Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

Rozdział 28

859 29 14
                                        

Noah

Cóż.

Tego się nie spodziewałem.

Kiedy usłyszałem krzyki policjantów, odłożyłem kawę na blat i przymknąłem powieki.

Ja pierdolę.

Od razu obalili mnie na podłogę i zakuli w kajdanki. I to wszystko przy Layli, która dopiero co ze mną zamieszkała. Kazałem jej powiedzieć o sytuacji Victorowi, bo on wszystko mi załatwi. Wystarczyło tylko, że mój adwokat się tutaj zjawi.

Wiedziałem, za co mnie zawinęli.

Josh pewnie zgłosił na psy, że go pobiłem. Czy to było brutalne pobicie? Według mnie – nie. Według policjantów i prawa – tak.

Nie żałowałem jednak ani jednego ciosu, ani jednego kopa. Kiedy usłyszałem od Layli, że znowu chciał ją uderzyć, coś we mnie przeskoczyło. Czułem, jak wszystkie mięśnie mi się napięły. Musiałem coś zrobić, nie mogłem siedzieć bezczynnie. Upewniłem się tylko, czy nie było w domu ani na około kamer.

I wtedy zadziałałem.

Nikt nie miał prawa i pozwolenia na dotykanie Layli Lee. A na pewno nie wtedy, kiedy była przy moim boku, w szeregach mojej rodziny.

Należała do nas. A skrzywdzenie naszych wiążę się z konsekwencjami.

Siedziałem na zimnym, metalowym krześle, wpatrując się w policjanta po drugiej stronie stołu. Patrzył na mnie, jakby miał już werdykt w głowie.

Niech się gapi. I tak niczego mi nie udowodni.
Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Wszedł mój adwokat. Mężczyzna w podeszłym wieku, jak zwykle ubrany w czarny garnitur z teczką w ręce. Zapewne miał w nim tylko dwie kartki, które były w stanie mnie stąd wypuścić.

Usiadł spokojnie, odłożył dokumenty na stolik i przejechał wzrokiem po funkcjonariuszu.

– Panie sierżancie – zaczął chłodno. – Zanim zaczniemy, chciałbym zobaczyć dowody, które mają rzekomo obciążać mojego klienta.

Policjant się spiął. Nerwowy tik przy oku zdradził, że nie ma pojęcia, jak na to odpowiedzieć.

Boże, kto tutaj pracował?

– Ofiara złożyła zawiadomienie – odparł po chwili. – Zeznała, że to on ją pobił.

Mój adwokat odchylił się w fotelu, wyjął okulary i założył je z precyzją.

– Czyli mamy słowo przeciwko słowu. – pokiwał głową. – Czy posiadacie jakiekolwiek ślady biologiczne? Odciski? Nagrania z monitoringu? Świadków, którzy widzieli zdarzenie?

– Nie, ale...

– Nie ma „ale". – przerwał mu ostro. – To, że ktoś zgłosił pobicie, nie oznacza, że możecie przetrzymywać człowieka jak niewolnika. Przypominam, że brak dowodów fizycznych oznacza brak podstaw do oskarżenia.

Policjant zaczął się wiercić. Wiedział, że stąpa po cienkim lodzie. Bo niby jak mieli cokolwiek udowodnić? Chcieli wsadzić mnie do aresztu za słowa Josha?

Nie było DNA. Nie było odcisków. Nie było narzędzia.

Nie było nawet momentu, w którym mogli powiązać mnie z miejscem pobicia.
Mój adwokat wiedział o tym doskonale.

– Z tego, co widzę, – kontynuował spokojnie – jedyne, co macie, to zeznanie człowieka, który sam ma na pieńku z moim klientem. Wrogowie często kłamią, panie sierżancie. Szczególnie, gdy wiedzą, że to jedyny sposób, by się zemścić.

– To poważne oskarżenie... – spróbował jeszcze gliniarz.

– Nie poważniejsze niż wasze. – adwokat się uśmiechnął. – A teraz proszę przygotować dokument zwolnienia. Jeśli tego nie zrobicie, dzwonię do prokuratury i składam wniosek o naruszenie praw obywatelskich oraz o bezprawne zatrzymanie.

W pokoju zapadła cisza. Policjant zbladł, spuścił wzrok na swoje papiery i tylko skinął do kogoś przez szybę.

Po kilku minutach przynieśli formularz do podpisania. Podpisałem go bez słowa z uśmiechem na twarzy.

Lie To MeOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz