Próbuje rozluźnić spiętą szyję, obracając ją tak, jak zwykle, ale tylko pogarsza sytuację i czuje to teraz też w ramionach i plecach, więc zaczyna się cały przeciągać i rozciągać. Wykręca nadgarstki, dziwnie bolesne, jakby całą noc pisał wypracowania. Wyłamuje po kolei palce, a potem dla pewności zaczyna kolejkę od nowa. Jest usposobieniem dyskomfortu.
Wylicza w głowie ulubione zajęcia żeby uciec od poczucia niepokoju które go osacza. Wymienia. Czwartej czynności się nie doczekał. Trochę przygnębiające. Kolejnym zadaniem, by odwrócić uwagę jest rozmowa. Genialne.
-Człowieczeństwo to taki stan, który wymaga znieczulenia - powiedział sięgając do plecaka - Wiesz czyje to słowa, Niall?
-Nie bardzo... - odpowiedział podnosząc lekko brew.
-Freddiego Mercurego na próbach do ostatniego koncertu. Zapalisz? - spytał machając sugestywnie skrętem. Zadaniem ulepszonym jest rozmowa przy blancie.
-Od tego jest Zayn kolego. Albo Harry - przewrócił oczami - Nie pal teraz, widać, że nie jest to twój najlepszy dzień. Tylko się pogorszy.
-Czasem myślę, że żałujesz, że masz mnie w swoim życiu, ale przecież dzień bez zostania skarconym to dzień stracony - zaśmiał się ponuro.
-Co się z tobą dzisiaj dzieje?
-Daj mi się uczyć - warknął sięgając po podręcznik który leżał obok niego zapomniany. Blondynowi na to zdanie brwi uniosły się w ciągu sekundy.
-No chęć nauki wręcz z ciebie bije. Trawka to na pamięć i koncentrację, tak? - zapytał surowo. Louis na to jedynie ostentacyjnie prychnął czując jak jego uszy powoli czerwienią się ze wstydu.
Każdy wokół wie lepiej co jest dla niego dobre, a co nie. Każdy wokół ma rację oprócz niego. Najbardziej zatapiasz się w smutku, cierpieniu, żałości i rozpaczy, gdy za wszelką cenę starasz się to wszystko ukryć przed innymi. Być może przesadza i ma po prostu społecznego kaca. Na tą myśl przekrzywia głowę i uśmiecha się złośliwie do swoich własnych myśli. Zdecydowanie brakowało tylko odrzucenia wiary we własne uczucia.
Od ścian szarego salonu odbijają się jego powielające się myśli. Ciągła irytacja nie zanika, choć powinna. Niedługo już nie będzie zdenerwowany. Pójdzie i spotka się z Harry'm. To jedyne pocieszenie.
Z niewyjaśnionej złości oczy zaczynają być wilgotne. Szybko mruga, żeby pozbyć się zamglonego spojrzenia. Chłopaki nie płaczą, prawda? Pewnie Harry teraz, by mu powiedział, że to w porządku czuć się nie w porządku.
On naprawdę kocha Nialla, ale czy może po prostu wyjść z własnego mieszkania w którym jest jego gość i pójść do bruneta? Nie ma ochoty na socjalizowanie się. Chce posiedzieć w obecności tylko jednego człowieka na Ziemi. Brzmi to bardzo oficjalnie. Ale to dobrze, bo tak właśnie się czuje. Poważnie w uczuciach do tego chłopaka. Nie jest on jak wszyscy. Zupełnie nie jak wszyscy. Sprawia, że wszystko inne jest ciche. Wszystko zanika, gdy na niego patrzy. Nie wie jak wytłumaczyć to niezidentyfikowane uczucie, gdy w jego sercu i żołądku kotłuje się słysząc głos młodszego. Ale nie musi się w to teraz zagłębiać. Dobrze mu z niewiedzą. Wystarczy mu tak naprawdę świadomość, że nigdy wcześniej tak nie miał. A to już czyni Harry'ego wyjątkowym. Lubił być kochanym, ale nigdy nie odwzajemniał miłości. To nie tak, że Louis go nagle kocha. Za wcześnie na to i wie o tym doskonale. Mimo wszystko nie zmienia to faktu, że bardzo dziwnie czuje się on w obecności kędzierzawego.
Popatrzył na Nialla. Śpi. Uśmiechnął się półgębkiem i napisał notkę, że wyszedł pobiegać i wróci, gdy Ziam przyjdzie. Całość skomponowana była koślawym pismem na karteczce samoprzylepnej którą umieścił na czole przyjaciela. Po założeniu sportowych butów i włożeniu słuchawek zaczął truchtać. Bieganie pomaga, zwłaszcza, gdy zaczynasz dręczyć siebie samego.
Niedługo później jego telefon zadzownił, a gdy tylko nacisnął zieloną słuchawkę osoba po drugiej stronie zaczęła wrzeszczeć - Gdzie ty jesteś?!
-Wyszedłem na chwilę. Wszystko masz na czole.
-Nawet nie chcesz ze mną biegać!
-Bo po trzystu metrach jęczysz, że masz zawał! - zaczął się usprawiedliwiać.
-To jawna dyskryminacja ludzi z chujową kondycją!
-Nie pierdol, niedługo będę. Jest już Zayn i Liam?
-Mają być za dziesięć minut, mam nadzieję, że ty też.. Co ja gadam - zreflektował się - Masz być i tyle - z tymi słowami zakończył połączenie na co Louis mimowolnie wzruszył ramionami biegnąc dalej przed siebie.
Powłóczył nogami tak długo, aż znalazł się pod domem Harry'ego. Okej, może nie do końca przeszkadza mu jego miejsce położenia, ale zdecydowanie nie powinien się narzucać jeśli tamten od tygodnia sam z siebie nie dał znaku życia. Ale z drugiej strony ma cholerny niedobór obecności zielonych ślepi i czekoladowych spirali. Przegłosowane. Podbiega ostatnią prostą i puka kilka razy w ciemne drzwi które zniechęcają do wejścia dalej, lecz mimo wszystko, po chwili otwierają się.
-Pan tu po co? - pyta zgryźliwie kobieta koło czterdziestki z miną, jakby chciała skoczyć z klifu oraz workami, pod niesympatycznym wzrokiem, wielkości Manhattanu. Mimo wszystko widać pewna analogię. A może to właśnie rażąco widoczne zmęczenie jeszcze bardziej upodabnia ich do siebie?
-Dzień dobry, Louis Tomlinson - przedstawił się - Chciałbym tylko porozmawiać chwilę z Harry'm, jest może w domu? - na te słowa (prawdopodobnie) matka chłopaka wybałuszyła prawie tak bardzo - zielone, jak syna - gałki do tego stopnia, że szatyn oczami bujnej wyobraźni widział jak wypadają. Przełknęła głośno ślinę.
-Niestety nie ma go w domu.
CZYTASZ
cyrograf | larry stylinson
Fiksi PenggemarCzasem w życiu następuje taki moment, gdy stoimy pod ścianą. Nie możemy się ruszyć. U Harry'ego nie jest to moment, a całe, dotychczasowe, szesnastoletnie życie. Czeka na coś co zmieni jego opłakaną rutynę. Gdy już traci nadzieję, pojawia się sar...
