Czkawka jęknął przeciągle i otworzył oczy, głowa bolała go okropnie, światło było za jasne, kroki za głośne, wszystko było nie tak!
-I jak twoja pierwsza prawdziwa uczta, synu?
W odpowiedzi smok jęknął.
Stoik zachichotał i poklepał Czkawkę po ramieniu.
-Spokojnie, to ci przejdzie.
Odpowiedział mu tylko przedłużony jęk.
Stoik potrząsnął głową z uśmiechem i wyszedł z domu, dźwięk zatrzaskiwanych drzwi posłał Czkawce kolejne ukłucie bólu w głowę i wywołał kolejny jęk.
-Niiiigdyyyyy więceeeeeeejjjjjj.
Powiedział smok i przycisnął swoje uszy łapami do szyi, błoga cisza zdecydowanie mu pomogła, jednak ktoś oczywiście musiał przerwać.
-Czkawka?
Głos Astrid grzmiał niczym błyskawica, oprócz tego że dźwięk błyskawicy nie jest dla nocnej furii bolesny.
-Czzzzoooooooooooooooo?!
Drzwi się otworzyły i nieznośne światło wpadło do środka, Czkawka skulił się najciaśniej jak potrafił, rozległy się kroki i ktoś, pewnie Astrid, położyła mu dłoń na plecach.
-Jesteś ciepły.
Stwierdziła zimno nastolatka, Czkawka warknął i ręka zniknęła.
-Jestem szmokiem! Szmoki szą ciepłe!
Astrid nic nie powiedziała, ale doskonale słyszał jej oddech... jak dla niego, zbyt głośny oddech.
-Czekaj tu, wiem co ci pomoże.
Czkawka stłumił sarkastyczną odpowiedź żeby nie pozbawić się nadziei na przedwczesne zakończenie tortur, po niemożliwym do zmierzenia okresie czasu, który mógł być albo minutami, albo godzinami, Astrid wróciła, niosąc...
Czkawka cofnął się i pisnął z przerażenia, ale tylko niezgrabnie się przewrócił, nigdy więcej, nigdy więcej.
-Spokojnie, nazywa się to klinem, sprawdzony, słowiański sposób na najcięższego kaca.
-To.. To dobrze że.. Umm. Nie mam tak ciężkiego kaca!
Astrid zmarszczyła brwi, patrząc się na Czkawkę podejrzliwie, Czkawka spuścił głowę, wciąż był okropnym kłamcą.
-Dobra..
-Chodź.
Astrid ruszyła do tylnych drzwi, a Czkawka podążył za nią, ale szybko zmienił kierunek i podbiegł do okna swojego pokoju i z niego wyskoczył, przypominając sobie że nie zmieści się w drzwiach.
Weszli kiladziesiąt metrów do lasu, zanim Astrid podsunęła miód dla Czkawki, była niewzruszona pomimo jego żałosnego spojrzenia.
-Pij.
Czkawka jęknął i się posłuchał, po czym wymiotował, jednak szybko zdał sobie sprawę że kac mija, zamrugał, jego wizja wróciła do swojej nadludzkiej normy, zapachy zalały go swoją typową paletą, dźwięki tak samo, a umysł zaostrzył się, skrzywił się, kiedy zdał sobie sprawę z kilku błędów które już zdążył popełnić.
Powinien ograniczyć mniej ludzkie reakcje do minimum, a mimo to warczał i piszczał żeby przekazać wiadomość, którą mógł przekazać słowami.
Teraz kiedy znowu mógł myśleć jasno, szybko zauważył jak przeszywające jest spojrzenie blondynki, nie była dobra w ukrywaniu swoich uczuć, a więc podejrzliwość była aż nazbyt wyraźna.
CZYTASZ
Ostatnia Kreacja
FanfictionLeżąc związany na plaży Czkawka myślał że to jego koniec. Był tego jeszcze bardziej pewien, kiedy złote, gadzie oczy wbiły w niego przenikliwe spojrzenie. Nie mógł się bardziej mylić.
