Sevmione - Bo jesteś Ty

349 12 5
                                        

Wojna się skończyła pięć lat temu. Harry Potter mimo wiecznej chwały, razem z przyjacielem Ronaldem Weasleyem od razu po wojnie i odbudowie Hogwartu wzięli udział w kursie aurorskim, a już po roku byli aurorami. Pomagali wyłapać resztki śmierciożerców. Kingsley Shacklebolt piastował stanowisko Ministra Magii.
Z kolei Hermiona Granger od razu po wojnie teleportowała się do Australii, ponieważ bardzo chciała odpocząć od zgiełku, który trwał w Londynie. Miała jeszcze jeden cel, jakim było odnalezienie jej rodziców i przywrócenie im pamięci, jednak wolała na początku tego nie robić, chciała odpocząć i zrelaksować się. Kiedy przybyła do Sydney to przeniosła się do magicznej części miasta i znalazła pracę w tamtejszym szpitalu magicznych urazów Werbleya Winstona. Kierowała się właśnie na rozmowę kwalifikacyjną. Zapukała do drzwi, a po chwili wyszła z gabinetu sekretarka informując pannę Granger, że prezes czeka. Hermiona niepewnie weszła do gabinetu, zobaczyła przestronny pokój urządzony bardzo nowocześnie w kolorach bieli i czerni. Tyłem do niej stał wysoki mężczyzna, ubrany w czarny garnitur. Miał związane włosy w kucyka. Hermiona mogła przysiąc, że skądś go kojarzy, ale nie wiedziała skąd. Kogoś jej przypominał.
Nagle mężczyzna odwrócił się do niej przodem i Hermiona stanęła jak sparaliżowana, nie tego się spodziewała. Przed nią stał nie kto inny jak sam postrach Hogwartu, we własnej osobie Severus Snape. Wyglądał dużo lepiej niż za czasów, w których był jej profesorem.

- Będzie tak Pani stać, panno Granger? - zapytał swoim niskim głosem.

- J...jak to możliwe? Nagini... przecież Pan umarł, ja to widziałam. - wydusiła z siebie.

- Zażyłem eliksir totemowy. Mniemam, że Pani go zna?

- Tak. Powoduje, że jad węża znika. Ale jak?

- Panno Granger, przyjmie Pani do wiadomości, że przeżyłem, a teraz przejdźmy do omówienia warunków pracy.

- Ale... - zaczęła Hermiona będąc w szoku.

- Granger! - warknął, a ona pokiwała głową, choć nie mogła dojść do siebie.

- Będziesz pracować w sektorze B, to jest na drugim piętrze. Ja przyrządzam eliksiry w aptece, do której masz ciągły dostęp. Od jutra zaczynasz, tu masz umowę o pracę, wszystkie szczegóły w niej znajdziesz. - podsunął jej arkusz z umową.

- Mogę ją przejrzeć? - zapytała, a Severus kiwnął głową. Kobieta zaczęła czytać. - Dwadzieścia tysięcy galeonów za miesiąc pracy? Nie za dużo?

- Granger, to nie Mung, to renomowana klinika z najlepszym personelem i najlepszym sprzętem medycznym. - powiedział od niechcenia.

- Jest Pan pewien, że się nadaję? - zapytała przygryzając nerwowo wargę. Severus się do niej przybliżył tak, że ich twarze dzieliły dosłownie milimetry i powiedział cichym, ale lekko zachrypniętym głosem.

- Nigdy więcej tak nie rób. - Hermiona się zarumieniła jak piwonia, wstrzymała oddech wdychając jego perfumy. Z takiej odległości musiała przyznać, że jest nawet przystojny. Tfu, Hermiono, on jest starszym od Ciebie o dziewiętnaście lat facetem, jak możesz tak o nim myśleć, zbeształa się w myślach, a następnie spuściła wzrok. Severus się odsunął od niej i powiedział już normalnym głosem. - Granger, nie chcę mówić oczywistego, ale jesteś nazdolniejszą czarownicą od czasów Roveny Ravenclaw. Dlatego nie mam żadnych wątpliwości, że się nadajesz by tu pracować.

- Na prawdę? - spytała cicho rumieniąc się.

- Czy ja się muszę powtarzać? - warknął.

- Jak mam się do Pana zwracać? - zapytała niepewnie.

- Tak jak do tej pory, Granger. Nie schlebiaj sobie. To, że się znamy nie oznacza, że pozwolę Ci się zwracać do siebie po imieniu. Zrozumiałaś? - powiedział chłodno.

LumosOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz