Przyciągnąłem Laurę do siebie, mocno, tak, żeby poczuła moje ciało i moje ręce przez kołdrę. Głaskałem jej wyrzuty sumienia cichymi słowami. Od początku do końca nocy leżała w moich objęciach, nie protestując. Kiedy po kilkunastu minutach wyciszyła się na tyle, że zapadła cisza, przerywana czasem przez szybkie, płytkie wdechy i wydechy, pocałowałem w skroń.
Będzie miała o czym pisać w swoim zeszyciku.
Z racji bardzo ważnego święta, jakim są moje super urodziny, wrzucam rozdział.
Nie przyzwyczajajcie sie za bardzo do mojej dobroci, bo widzimy się dopiero za tydzień w czwartek lub piątek. ♥
Colorado Springs —> Boulder
Kojak wysłał nas do swojego dobrego znajomego do Boulder w stanie Kolorado. Dołączył do nas jakiś czas później, kiedy „uporządkował" swoje sprawy. Jakie sprawy mógł mieć niepełnoletni gówniarz? Od czasu do czasu zastanawiałem się, dlaczego Kojak opuścił w miarę porządny dom. Starych miał dosyć spoko – na pewno byli lepsi niż mój ojciec i matka Mike'a. Nikt go nie napierdalał ani nie próbował wyruchać. Możliwe, że Kojak ukrywał przed nami wiele spraw – to już jego sprawa.
O tym niestety przekonaliśmy się trochę później – gdybyśmy o tym wiedzieli, moglibyśmy zapobiec przyszłemu wydarzeniu.
Zamieszkaliśmy u dwóch dwudziestokilkulatków – Morrisa i Petera. Czuliśmy się dosyć dziwnie z Mikiem, zwłaszcza że dopiero co uciekliśmy z rodzinnych domów. Podczas podróży do Boulder, autobusem, Huterson siedział wlepiony w szybę, ledwo powstrzymując płacz. Byliśmy w jakiś sposób uzależnieni od swoich toksycznych rodziców – byliśmy tylko dzieciakami, mieliśmy takie prawo.
Tak, bycie dzieciakiem to niezły argument, zwłaszcza że w wieku piętnastu lat zamordowałem kolesia.
I chciałem więcej.
Ci, u których mieszkaliśmy, już od lat siedzieli w jakiejś poważniejszej mafii, o których mogliśmy sobie kiedyś pomarzyć. Lub słyszeliśmy o nich tylko z opowieści. To Kojak miał dostęp do ludzi innego kalibru i praktycznie zawsze dbał o to, abyśmy za szybko się w to nie wplątali. W sensie w poważną mafię. To on załatwiał zlecenia na kradzieże czy inne sprawy z narkotykami. Potem się okazało, że te jego znajomości zaprowadziły go na cmentarz, ale to później. Dlatego uciekł z Colorado Springs do Boulder. Wkrótce, po tygodniu, zamieszkaliśmy w pięcioro w jednym dwupiętrowym domu – jeden z kolesi dostał go w spadku po kasiastym dziadku, który również miał wtyki w mafii. Mówiło się, że w wielu przypadkach to przyszłe pokolenia „odziedziczały" rodzinne biznesy – tak ładnie, kolorowo nazywane.
Po kilku tygodniach nadal co jakiś czas zerkałem w telefon, mając nadzieję, że odezwie się mój pierdolony ojciec. Że chociaż zapyta, czy żyję.
Byłem głupi, licząc na to.
***
Obudziłem się w środku nocy. Gwałtownie. Czułem, że plecy i klatkę piersiową zalał mi pot, dlatego bardzo szybko poszedłem na prawie ślepo do kibla, czując w mordzie paskudny posmak starego trampka. Nie umyłem zębów przed snem. Jeśli miałem tutaj nocować, również musiałem skołować sobie najpotrzebniejsze rzeczy oprócz ciuchów. Zawiesiłem się nad umywalką, patrząc w swoje odbicie. Dlaczego tak dyszałem? Coś mi się śniło, możliwe, że coś związanego z dzieciakiem, którego zajebałem. Obmyłem twarz wodą. Kilkukrotnie.
Wróciłem do głównego pomieszczenia i tuż przy łóżku zawróciłem, aby napić się wody. Gdy zapaliłem skromny pasek ledów zamocowanych pod wiszącą szafką, obróciłem się do chyba śpiącej Laury. Prawie nie widziałem jej twarzy przez kołdrę. Chwilę później wróciłem do Różyczki, a ta, świadomie lub nie, przewróciła się przodem do mnie. Ciche sapnięcie uświadomiło mi, że spała w najlepsze. To dobrze. Może wypocznie po pierwszej nocy.
CZYTASZ
MAXIMILLIAN
Mystery / ThrillerMax Wills, kiedy skończył piętnaście lat, uciekł z domu przez gniewnego i niekochającego ojca. Droga z przykrego dzieciństwa poprowadziła go na ścieżkę pełną krwawych przestępstw. Gdy pewnego razu natrafia na Laurę, podobnie psychicznie poturbowaną...
