Nastał dzień, którego najbardziej się obawiałam. Dzień w którym William miał stanąć na ringu.
Czy się bałam? Cholernie, nie ma nic gorszego od chwili gdy bliska tobie osoba ma bić się za pieniądze w dodatku mówiąc, że to sport.
Czy William był kretynem?
Tak.
Czy bałam się o niego?
Tak.
Czy on jest tego świadomy?
Być może.
Cały dzień chodziłam rozkojarzona, moje myśli cały czas krążyły wokół tej przeklętej walki. Jeszcze nazwa tego klubu mnie przerażała jeszcze bardziej. Kto normalny wymyślił nazwę Murder Club. Przeżegnałam się gdy to usłyszałam. Ale niestety, ta nazwa jest bardzo trafna do tego miejsca, gdy w końcu odbywają się tam walki.
Williama od rana nie było w moim mieszkaniu, Liam powiedział mi tylko że mam się nie martwić o niego bo on sobie poradzi. Kurwa no nie wątpię w to, jak on samym wyglądem potrafi wystraszyć to co dopiero gdy przeciwnik stanie naprzeciwko niego.
O 20 byliśmy już w klubie , dziewczyny stwierdziły że warto będzie co nieco wypić przed tym jak będziemy widzieć jak nasz ukochany przyjaciel stoi na ringu. Wszyscy bawili się w najlepsze, niektórzy już zaliczyli zgona. No cóż, słaba głowa ma swoje skutki. Z głośników zaczęło lecieć „We Found Love", z dziewczynami poszłyśmy w totalne tango. Czułam kogoś wzrok na sobie co było aż nie przyjemne, na pewno nie był to William. Odwróciłam się, z ciekawości aby dowiedzieć się kto aż tak przeszywał mnie wzrokiem.
To był on.
To on.
To on tamtej nocy mnie skrzywdził.
Jego jasno niebieskie tęczówki zimne jak lód i jego uśmiech.
Stał kilka metrów ode mnie patrząc się na mnie, uśmiechając się jak psychopata.
Zabrakło mi tlenu.
Ciemność.
Rachel? - spytała delikatnie Layla.
On.. On tam był..- powiedziałam dając emocjom upust.
Kto – spytał Matthias.
Nie odpowiedziałam na to, patrzyłam pustym wzrokiem na ścianę. Skoro on tu jest, musiał mnie śledzić. Minęło kilka lat od ostatniego razu gdy go widziałam.
Japierdole.
Skoro on tu jest.
Szukał mnie.
Nicholas Blake we własnej osobie.
Obiecałam, że wrócimy do tej rozmowy kiedy będę gotowa aby im to wszystko powiedzieć. Czy kiedyś taki dzień nastąpi? W dalekiej przyszłości.
Do momentu walki , piłam ile tylko mogłam aby wymazać wszystko. Chwilowo nawet zapomniałam że William miał stanąć do walki. Ciekawe z kim.
Zostało pięć minut do rozpoczęcia walki, William stoi już na ringu oczekując na swojego przeciwnika. Obok niego stał Liam z jakimś mężczyzną , prawdopodobnie jego trener.
Po schodach zaczął wchodzić chłopak z którym miał się zmierzyć, nie dostrzegłam twarzy przez kaptur. Stanął naprzeciwko Williama a ja jedyne co widziałam to jego plecy.
Ściągnął bluzę.
Czaszka na plecach.
William White miał zmierzyć się z Nicholasem Blakiem.
CZYTASZ
Broken Game
Mystery / ThrillerRachel Evans nigdy nie była roztrzepaną dziewczyną, która cały czas imprezowała. Większość decyzji, które podejmowała były rozsądne i przemyślane, zawsze miała wszystko zaplanowane ale nie przewidziała jednego - chłopaka z ciemnymi jak noc oczami. W...
