze nie było, ekipa, prócz Sary i Dana stała przy drzwiach i wyglądała za nie.
-Co się dzieje?- spytałam podchodząc do nich.
-Sama zobacz.- Jack przepuścił mnie przed siebię. Dan stał z wężem ogrodowym (pytanie, skąd on wziął taki długi wąż??) wycelowanym w drzwi pokoju Sary. Po chwili Sara wyszła z pokoju. Nie zdążyła nawet krzyknąć gdy Dan odkręcił wąż i woda zaczęła oblewać dziewczynę.
-Przestań!!!- krzyknęła. Po chwili woda przestała lecieć. Na podłodze była ogromna kałuża a Sara była cała mokra. Dan szczerzył się jak głupi.
-Za co?!- spytała.
-Jesteś tu nowa więc coś musiałem wymyślić.
-Ciekawe.- mrukneła. -Snow do mnie!- po chwili feniks delikatnie usiadła na ziemi.
-Mam złe przeczucia.- Dan po mału zaczął się cofać do tyłu.
-Daje ci wolną rękę.- Sara uśmiechnęła się. Feniks poleciał do góry. Dan zmienił się w wilka i zaczął uciekać. Snow leciał za nim. Wszyscy pobiegliśmy do okna, Snow gonił Dana po całym podwórku. W końcu dla feniksa udało się podpalić końcówkę ogona Dana. Snow wylądował na drzewie, a wilk biegał energicznie machając ogonem. Wszyscy śmialiśmy się jak opętani. W końcu geniusz wpadł na pomysł by wskoczyć do oczka wodnego. Feniks wrucił do Sary która zdążyła się przebrać. Usiedliśmy na kanapach i czekaliśmy na Dana. Po chwili przyszedł cały mokry i wściekły.
-Jeszcze się policzymy.- warkną i znikną w pokoju. Wszyscy ponownie wybuchliśmy śmiechem. Pan Kadam wszedł do salonu.
-Wszyscy gotowi na wycieczkę?- spytał radośnie. Spojrzeliśmy po sobie i znów zaczęliśmy się śmiać.
-To chyba oznacza tak.- wtedy Dan wyszedł z pokoju.
-Jedziemy.- mruknął. Wszyscy wyszliśmy na podwórko, oczywiście Snow został w kwaterze. Wsiedliśmy do samochodu, był większy niż ostatnio. Miał siedem miejsc, a i tak ktoś musiał być wilkiem. Pan Kadam usiadł na miejscu kierowcy, Aleksa z przodu, za panem Kadamem usiadła Sara, za Aleksą Dan, ja usiadłam przy oknie za Sarą, obok mnie Tony, przy drugim oknie Li. Tym razem to Jack był wilkiem. Położył się na sam środku. Wyruszyliśmy w podróż. Cały czas żartowaliśmy i się śmialiśmy, nawet Dan! Na początku milczał, ale puźniej dał się wkręcić. Było super! W końcu dojechaliśmy do Zamku Królewskiego, imponująca budowla. Weszliśmy do wnętrza, było tam mnóstwo turystów. Szliśmy korytarzami tak jak wszyscy, byłam ciekawa tych podziemi. Stanęliśmy przed drzwiami z napisem "NIE UPOWAŻNIONY WSTĘP WZRBIONIONY". Stał przed nimi jakiś napakowany koleś w garniturze. Pan Kadam pokazał mu jakąś karteczkę, gdy koleś ją przeczytał, wpuścił nas do środka. Było tam mnóstwo drzwi, na końcu korytarza była winda. Jakimś cudem nas wszystkich pomieściła! Pan Kadam wcisną guzik z najmniejszą liczbą, czyli minus dwa. Jechaliśmy w milczeniu, gdy drzwi się otworzyły, dosłownie wpadliśmy na podłogę. Jedynym który wciąż stał na nogach był Pan Kadam.
-Pomocy!- krzyknęłam, byłam na samym dole. -Duszę się!- po chwili wszyscy ze mnie zeszli. Szybko otrzepałam się z kurzu, reszta tak samo. Przed nami stał młody mężczyzna, miał jasno brązowe włosy, piwne oczy i prostokątne okulary. Ubrany był normalnie. Pan Kadam podszedł do niego i uścisneli sobie ręce.
-Kadam, jak miło cię widzieć.
-Eryk, powiedz ile to już lat?
-Oj sporo, sporo.
-Masz to, o co cię prosiłem?
-Tak, tak, chodźcie za mną.- Eryk odwrucił się i ruszył przed siebię, my poszliśmy za nim. Szliśmy przez chwilę szerokim korytarzem, na końcu była ogroooooooomna sala. Miłam swój świetny wzrok wilkena a i tak ledwo widziałam koniec sali, jak i również jej koniec po lewej i prawej stronie. Wszędzie stały ogromne półki. Sufit tutaj był bardzo, bardzo wysoko, a pułki do niego prawie sięgały.
-Wooow.- powiedziała Aleksa.
-Tak wiem, bardzo imponujące. Kadam niech dzieciaki idą sobie na zewnątrz, my tu poszperamy i uda nam się odgadnąć o co chodzi.
-Dobrze, możecie iść. Tylko nie odchodzić za daleko od zamku.- kiwneliśmy głowami na znak zgody i ruszyliśmy w stronę windy. Gdy byliśmy już na powierzchni, Dan zaczął węszyć, co wyglądało komicznie. Jack uśmiechnął się przebiegle.
-W pobliżu są lody o smaku masła orzechowego.- Zaśmiał się. Dosłownie w sekundę Dan był już przy budynku w którym sprzedawano lody.
-Chcecie jakiegoś loda?- spytał Li.
-Ja idę z wami. Muszę mieć was na oku.- uśmiechnęła się Aleksa.
-Ja chcę jedną gałkę śmietankowy.- poprosiłam.
-Ja nie chcę.- uśmiechnęła się Sara.
-Ja też.- mrukną Tony. Ruszyliśmy w stronę ławek. Usiadłam na jednej z nich. Sara i Tony stali.
-Może ktoś z was powiedzieć mi o CzarnychŁowcach?- spytała Sara.
-Ja mogę.- Tony nie dał mi nawet otworzyć ust.
-Dzięki.- dziewczyna uśmiechnęła się.
-Nie ma za co, może przy okazji się przejdziemy?
-Czemu nie.- ruszyli razem przed siebię. Byłam wkurzona, nie chodziło o to że Tony zaoferował pomoc, tylko o to jak Sara się na niego patrzyła, a Tony się uśmiechał. Może jestem zazdrosna. Tak jestem i to bardzo. Siedziałam z założonymi rękoma, patrząc jak rozmawiają i się śmieją. Odwruciłam głowę w drugą stronę, zobaczyłam jak reszta wraca z lodami. Aleksa podeszła do mnie i wręczyła mi moje "zamówienie".
-Co się stało?- spytała.
-Nic.- fuknęłam.
-Przecież widzę.- rozejrzała się i uśmiechnęła. -Już wiem o co chodzi.- zaśmiał się.
-Wcale że nie.
-Jesteś zazdrosna.
-Nie.- wiem co przed chwilą myślałam, ale wszyscy nie muszą o tym wiedzieć.
-Wiem dobrze co czujesz, ale jeśli Tony naprawdę cie kocham to cię nie zostawi dla jakieś pierwszej lepszej dziewczyny.- puściła do mnie oko.
-Mówisz?
-Dobrze wiem co mówię.- po chwili przebiegł Dan.
-Kadam woła.- powiedział.
-Idziemy.- mruknęłam.
Gdy już wszyscy byliśmy znów w podziemaich, Pan Kadam i Eryk stali przy stole. Podeszliśmy do nich.
-Jak dobrze że już jesteście, wiemy już o co do końca chodzi.- Pan Kadam był cały uśmiechnięty. -Będziemy musieli udać się do wioski magotejnaczyków i znaleźć świątynie. Wtedy Karolina będzie musiała zawyć. Będziemy musieli to zrobić dokładnie w czasie Deny.
-Nic nie rozumiem.- mruknął Dan.
-Na tyle ile mi wiadomo jedyna znana wioska Magotejnaczyków znajduje się w puszczy Amazońskiej, a Dena jest to zdarzenie które występuje raz na tysiąc lat. Wtedy wszystkie planety układają się w linii prostej. Dena wystąpi w tym roku dokładnie o północy 21 lipca.
-Jeju.- szepnęłam.
-Czyli jedziemy do Ameryki?- spytała Aleksa.
-Dokładnie.
Wróciliśmy do kwatery. Siedzieliśmy w naszym małym salonie. Wtedy Sara wstała.
-Ja idę na podwórko.- powiedziała nie pewnie.
-Jak chcesz to mogę cię oprowadzić.- Tony wstał pospiesznie.
-Dzięki.- Sara uśmiechnęła się z wdzięcznością. Razem ruszyli w stronę drzwi. Byłam wściekła, ta cała Sara robiła maślane oczka do Tonego, a jak by tego było mało to on to odwzajemniał! Ruszyłam do swojego pokoju. Okno miałam z widokiem na ogród. Sara i Tony szli razem uśmiechając się do sibię. Usiedli na ławce, Sara jak by nigdy nic żuciłam mu się na szyję. Czułam jak wybiera we mnie złość, musiałam coś rozwalić.
Na sali treningowej bez użycia broni rozwaliłam parę worków. Promieniem zwęgliłam kilka tarcz. Wróciłam do pokoju. Minęło sporo czasu jak usłyszałam że Tony wrócił. Wyszłam mu na spotkanie.
-Co się stało?- spytał.
-Nie udawaj że nie wiesz!- warknęłam.
-Ale co nie wiem?- podszedł i chciał mnie przytulić ale ja go odetchnęłam.
-Miziasz się z Sarą a teraz chcesz ze mną?!
-Spokojnie, uspokuj się.
-Nie będę spokojna!- krzyknęłam -Jak ci tak bardzo zależy na tej Sarze to leć do niej!
-A niby czemu masz mi rozkazywać?! Chyba mam prawo robić co chcę i spotykać się z kim chcę! Przecież nie jesteśmy nawet parą!- w tym momęcie poczułam jak sztylet wbija mi się w serce. Miałam łzy w oczach. Wbiegłam do swojego pokoju i żuciłam się na łóżko. Cały świat mi się zawalił.
No witam ^^, rozdział bardzo późno ale nie mam weny i jest bardzo gorąco :p. Po tym co zrobiłam napewno mnie znienawidzicie XD.
CZYTASZ
Wilken *ZAWIESZONE*
FantasyŻycie trzynstoletnej Karoliny zmienia się w mgnieniu oka gdy poznaje tajemniczego chłopaka Tonego. Jaką tajemnice skrywa chłopaka? I kim tak naprawdę jest Karolina? Splot nieszczęśliwych wydarzeń wciąga Karolinę w niezwykły świat magii i przygód, c...
