35. Kłamaliście

811 23 11
                                        

Obudziłam się ze łzami w oczach, zegar wskazywał godzinę pierwszą dwadzieścia jeden. Spojrzałam w stronę okna, które było otwarte. Myślałam, że je zamykałam wieczorem. Założyłam na siebie czarną bluzę i podniosłam się z łóżka. Na komodzie stał bukiet zielonych róż, a obok paczka zielonych chesterfieldów.

On tutaj był, on tu był gdy spałam. Dlaczego on mi nie zrobił krzywdy? Przecież spałam, miał idealną okazję. Przy bukiecie leżała koperta.


Rachel Evans

Doszły mnie słuchy, że wyjeżdżasz.

Nie będę ukrywać, smuci mnie ten fakt.

Nie pozostało mnie nic innego, jak życzyć ci szczęścia w nowym rozdziale swojego życia. Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się spotkamy.

Twój W.


W? Kto to jest? Z kim ja mam dotyczenia. Emilio, Nicholas i Victor leżą dawno w ziemi. Nie rozumiem czego dotyczy ta litera.

Odłożyłam list z powrotem na szafkę, po czym wyszłam na balkon. Rozejrzałam się dookoła, szukając jakiejś wskazówki. Dobrym pytaniem jest, jak on tu wszedł. W jaki sposób skoro okna były pozamykane. Wyciągnęłam paczkę papierosów, to nie były camele, a chesterfieldy. Ktoś podmienił wszystkie paczki.

Z drugiej kieszeni wyjęłam czarną zapalniczkę z kryształkami. Zapaliłam papierosa, po czym oparłam się o ścianę. Czułam na sobie czyjś wzrok, ktoś musiał stać w lesie i mnie ponownie obserwować, tak jak ostatnio.

Zielone chesterfieldy.

Czarna zapalniczka.

Do czego mnie to doprowadzi?

Stałam w dalszym ciągu oparta o ścianę, gdy z lasu wyszła jakaś postać. Przeskoczyła przez ogrodzenie i stanęłam na końcu podwórza. Miała na sobie kominiarkę i była ubrana cała na czarno. Był to mężczyzna.

Po chwili ściągnął maskę przez co dostrzegłam w świetle księżyca rysy twarzy, wyglądały znajomo nawet bardzo, ale nie potrafiłam ich rozpoznać.

Stał z założonymi rękoma, jakby na coś czekał. Patrzyłam się prosto na niego oczekując ruchu z jego strony. Nie wiedziałam czy przyszedł aby mnie zabić czy aby po prosto sobie tak o postać i popatrzeć się na mnie.

Wydawał się być kurewsko przystojny więc co gdyby tak go poderwać. Uśmiechnęłam się delikatnie na moją myśl, która wydawała się bardziej głupia niż ja.

Przymknęłam delikatnie oczy, a gdy je otworzyłam mężczyzny już nie było. To była jakaś zjawa.

Poczułam na biodrach czyjeś dłonie, a zapach przyjemny zapach dotarł do moich nozdrzy. Woda kolońska połączona z nutą mięty i dymem papierosowym, całkowite przeciwieństwo Damiena.

Kim ty jesteś ? - spytałam zaciągając się papierosem.

Kimś, kto kocha cię do szaleństwa – usłyszałam znajomy głos.

Kim ty jesteś? - powtórzyłam.

Jak myślisz kim mogę być? - spytał.

Kimś kogo dobrze znam – odparłam.

Pieprzona małolata.. - powiedział zachrypniętym głosem.

Damien.. - szepnęłam.

Damien nigdy nie był tym za kogo go uważałaś, blondyneczko – odpowiedział, a mnie wbiło w podłogę.

Broken GameOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz