-Przede wszystkim chciałem się wymienić numerami, bo często mnie nachodzisz przypadkiem - zaczął Harry, gdy już oboje siedzieli przy stoliku w rogu kawiarenki. Chciał rozwiać wszelkie wątpliwości, żeby nie było zbędnych nieporozumienień. W końcu podniósł wzrok na towarzysza naprzeciwko. Wydawało mu się, że - w tym momencie - szaroniebieskich oczach zagościł zawód. Dobrze powiedziane, wydawało mu się.
-Tak właściwie to nie do końca chodziło mi o to, że nie zawieram nowych znajomości, ale mimo wszystko to było najłatwiejsze do powiedzenia, wiesz o co mi chodzi. W zasadzie to jest w tym trochę racji, bo otaczam się wąskim kręgiem znajomych, ale po prostu pomyślałem, że powiedziałeś to impulsywnie, głównie dlatego, że ostatnio lekko mnie wyhype'owano. Rozumiesz? Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie, ale nie powinienem tobie też naklejać określonej łatki poprzez mój skrzywiony pryzmat. Sam taką mam i czuję się z tym co najmniej podle, więc jest to hipokryzja. Ja jestem hipokrytą.
-Kobieciarz?
-Co?
-Czy jest to łatka kobieciarza?
-Tak - Harry spuścił wzrok na swoje kolana. Sam też miał takie mniemanie na temat jego wizerunku.
-Podać coś państwu? - wytrąciła ich kelnerka.
-Ja poproszę herbatę angielską i kawałek sernika do tego - powiedział Louis.
-A ja czarną kawę - uśmiechnął się, co blondynka oddała i po chwili odeszła. Gdy szatyn już otworzył usta telefon Styles'a zaczął grać melodię Sing Eda Sheerana. Chłopak przeprosił po cichu i odebrał komórkę bez, nawet, rzucenia okiem kto się do niego dobijał.
-Harry Edwardzie Stylesie - odezwał się głos Brown.
-O co chodzi Laura? Jestem z lekka zajęty.
-Dziś są urodziny Taylor, pamiętasz?
-Nie mam ochoty na imprezę...
-Ty nie masz ochoty na imprezę - przerwała mu wpół słowa - Oddaj mi mojego Harolda! On nigdy by nie przepuścił okazji, żeby się najebać!
-Oh kurwa, w porządku. Pójdę, wyślij szczegóły SMS. Cześć - i rozłączył się nie czekając na odpowiedź po drugiej stronie słuchawki. Sfrustrowany przetarł twarz dłońmi zupełnie zapominając, że ktoś siedzi obok niego.
-Wszystko okej? - zapytał Louis przypominając mu o swojej obecności.
-Jasne, wszystko jest w porządku. Jak zawsze - uśmiechnął się, starając się żeby wyszło mu to jak najbardziej naturalnie.
-Słyszałem jak mówiłeś to do swojej dziewczyny i jakoś nie byłeś przekonywujący - Harry na te słowa zakrztusił się powietrzem do tego stopnia, że starszy musiał go kilka razy klepnąć by mógł spowrotem odetchnąć.
-Nie mam dziewczyny - odpowiedział, gdy powrócił spowrotem do świata żywych.
-Ty nie masz dziewczyny? - zapytał się z wyraźnym niezrozumieniem wymalowanym na twarzy. Czemu każdy go podpina do konkretnych cech i zachowań? - Jak to jest możliwe?
-Jestem gejem.
-Oh.
-Tak, oh. Możemy porozmawiać o czymś innym, niż moja orientacja? Czy może ta informacja spowodowała twoją niechęć do mnie i masz ochotę wyjść?
-Nie! Ja nigdy.. - przerwała mu ta sama kelnerka która właśnie przyniosła im zamówienia, przy okazji puszczając oczko w stronę szatyna. W Harrym momentalnie się zagotowało. Jak można tak bardzo nie mieć granic?!
-Chcę powiedzieć, że jestem ostatnią osobą której mogłaby przeszkadzać twoja orientacja, a tym bardziej nieheteronormatywna - dokończył, gdy kelnerka już odeszła.
-Cieszę się - odpowiedział cicho kędzierzawy po chwili skupiając całą swoją uwagę na czarnej kawie. Nienawidził jej smaku, ale nie mógł sobie pozwolić teraz na drzemkę, czy zbędne kalorie które są w słodszych kawach.
***
Harry próbował niezauważenie przemknąć do swojego pokoju. Urwał się dość wcześnie ze spotkania z Tomlinsonem ze względu na to, że musi się przyszykować na imprezę, a chciałby jeszcze przez chwilę się wyciszyć przed ponownym wyjściem do ludzi. Z przemyśleń wytrącił go głos Anne - Harry, możesz podejść?
-O co chodzi? - spytał, gdy już znalazł się przy rodzicielce.
-Możesz dziś popracować w sklepie?
-Mam zajętą resztę dnia - skrzywił się - A czemu ty nie możesz zrobić wieczornej zmiany?
-Spotykam się z koleżankami.
-I jakim prawem ja mam to robić za ciebie?
-Nie bądź śmieszny, to ty wysługujesz się wszystkimi dookoła. Nie bądź jak twój ojciec i po prostu to zrób, a nie dramatyzujesz.
Cios. To był cios, którego Harry nie był w stanie przyjąć. Spuścił głowę i szybko wycofał się do swojego pokoju.
-Ona mnie chyba nienawidzi. - mówił do siebie półszeptem, gdy zamknął drzwi. Oparł się o nie i zjechał w dół śmiejąc się gorzko. Ma rację. Zasługuje na całe zło. Jest okropnym synem, przyjacielem. Tak bardzo chce umrzeć, jak jeszcze nigdy. No może przesadza, ale napewno jest to czołówka. Szybko sięgnął po plecak na klęczkach i wyjął z niego pierwsze lepsze ostrze. Łzy przysłaniały obraz pokaleczonego uda. Wszystko się zamazywało. Cieknące, słone krople wypalały skórę na policzkach, a bordowe strużki - na udzie. Nacięcia były szybkie i automatyczne poprzez zamazany widok. Słysząc pukanie wciągnął na siebie bokserki i podbiegł po spodenki sportowe wiszące na krześle, po chwili również je zakładając. Przetarł twarz wierzchiem dłoni otwierając drzwi.
-Co ci się stało? - spytała Gemma że zmarszczonymi brwami.
-Czuję, że wszystko się sypie.
-Jak możesz czuć, że wszystko się sypie mając szesnaście lat? - prychnęła - W każdem razie, miałam przekazać, że za godzinę masz być w sklepie do jakiejś dwudziestej.
Harry na te słowa tylko pokręcił głową i zamknął drzwi nic nie odpowiadając. Po paru sekundach ponownie zalał się łzami i skulony wyciągnął telefon. Parę godzin temu udostępnił post o tym, że ukrywanie emocji zabija. Wszyscy jego znajomi do tego czasu zobaczyli tę relację, ale nikt nawet nie wysłał głupiego pytania, czy wszystko jest okej. Czego on kurwa mógł się spodziewać. Może jednak nie obchodzi nawet Laury bardziej od innych.
CZYTASZ
cyrograf | larry stylinson
FanfictionCzasem w życiu następuje taki moment, gdy stoimy pod ścianą. Nie możemy się ruszyć. U Harry'ego nie jest to moment, a całe, dotychczasowe, szesnastoletnie życie. Czeka na coś co zmieni jego opłakaną rutynę. Gdy już traci nadzieję, pojawia się sar...
