Rano obudziło mnie drapanie w drzwi.
- Czego? - mruknęłam, nie wstając z łóżka. Odpowiedziało mi skomlenie psa, a raczej Tony'ego. - Sam se otwórz. - burknęłam. Odwróciłam się twarzą do ściany. O dziwo, nie usłyszałam dźwięku otwieranych drzwi. Jeszcze chwilę tak poleżałam i odwróciłam się na drugi bok. Nikogo tam nie było. Ucieszyłam się - przynajmniej sobie dłużej pośpię. Wtedy poczułam, że ktoś wchodzi na łóżko od drugiej strony. Teleportował się, czy co? Szybko się przekręciłam; w tym momencie, moja twarz znajdowała się milimetry od uśmiechniętej twarzy Tony'ego. Serce zaczęło mi bić mocnej. Tyle pytań w głowie miałam, a Tony tylko się patrzył. Był bardzo zadowolny.
- Wstajesz? - zapytał.
- Teraz chyba tak.
- To dobrze. - uśmiechnął się, pocałował mnie w policzek i wyszedł. Jeszcze chwilę leżałam na łóżku. Dopiero teraz zorientowałam się, jak Tony na mnie działa. Wstałam i zaczęłam się przebierać. Oczywiście, włożyłam wczoraj kupioną bluzkę. Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie obok Tony'ego. Aleksa prowadziła ożywioną rozmowę z Li, Jack natomiast próbował coś z tego zrozumieć. Dan siedział sam w fotelu. Trochę mi go żal było, chyba coś mu się stało.
- Tony, co jest z Danem?
- Nie wiem.
- Przecież jesteście najlepszymi przyjaciółmi.
- Tak, ale ostatnio ze mną nie rozmawia.
- Musisz coś zrobić!
- Ale co?
- Cokolwiek. - wszyscy ucichliśmy, gdy do pokoju wszedł pan Kadam. Był cały czerwony, a w ręku trzymał dzisiejszą gazetę.
- Co to ma znaczyć?! - krzyknął, rzucając nią o biurko. Ja wiedziałam, o co mu chodzi, skuliłam się więc na kanapie. - Karolina, czy masz coś do powiedzenia?! - Przecząco pokręciłam głową.
- Czy wiesz co to znaczy?!
- Że banki są słabo chronione? - Spytałam. Pan Kadam zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Chyba popełniłam duży błąd...
- Nie!!! - krzyknął. - To znaczy, że Omar może nas łatwo znaleźć!!!
- Ale ja nie chciałam...
- Teraz to i tak nie ma znaczenia, trzeba było myśleć wcześniej!
- No więc miałam dać uciec temu przestępcy?!
- Tak, dokładnie!
- Uspokójcie się! - krzyknął Jack.
- Nie wtrącaj się. - warknęłam.
- Dobrze, Jack ma rację, porozmawiajmy na spokojnie. Zrozumiałem tyle z przepowiedni, ile wam wczoraj powiedziałem, reszty dowiemy się od mojego znajomego. Pracuje w archiwum, w Krakowie pod Zamkiem Królewskim.
- Czeka nas wycieczka. - zaśmiał się Dan.
- Dokładnie. - pan Kadam usiadł w fotelu.
- Kiedy jedziemy? - zapytała Aleksa.
- Pojutrze.
- Kiedy mamy zajęcia z tą Anną? - spytał Li.
- Wieczorem, około szesnastej. To na tyle, możecie już iść. - wszyscy poszliśmy na śniadanie. Na stołówce panował taki sam tłok, jak wczoraj, z tą różnicą, że przy stołach z jedzeniem stało o wielu mniej ludzi. Było to samo co wczoraj, czyli płatki. Wszyscy wzięliśmy po pełnej misce i usiedliśmy przy "naszym" stole.
- Czy oni dają cokolwiek innego niż płatki? - zapytałam.
- Tak, przy stole po drugiej stronie można zrobić kanapki. - odparł Jack.
-To czemu mi nie powiedziałeś wcześniej?! - zaczęłam grozić mu łyżką.
- Bo nie pytałaś.
- Bo nie wiedziałam.
- No, to trzeba było zapytać.
- Powtarzasz się!
- Lepiej skończcie temat, zanim dojdzie do rękoczynów. - powiedział Li.
- Dobra. - mruknęłam i zaczęłam jeść płatki. Gdy skończyłam jeść (co nie było łatwe, bo po pierwsze Dan zrobił z łyżki procę i strzelał do ludzi mokrymi płatkami, a po drugie trafił pana Kadama prosto w czoło więc przy naszym stoliku wybuchła głupawka, zaś Dan rzucił się szukać, gdzie by się mógł schować. W końcu uciekł, zostawiając śniadanie...) odniosłam miskę, wciąż chichocząc. Ucieszyłam się, bo przy wyjściu rozdawali batony, więc wzięłam jednego i ruszyłam do swojego pokoju. W salonie siedział Dan, a raczej ukrywał się pod biurkiem z całą masą batonów.
- Co ty robisz? - zapytałam.
- Ukrywam się przed Kadamem...
- A po za tym?
- Ukrywam batony.
- A czemu tu, a nie w swoim pokoju?
- Kadam będzie mnie tam szukał, a jak znajdzie, to już nie ucieknę, a tu mam jeszcze szansę.
- Dobra, daj jednego batona to nic nie powiem.
- Którego?
- Orzechowego. - gdy dostałam batona w swoje ręce, weszłam do mojego pokoju. Dzisiaj było chyba piękniej, niż wczoraj. Przebrałam się i postanowiłam wyjść na spacer. Dana już nie było pod stołem, pewnie znalazł sobie inną kryjówkę. Na dziedzińcu przy fontannie stał Tony.
- Co ty tu robisz? - spytałam.
- Stoję sobie, a ty?
- Mam ochotę iść na spacer.
- To może pójdziemy razem?
- Pewnie, czemu nie. - uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił.
- Gdzie idziemy? - spytałam.
- Przed siebię, pasuje?
- Pewnie. - uśmiechnął się. On jest taki uroczy, to była jedyna moja myśl. Poszliśmy do parku, spacerowaliśmy po nim, trzymając się za ręce. Ptaki śpiewały wśród drzew, słońce przygrzewało, a wiatr lekko dmuchał. To wszystko było idealne, cudne, jak w jakimś śnie. Usiedliśmy na jednej z ławek i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Usłyszeliśmy czyjeś kroki, mnóstwo kroków, rozejrzałam się w koło. Oczy Tony'ego zrobiły się topazowe.
- Co się dzieje? - zapytałam, choć wiedziałam, że to coś złego, bardzo złego.
- Oni tu są - szepnął.
- Oni, czyli...
- Słudzy Omara.
- O nie... - tego się bałam, znaleźli nas. Szybko wstaliśmy i zaczęliśmy biec w stronę wyjścia. To był taki piękny moment, a oni musieli go zniszczyć! Momentalnie miejsce strachu zajął gniew. Słyszałam coraz bliższe kroki za nami.
- Szybciej. - warknął Tony. Niestety, drogę przed nami zagrozili nam ci faceci. Tym razem mieli sztylety. Tony zmienił się w wilka.
- Nie daj się złapać! - usłyszałam w głowie.
- Dobrze. - odpowiedziałam. Poczułam przypływ energii, ale nie takiej zwykłej. To było dziwne, bardzo. Biały wilk rzucił się na pierwszego faceta. Ktoś podszedł do mnie i złapał mnie od tyłu. Chwyciłam go za rękę i przerzuciłam przez ramię do przodu. Facet zwijał się z bólu.
- Dalej, to jest właśnie siła wilkena! - szybko otrząsnęłam się z szoku. Odwróciłam się i powaliłam kolejnego. To było nawet fajne, byłam w stanie załatwić większych od siebie. W pewnym momencie usłyszałam pisk. Odwróciłam się w stronę Tony'ego. Leżał na ziemi, cały w ranach. Nad nim stał facet z uniesionym sztyletem.
- Tony, wstań!! - krzyknęłam w myślach. Żadnej odpowiedzi. Poczułam dziwne ciepło w sercu, podniosłam rękę w stronę faceta. Ciepło powędrowało z serca do ręki. Dziwne mrowienie rozeszło się po całym moim ramieniu i biało - złoty promień wystrzelił z mojej ręki i poraził tego faceta. Reszta napastników po prostu uciekła. Podbiegłam do Tony'ego, miałam łzy w oczach.
- Tony... - szepnęłam. Nic, nawet nie otworzył oczu. Leżał na ziemi bez oznak życia. Zaczęłam płakać, przytuliłam się do niego. - Nie zostawiaj mnie! Słyszysz? Nie zostawiaj...! Proszę... - Nie wiedziałam, co robić. Tak bardzo go kochałam, on nie mógł odejść! - Tony, ja bez ciebie sobie nie poradzę, słyszysz? Ja nie dam sobie rady... - płakałam. Znów poczułam ciepło i mrowienie w dłoniach. Patrzyłam, jak z dłoni "wychodzą" małe, złote wstążeczki, które wnikają w Tony'ego. Patrzyłam na to zdziwiona. Coś mi mówiło, żebym przyłożyła ręce do ciała wilka. Gdy to zrobiłam, energia stała się mocniejsza. Po chwili klatka Tony'ego zaczęła się podnosić, on oddychał! Byłam tak szczęśliwa, że znów zaczęłam płakać. W końcu się obudził, patrzył na mnie swoimi topazowymi oczami, a ja byłam jeszcze bardziej szczęśliwa. Poczułam, że energia staje się coraz bardziej słaba, mi też brakowało energii, byłam ogromnie zmęczona. Tony zmienił się w człowieka. Uśmiechnęłam się do niego słabo i znów się rozpłakałam, ze szczęścia. Tony objął mnie, a ja jego.
- Obiecaj mi, że już mnie nigdy nie zostawisz. - szepnęłam.
- Obiecuję, słowo wilkena.
- Jeżeli znów to zrobisz, to obiecuję ci, że przywrócę cię do życia, ale tylko po to, by cię osobiście zabić!
- Dobrze. - zaśmiał się. - Lepiej już wracajmy.
- Yhym. - wstaliśmy i ruszyliśmy do kwatery.
Gdy weszliśmy do salonu, wszyscy zrobili wielkie oczy na nasz widok.
- Gdzie wyście byli? Na wojnie? - zapytał pan Kadam.
- Można tak powiedzieć. - szepnęłam. Usiedliśmy na kanapie, a ja cały czas trzymałam się Tony'ego, bo bałam się, że znów mogę go stracić. Tony zaczął wszystko opowiadać, a ja go poprawiałam, gdy się pomylił. Pan Kadam pokręcił głową, gdy Tony skończył.
- Mówiłem, że Omar nas znajdzie. - pokiwałam głową. - Dobrze, idźcie się przebrać. Pamiętajcie, że trening o szesnastej. - wstałam i weszłam do swojego pokoju. Zdjęłam zakrwawione i zniszczone ubrania, a następnie wzięłam długą kąpiel z bąbelkami.
Mam nadzieje że zawału nie dostaliście XD, jak się wam podoba? Dziękuje za czytanie ;) oraz 4 k wyświetleń ^^
CZYTASZ
Wilken *ZAWIESZONE*
FantasyŻycie trzynstoletnej Karoliny zmienia się w mgnieniu oka gdy poznaje tajemniczego chłopaka Tonego. Jaką tajemnice skrywa chłopaka? I kim tak naprawdę jest Karolina? Splot nieszczęśliwych wydarzeń wciąga Karolinę w niezwykły świat magii i przygód, c...
