ROZDZIAŁ 5

626 26 10
                                        

Kolano bardzo jej drżało.

Przystanąłem przy drzwiach, bo moja gęba miała jeszcze coś do powiedzenia.

– To tylko koszmar, skarbie. Z którego nigdy się nie obudzisz.

Po zamknięciu drzwi byłem o krok od ich ponownego otwarcia i zrobienia z dziewczyną, co tylko chciałem. Najpierw ostre bicie, a potem, kiedy byłaby ledwo żywa...

Moje silne pożądanie rozsypało się, gdy moja kieszeń zaczęła wibrować. Westchnąwszy głośno, odebrałem telefon od Mike'a.

– Czego? – rzuciłem i wyciągnąłem z kieszeni dwa srebrne kolczyki, które zabrałem od martwej dziewczyny z początkowego domku Laury. Przypomniałem sobie, że miałem je sprzedać w jakimś lombardzie.

– Jesteś w Dziurze?

– Jestem – odpowiedziałem i wyrzuciłem do kosza kolczyki. – A co?

– Dostałem wiadomość z nagraniem, jak rozpierdalasz się samochodem. Nie byliśmy tam sami. Ludzie tego gościa, którego zajebałem, musieli być na miejscu. Kazałem już Mattowi sprawdzić, skąd została wysłana ta wiadomość.

– Kogo obstawiasz? – Usiadłem na krześle w stołówce.

Bobby podsunął mi pod nos puszkę pepsi. Pokręciłem głową, odsuwając ją od siebie.

– Nie wiem, stary. Mógłbym obstawić wszystkich, a też może to być ktoś nowy. Za niedługo się dowiemy. Mam dla ciebie zadanie domowe – podjedź dzisiaj wieczorem do Białego Lotosa. Za barem powinien siedzieć ten rudy. Zapytaj go, czy w ten weekend zauważył coś innego. Czy kręciły się jakieś inne pachołki sprzedające amfę oprócz naszych Chłopców.

Wypuściłem z płuc powietrze. Nie miałem na to najmniejszej ochoty.

– Nikt nowy nie wpierdala się do naszych miejsc. Nigdy się nie wpierdalali. Każdy ma swoje rejony – próbowałem mu to wytłumaczyć, głupimi jak but argumentami, jak dzieciak.

– Max. W tę sobotę, kiedy była akcja z tym gościem, dzwonił do mnie jeden z naszych, że nie byli sami w Lotosie. Ktoś był wywęszyć teren, a dwie godziny później przyszedł jeden blondyn z pomalowanymi na czarno oczami i częstował chętnych proszkami. No i kiedy jeden z naszych wracał, został zaatakowany przez jakiegoś zakapturzonego. Kazał im wypierdalać z Lotosa i więcej nie wracać.

– Kurwa, tyle klubów w Staunton, i zamiast znaleźć sobie coś wolnego, to chcą jatki. – Prychnąłem z niedowierzania.

No nie miałem za bardzo racji w swojej wypowiedzi, bo klub Biały Lotos, to jeden z najpopularniejszych i najbardziej odwiedzanych miejsc przez różną patologię w Staunton. W tym miejscu, w weekendy, było więcej naćpanych i najebanych osób niż czystych. Łatwo kogoś otruć, zabić i porwać. W weekendy, dzięki Chłopcom, zarabialiśmy masę siana, bo jeszcze podwajaliśmy cenę. Gdyby się dało, do naszych Chłopców ustawiałyby się kilometrowe kolejki.

– Nie pierdol głupot, ostatnio i tak jest spokój, więc trochę pracy domowej ci nie zaszkodzi. To wszystko. Mimo wszystko bądź ostrożny.

– Pojadę z kimś. Dzisiaj wtorek, ale pierdolę jechać w taką dzicz samemu... A nie możesz jechać ze mną?

– Nie proponowałbym ci tego, gdyby mi się chciało.

– Genialnie. – Prychnąłem. – No i jest jeszcze coś. – Nadgryzłem wargę. Cisza po drugiej stronie słuchawki pozwoliła mi mówić dalej. – Zgadnij, kogo widziałem ostatnio w sklepie.

– Kogo?

Frajer nie umiał się bawić. Nie ogarniał, że słowo „zgadnij" znaczyło, żeby wysilił swoją łysą kopułę?

MAXIMILLIANOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz