26

149 19 4
                                        

Stał na ganku lekko stękając zębami i czekając, aż w końcu ktoś mu otworzy. Drzwi się rozwarły, a drewniana powłoka odsłoniła postać Laury. Dziewczyna była opatulona kocem, na nogach miała grube i zapewne ciepłe skarpetki, a gdy tylko zobaczyła Harry'ego uśmiechnęła się tak promiennie, jakby naprawdę ucieszyła się na jego widok.

-Chodź tu do mnie - brunetka otworzyła ramiona - Co się patrzysz jak wół w malowane wrota? Dalej - ponagliła gestem dłoni.

Harry potrzebował chwili żeby zaskoczyć i wejść w jej objęcia. Nie lubił się przytulać, ale dziewczyna tak, dlatego nie chciał robić jej przykrości dystansując się jeszcze bardziej.

-Trochę tu zimno - powiedział cicho. Niskie zagranie, ale grunt, że skuteczne. Gdy weszli do środka młodszy od razu poinformował, że długo nie zabawi.

-Jestem zawiedziona, ale nie zaskoczona. Jesteś nieustępliwy - stwierdziła rozkładając się na kanapie i wyłączając telewizor, by w pełni skupić się na gościu - Rodzice wyszli na obiad, także wolność i swoboda.

Harry lekko się na to uśmiechnął zostawiając kurtkę w korytarzu. Już po chwili okryciu wierzchnim towarzyszyły znoszone Conversy. Usiadł obok przyjaciółki podejmując najbardziej lekki temat na jaki tylko było go stać.

***

-Więc do jutra? W końcu wypadałoby się spotkać w twoje pieprzone urodziny - zapytała dziewczyna na co Styles niechętnie pokiwał głową. Gdy już się od niej odwrócił szepnął pod nosem - Nie sądzę.

Gdy już przyjaciółka napewno straciła go z oczu włożył słuchawki i rozpoczął nowy kurs, a wraz z nim nurt nieprzemijających i nachalnych myśli. Po prostu niektórym życie nie przychodzi tak łatwo jak innym. Niektórzy nie potrafię funkcjować. Zerwanie ze starymi nawykami jest jak zrywanie ze sobą samym. Ale w końcu najciekawsi ludzie to właśnie ci nieciekawi, prawda? Lecz to co go nigdy nie opuszcza, zabiera mu również najlepsze lata życia. Moment w którym zrozumiał, że dobrowolnie stał się więźniem literalnie nic nie zmienił. A powinien, czasem złość to przejaw szacunku do samego siebie, lecz on był obojętny. Zarówno jak do nowo odkrytej wiadomości jak i do siebie samego.

To straszne jak ktoś kogo już dawno nie ma w naszym życiu wciąż jest z nami. I nie zamierza nas opuścić. Ale w końcu to on go zbudował, zatem nic dziwnego, że go nigdy nie zostawia. Mimo wszystko przyzwyczaił się do tego, że dosłownie każdego ranka pyta swojego odbicia dlaczego wciąż musi żyć. Nie wie dlaczego nie może po prostu odeprzeć tej nienawiści do siebie. W końcu to nie takie trudne - akceptowanie siebie. A jednak największego cierpienia nie da się wyjaśnić, czy opisać w kilku, czy nawet kilkunastu słowach. Zawsze jest tak, że krzywdzi siebie albo innych. Jego szczęście nigdy nie jest zależne od szczęścia osób wokół. Dlatego się izoluje, dodatkowo mimo najlepszej obecności czuje jakby wciąż kroczył sam. Jest to przytłaczające.

Harry w końcu przerwał ciąg myśli zatrzymując się pod domem Louisa. Bez zastanawiania się podszedł do drzwi i zapukał kilka razy kołysząc się na piętach. Szatyn gdy go ujrzał poszedł by uściskać kolegę.

-Nie lubię gdy ktoś mnie dotyka, nawet w urodziny - powiedział zduszonym głosem próbując zaironizować drugą część wypowiedzi. Czuł, że chłopak mógłby potraktować przychylnie jego prośbę, lecz jego pomysł został momentalnie rozwiany poprzez wypuszczony wprost z cienkich warg świszczący oddech i zmarszczone brwi do tego stopnia, że gdyby tak postali jeszcze chwilę napewno by się złączyły. Tomlinson jednak pokiwał głową i wpuścił młodszego do środka ulatniając się natychmiastowo. Gdy wrócił z powrotem, tym razem z prezentem u boku, Styles nie był bynajmniej spokojniejszy. Siedział z takim samym nienaturalnym  (gdyż zawsze był nienaturalny) wyrazem radości podkreślonym przez, rzadko u niego widziane, dołeczki po obu stronach rażąco białego uśmiechu. Jego ciało przenikało drżenie, ale nie takie, jak wtedy gdy człowiek drży z zimna albo zmęczenia, lecz podobne bardziej do wibracji napiętej struny. Był to raczej silny, chwilowy dreszcz niż stałe drganie.

Kędzierzawy nie mógł pozbyć się myśli, że teraz widzą się raz ostatni, a ten dupek daje mu cholerny prezent. Naprawdę nie chce się z nim żegnać. Uciął te myśli chcąc rozpakować podarunek który właśnie wręczył mu mniejszy. Spokojnie rozrywał papier prezentowy, choć wewnątrz niego właśnie panowała walka co będzie bardziej się kręcić i wiercić. Serce czy żołądek. Gdy narszcie dostał się do kartonowego pudełka wręcz z czcią zaczął je otwierać. Było tam zdjęcie ich dwójki oprawione w czarną ramkę, książka, jakieś słodycze (dość nietrafione) i pudełko prezerwatyw. Przy tym ostatnim wytrzeszczył oczy.

-Ty perwersyjny kawałku gówna - zachłysnął się Harry.

-To siedemnaste urodziny! Przyda ci się z całą pewnością! - bronił się zaciekle Louis patrząc na czerwonego do granic możliwości bruneta.

-Nieważne. Boże. Dziękuję w każdym razie. Większość mimo wszystko jest trafiona - mówił kręcąc głową jakby starając sobie wybić z głowy obraz szatyna kupującego dla niego prezerwatywy których i tak nigdy nie użyje.

Choć trzeba przyznać, że podarunek rozluźnił atmosferę, a na ustach chłopców panowały małe uśmiechy których nie byli w stanie odpędzić.

cyrograf | larry stylinsonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz