🥀16🥀

908 50 7
                                    

Obudziłam się słysząc jakieś rozmowy i czując ponowny ból żeber. Leniwie otworzyłam oczy i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że Xander trzyma mnie na rękach i wraz z Cadenem na mnie patrzą. Gdy zrozumiałam, że ja naprawdę lewituje i ktoś mnie nosi zerwałam się i szybko stanęłam na równe nogi przez co kostka jak i żebra dały o sobie znać. Zgięłam się w pół przez narastający ból.

-Hej, co ty wyprawiasz?- Zapytał łagodnym lecz lekko zmartwionym głosem Caden podchodząc do mnie.

-Mel, mówiłem ci już, że nie możesz robić gwałtownych ruchów.- Powiedział ten starszy i wraz z młodszym zaczęli się do mnie zbliżać.

Xander znów próbował wziąć mnie na ręce ale mu się nie dałam cofając się krok do tyłu.

-Poradzę sobie.- Wymruczałam cicho.- Gdzie ja jestem w ogóle?- Zapytałam bo dopiero teraz zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu w którym się znajdowałam.

Byliśmy w korytarzu w którym były dwie pary drzwi, jedne jak już wiedziałam były wejściowe a drugie nie wiem dokąd prowadziły ponieważ były zamknięte. Naprzeciwko wejścia było przejście do salonu. Cały dom, a w zasadzie to willa była urządzona w dość przytulnych warunkach. Ściany były szare a meble beżowe, szare białe lub czarne.

-To twój nowy dom Melanie.- Powiedział najstarszy i ruchem ręki pokazał abym poszła do salonu.

Razem udaliśmy się w tamtą stronę gdzie zobaczyłam resztę chłopaków. Wszyscy usiedliśmy na kanapie. Ja siedziałem pomiędzy Cadenem i Archerem.

-Mogę coś przeciwbólowego?- Zapytałam nie pewnie bo w pomieszczeniu i tak była cisza a mnie strasznie bolały żebra.

-Mówiłem, że nie możesz się przemęczać.- Westchnął Xander na co przewróciłam oczami. Po chwili wstał i poszedł w stronę kuchni, która jak się okazało była połączona wraz salonem i jadalnią.

Chciałam wstać aby do niego podejść i odebrać tabletkę oraz jakaś wodę ale powstrzymała mnie ręką Archera na ramieniu.

-Przyniesie ci. Spokojnie.- Powiedział, gdy spojrzałam na niego pytająco.- Nie przemęczaj się tak bo będzie bolało bardziej i nawet tabletki ci nie pomogą. Te żebra nie zrosły się do końca wiec dalej przy gwałtownych ruchach czy czymś innym możesz przebić płuco. A z tego co wiem już raz miałaś je przebite.- Westchnęłam na jego słowa, wiedząc, że i tak nie przetłumacze im do tych głów, że nieraz miałam połamane żebra i żyłam bez lekarzy.

Po chwili ciszy do salonu wszedł Xander z szklanką wody i tabletką. Od razu je od niego odebrałam i popiłam leki.
Przez jakiś czas była cisza ale po chwili chłopacy zaczęli coś mówić. Mi w tym czasie oczy zaczęły się zamykać. Żebra i kostka przestały mnie boleć. Chciałam się ruszyć, coś powiedzieć ale nie mogłam. Próbowałam nie zasypiać ale powieki były coraz cięższe.

-Idź spać, dałem ci leki nasenne. Jesteś zmęczona. Przyda ci się odpoczynek.- Ostatnie co udało mi się usłyszeć to właśnie słowa Xandera. Później odpłynęłam.

♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪♪
Hejkaa, wiem wiem, przepraszam, że przez tydzień nie było rozdziału ale totalnie strąciłam poczucie czasu i w ogóle go nie miałam XD.
Wróciłam do szkoły po tygodniu nieobecności więc musiałam ogarnąć lekcje i naukę a do tego zaczął się sezon treningowy także wiecie.
Sorki hahah.
Dzisiaj rozdział trochę krótszy ale jak mi przypomnicie to jutro wstawię jeszcze jeden.
Jeszcze raz przepraszam.
Do następnego!🫶🏼
Buxiaki!💋

<459>

Rodzeństwo Black 🖤Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz