Harry wracając do domu od Louisa był niezwykle, jak na niego, rozweselony. Z każdym krokiem po szarym chodniku jego loczki podskakiwały, a uśmiech malał wraz ze świadomością konsekwencji powrotu. Chyba ma syndrom sztokholmski bo zaczyna lubić Louisa albo po prostu, aż tak nienawidzi Anne i Gemmy. Temat dyskusyjny.
Decyzję podjął wraz z przekroczeniem progu mieszkania.
-Oh, Harol, wychodziłeś? - zapytała Gemma robiąca coś w kuchni. Wniosek jest taki, że nie cierpi swojej rodziny, a starszego szatyna już nawet lubi. Uśmiechnął się na drugą myśl po czym pobiegł wprost do pokoju chcąc uniknąć konfrontacji z kimkolwiek. Odłożył plecak w rogu pokoju, włączył muzykę i rozłożył się na łóżku napawając się każdą ulotną chwilą którą teraz należy celebrować. Szybko zmienił zdanie gdy usłyszał huk drzwi, a potem szybkie kroki zbliżające się wprost do niego. Drugie wejście się rozwarło ukazując mocno zdenerwowaną matkę chłopaka. Dzień, jak co dzień. Zaczęła krzyczeć, domagając się odpowiedzi na to dlaczego nie wypełnił swoich obowiązków i dlaczego znowu ją zawiódł.
-Przez następny tydzień będziesz chodził od razu po szkole do sklepu. Musisz się czegoś nauczyć - to było dla Harry'ego apogeum. Zirytowany minął matkę mając w kieszeni jedynie słuchawki i telefon, a na barkach ciężar odpowiedzialności który musiał zawsze dźwigać. Może i wybiegnięcie z domu w samej koszulce w listopad to nie był dobry pomysł, ale on, w tym momencie, się tym nie przejmował. Szedł na przód słuchając głosu Eda Sheerana i starając się wymyśleć równie dobry tekst piosenki co jego idol, lecz jego myśli zaprzątały sprawy wyższej wagi.
Czy to naprawdę łza płynąca po rumianym poliku musi wywołać zainteresowanie? Jedyną osobą którą jest zawiedziony jest on sam. Chciałby spotkać kogoś kto, by to ukrócił na wieki. Niestety, są to jedynie puste nadzieje. Jest jedynie małym, pustym, irytującym dzieciakiem. Trochę też pojebanym, które nie ma za grosz racji, ale uwielbia się kłócić. Lubił. Ale tylko na tematy błache i powszechne. Siedzi teraz na środku chodnika, pod latarnią, a ludzie mijający go zapewne myślą, że to tylko pokręcony ćpun którego trzeba jak najszybciej ominąć. Racja, trzeba go omijać.
Jednym z najważniejszych zadań naszego życia jest dostrzeżenie, czy to my jesteśmy błędem, czy oni. Nie jesteśmy w stanie dostać obiektywnej opinii od kogokolwiek. To tylko zlepka przypuszczeń i pustych strzałów. Nigdy nie będziemy świadomi. A właściwie nie tyle świadomi, co pewni.
Gdy przestajesz słuchać stajesz się indywidualną jednostką. Ale skąd progres? Rzecz w tym, że go najzwyczajniej nie ma. Musimy słuchać, by się nie cofać. Osoba otwarta jest potężniejsza od wszystkich. To ona ma rację, nie jest uprzedzona. Bogactwo umysłu rośnie wraz z nowymi wnioskami.
Jego nurtujące myśli przerwał krzyk. Harry'emu zajęło chwilę zlokalizowanie chłopaka siedzącego na balkonie z papierosem w ręku, uśmiechającego się lekko do kędzierzawego który opierał się teraz o latarnie. W tym całym transie nie zauważył, że zmierzał wprost do Louisa. Zaraz potem szatyn wyszedł do młodszego i podając mu dłoń ten wstał tak, by byli naprzeciwko siebie.
-Co tu robisz? - zapytał mniejszy po chwili wpatrywania się w siebie nawzajem.
-Poszedłem na spacer, właściwie już muszę wracać.. - odpowiedział cicho i zaczął odchodzić.
-Poczekaj, poczekaj chwilkę. Harry, słuchaj! Słuchaj co ci powiem. Umiem czytać między wierszami. Nie musisz mi mówić co się stało, ale możesz przyjść na chwilę napić się czegoś. Widzę, że zmarzłeś - kręconowłosy na to lekko pokiwał głową po czym dał się zaprowadzić do domu chłopaka, wprost na skórzaną kanapę. Louis już po chwili przyniósł dla obu herbatę z mlekiem, stawiając spodki na szklanym stoliczku.
-Duszę należy leczyć zmysłami, a zmysły duszą. Czego chcesz posłuchać? - spytał szukając w kolekcji płyt winylowych czegoś co, by zarówno jego samego, jak i młodszego ujęło.
-Nie wiem co masz, stawiam na ciebie - odparł uśmiechając się mimowolnie na pierwsze dźwięki "One" od Eda.
-Dawno cię tu nie było - zaśmiał się szatyn.
-Aż kilka godzin, to zaraz będzie mój drugi dom - odpowiedział - Właściwie, zmieniając temat, myślę, że przystąpienie do zespołu to dobry pomysł..
-Naprawdę? - prawie wykrzyknął wchodząc młodszemu w słowo. Ten na to pokiwał głową speszony - Ja pierdole, tak! Mamy to! Nawet nie wiesz jak się cieszę, Harry.
-Mogę sobie wyobrazić - prychnął - Chociaż nie jestem pewny czy dam radę, będąc szczerym. Nie mam takiego stażu jak wy - teraz jego bladą twarz przyozdobił grymas rozczarowania. Teraz zasiał ziarno wątpliwości w swoim umyśle.
-Mogę cię zapewnić, że jesteś świetny. Nikt z nas nie zaczynał z takimi umiejętnościami - poczochrał go, przez co na policzki wstąpiła mu lekka, różowa poświata. Dalej rozmawiali już tylko na łatwe tematy, a Harry powoli zapomniał o tym co czeka go w domu. A to wszystko dzięki temu małemu, uśmiechniętemu chłopakowi naprzeciwko z oczami jak dwa ogromne szafiry.
* * *
zachęcam do komentowania, miłego dnia
CZYTASZ
cyrograf | larry stylinson
FanfictionCzasem w życiu następuje taki moment, gdy stoimy pod ścianą. Nie możemy się ruszyć. U Harry'ego nie jest to moment, a całe, dotychczasowe, szesnastoletnie życie. Czeka na coś co zmieni jego opłakaną rutynę. Gdy już traci nadzieję, pojawia się sar...
