{22}

398 29 6
                                        

Pov. Jack

Lecieliśmy kilka godzin. Pomijając fakt że ja nie wiedziałem czy dobrze lecimy to byłem całkiem wyluzowany. Ale jako że Czaszkochrup latał do Nix już kilka razy to mu zaufałem.

Kiedy przylecieliśmy prosto pod jaskinie, smok odpoczął kilka minut, zjadł kilka owoców i wyruszył w drogę powrotną. Oczywiście przed tym mu podziękowałem.

Co do Nix, ucieszyła się bardzo z mojej wizyty jak i mojego towarzysza. Pobawiłem się z nią chwilę, chwilę mam na myśli trzy godziny, a potem wytłumaczyłem smoczycy po co tak naprawdę tu jestem. Ona oczywiście zrozumiała i obiecała że jeśli będą mnie szukać to nie powie gdzie jest portal. No właśnie, o ile tam jest.

Ostatnim razem ledwo przeszedłem przez to coś bo lód pękał. Teraz jest już Kwiecień więc lodu na pewno nie ma. Jeśli się okaże że go nie ma to nie wiem co zrobię. Ale bądźmy dobrej myśli. Zanim wyleciałem ze smoczycą, a raczej na niej, ta przyniosła mi moją laskę. Najwyraźniej znalazła ją w tym wielkim śniegu i czekała aż do niej przylecę żeby mi oddać. Czasami naprawdę chciałbym z nią zostać na zawsze. Jest taka... Kochana.

Wracając, teraz stałem ze smoczycą przy miejscu w którym pierwszy raz się spotkaliśmy, a dokładniej tam gdzie na nią upadłem.

— no to co, to chyba pożegnanie. O ile portal nadal tutaj jest — zaśmiałem się bo widziałem że Nix jest smutna — słuchaj — zacząłem głaskać ją po pysku — wrócę. Nie wchodzę tam na zawsze. Chcę się tylko... Przywitać — raczej zobaczyć czy ktokolwiek za mną tęsknił, albo czy w ogóle zauważył że zniknąłem — i powiedzieć że wszystko u mnie w porządku. No wiesz, nie było mnie kilka miesięcy, gdybym nagle zniknął stąd na pewno niektórzy by się martwili nie sądzisz? — smoczyca ustała na dwóch tylnich łapach i przytuliła mnie mocno. Najwyraźniej wikingowie ją tego nauczyli. Oddałem przytulasa oczywiście.

Po tej jakże wzruszającej scence było jeszcze kilka pożegnań i w końcu przeszedłem przez portal, który jak się okazało, nadal tam był i miał się dobrze.

Jedyne co mnie zdziwiło, chociaż sumie było do przewidzenia, to to że pojawiłem się na samym dnie jeziora. Najpierw zacząłem się dusić, ale potem chyba moje moce mi wróciły, a z nimi moja 'śmierć' więc mogłem na spokojnie oddychać pod taflą wody.

Kiedy wypłynąłem na brzeg, a raczej wyleciałem bo mi tak wygodniej, nie zauważyłem żadnej zmiany, no może oprócz braku śniegu ale to raczej normalne. No i jeszcze zamiast zbroi przygotowanej dla mnie przez Czkawkę znowu miałem na sobie moją kochaną niebieską bluzę z kapturem i ogólnie byłem ubrany tak jak wcześniej.

Zacząłem lecieć w stronę miasta gdzie jeszcze nie tak dawno walczyliśmy z Mrokiem. Tęskniłem za tym wiatrem we włosach i uczuciem spadania albo jechania na rowerze bez rowera.

Zacząłem szukać wzrokiem znajomego miejsca, i zobaczyłem fontanne przy której 'bawiłem' się kiedyś z dziećmi, w tym z Jamie'im(?). Od niej już znałem drogę do domu chłopczyka i tak też poleciałem.

Kiedy wleciałem do jego pokoju zamurowało mnie...

***

Nie wiem jak się odmienia imię 'Jamie' więc będę pisać z apostrofem :) mam nadzieję że nikomu to nie przeszkadza. Wracając, sorry za Polsat ale nie mogłam się oprzeć. Poza tym zauważyłam że w niektórych rozdziałach mimo że piszę — to potem zmienia się na - i jak skończę książkę to będę wszystko poprawiać (nie tylko te myślniki ale też błędy itp.) ale na razie chce w ogóle skończyć to coś, więc nam nadzieję że takie błędy wam nie przeszkadzają. To tyle,

Do napisania moje małe kurwikleszcze!!

𝕴𝖈𝖊 𝕯𝖗𝖆𝖌𝖔𝖓 | 🅱🆇🅱Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz