Cała prawda

326 50 6
                                        

Weszłam do pokoju. Matka i ojciec siedzieli na kanpie. Spojrzałam na nich i usiadłam w fotelu na przeciwko. Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy mierząc się wzrokiem. Czułam że coś złego się wydarzy. Nie pytajcie jak bo ja sama nie wiem ale po prostu to czułam.

-Karolina wysłuchaj nas do końca i nie przerywaj dobrze?- kiwnęłam głową na znak że się zgadzam.

-Przepraszamy że ci wcześniej nie powiedzieliśmy.- dodał jeszcze ojciec i spojrzał na matke. Ona tylko westchnęła i zaczęła opowiadać.

-Około trzynaście lat temu siedzieliśmy dokładnie w tych samych miejscach. Byliśmy szczęsilwą młodą parą. Zastanwialiśmy się nad dzieckiem. Bardzo chcieliśmy mieć takiego małego bobasa. Na podwórku rozległy się jakies dziwne dziwięki, nie zważaliśmy na nie i dalej rozmawialiśmy. Nagle ktoś zapukał do naszych drzwi. Wsatliśmy by je otowrzyć. W progu stała młoda kobieta, miała na sobie brązową długą szate i kaptór na głowie. Trzymała na rękach małe dziecko, miało wtedy około sześciu miesięcy. Podała nam je do rąk mówiąc ,,Dobrze się nią opiekujscie. Nazywa się Karolina.". Kobieta spojrzała na dziecko. Ponownie rozległy się dziwne odgłosy, coś jak by warczenie psa. Kobieta spojrzała wtedy na nas. Miała piękne topazwe oczy. Znów do nas przemówiła ,,Nie zawrzajcie na żadne dziwięki. Tej nocy nikomu nie otwierajcie drzwi.". Coś się przewruciło na podwórku sąsiadów. Kobieta zaczęła uciekać. Posłuchaliśmy się jej zamkneliśmy drzwi. Więcej jej już nie zobaczyliśmy, ale mieliśmy ciebie.- gdy skończyła mówić miałam łzy w oczach. Nie chciało mi się w to wszytsko wieżyć, to nie mogła być prawda! Wybiegłam z pokoju jak błyskawica. Chwyciłam kurtkę, dwoma ruchami nałożyłam buty i wbiegłam z domu. Biegłam prosto do lasu. Łzy płynęły mi po policzku.

Nie wiem jak długo biegłam. Po prostu pędziłam na oślep, jak najdalej od odmu. W końcu nie dałam już zrobić ani kroku dalej. Usiadłam pod jakimś drzewem i dalej płakałam. Moje życie to kłamstwo, całe życie w kłamstwie. Tylko takie myśli kotłowały mi się w głowie. Nie wiedziałam co zrobić. To było za dużo jak dla mnie. Ci faceci którzy chcieli nas porwać i prawda z ust rodziców. To zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Poczułam jak coś miękkiego i ciepłego ociera się o moją nogę. Spojrzałam przez łzy, był to Tony pod postacią wilka. Zaskomlał cicho i oparł mi przednie łapy na nogach. Podrapałam go po głowie i zaśmiałam się przez łzy. Przeciągnęłam go bliżej siebie. I ponownie zaczęłam płakać w jego białe futro. Pachniał trwają i jagodami. Wtuliłam się w niego jak najmocniej.
-Będziesz tak w niego płakać?- usłyszałam głos jakiegoś młodego chłopaka. Rozejrzała się i zobaczyłam Jack'a.
-A ty tu po co?- spytałam zdziwiona.
-Historia którą opowiedzieli ci rodzice to praktycznie koniec, a ja chcę ci powiedzieć jej początek.
-Jak to?- Jack usiadł obok mnie.
-Posłuchaj. Dawno temu kiedy miałem dziewięć lat na moją wathę napadł zły człowiek. Ja z ojcem uciekłem ale moja matka nie miała tyle szczęścia. Zabili ją. Błąkaliśmy się po świecie aż napotkaliśmy wathę wilkenów. Przyjęli nas bardzo miło. Już pierwszego dnia ojciec dostrzegł młodą kobietę która trzymała noworodka na rękach. To byłaś ty. Dowiedzieliśmy się że ojciec zginą z rąk ludzi. Wtedy ojciec zaproponował pomoc. Po paru tygodniach zakochali się w sobie. Ja znów miałem matkę a ty ojca. Wzięli ślub i wszytsko było by pięknie gdy nie sześć miesięcy puźniej na tą wathę nie napadli ci sami ludzie co na moją. Ojciec zginą broniąc matki, ona z kolei uciekła do miast i już jej więcej nie widziałem. Myślałem że ty też zginęłaś ale jednak żyjesz.- patrzyłam na niego wielki oczami. To nie mogło być na prawdę! Ja jestem wilkenem a on moim przyszywanym bratem wilkołakiem. Nie wiedziała co zrobić, więc siedziałam tak patrząc na niego jak w obraz. W końcu znów zaczęłam płakać. Wtuliłam się w niego, on wziął mnie na kolana i przytulił. Tego mi było trzeba. Oparcia.

Nie wiem co się stało ale obudziłam się w swoim łóżku. Rozejrzała się po pokoju. Jak się tu znalazłam? Tego nie wiedziałam. Może to był tylko sen? Usłyszałam jak ktoś rozmawia na dole. Po cichu zeszłam na dół. Stanęłam na schodach i znów chciałam płakać. To nie był sen. Jack siedział w fotelu i rozmawiał z moimi "rodzicami". Tony leżał jako wilk na podłodze. Wbiegłam na górę i żuciłam się na łóżku gorzko płacząc. Znów zasnęłam.

Wilken *ZAWIESZONE*Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz