Wyczułem od niej niepokój, i bardzo dobrze. Rozszerzyłem uda Laury, które były zimne jak sople lodu. Pochyliłem się jeszcze bardziej i ją pocałowałem.
Opadła na poduszkę, zakrywając dłońmi oczy.
– Stop. Proszę... – szepnęła nieco zniekształconym głosem.
Wszystkiego dobrego, Dzieciaczki.
Informuję, że w przyszłym tygodniu (nie w tym, bo nie wiem, czy się wyrobię, zobaczymy) wleci ostatni rozdział, a dzień później epilog.
Ważne pytanie - Laura umrze?
Masakrejszyn.
Przez jej ciało przeszedł dreszcz.
Nie miałem serca przestać.
Gdy zatoczyłem na niej następne z kolei koło językiem, zabrałem ręce z jej twarzy na łóżko.
Wydawało mi się, że na jej policzku dostrzegłem łzę, dlatego odezwałem się cichym, zadowolonym głosem:
– Przestań się bać.
Pieszczenie Laury musiało iść w dobrą stronę, bo dłuższy moment później nie mogła już znaleźć miejsca dla swoich dłoni. Przesuwała je minimalnie po kołdrze. Ostatecznie zacisnęła prawą na drewnianym boku łóżka, lewą za to sam chwyciłem, ale wyszło tak, że to ona mnie ściskała. Obserwowanie jej dynamicznej mimiki na twarzy, które próbowała za wszelką cenę ukryć, i czucie lekkich lub mocnych uścisków na dłoni było niemożliwie podniecające. W końcu mi się oddała, mimo że była bardzo... wymagająca.
Wsunięcie w nią języka spowodowało to, co od kilku tygodni chciałem sam wywołać – cichy jęk. Podgryzłem wargę w tym samym momencie, kiedy odwróciła głowę, zatapiając policzek w poduszce.
– Podobają ci się moje usta? Czy mam jednak przestać? – zapytałem złośliwie.
Dziewczynie zadrżał brzuszek, jakbym sprowadził ją automatycznie na ziemię. Tak jak się spodziewałem, Laura wydała z siebie zduszony, przeczący dźwięk, który doprowadził mnie do uśmiechu.
Była już mokra, ale żeby to pogłębić, zająłem się jej łechtaczką. Z każdą minutą znęcania się nad Laurą pojawiał się mocniejszy ruch jej bioder, a klatka piersiowa coraz sprawniej unosiła się w górę, a gdy opadała, robiła to niespokojnie. Po jękach i sapnięciach pokazywała mi jak bardzo było jej dobrze – nie potrafiła zatrzymać ich za zębami. Doprowadzenie Laury do pierwszego orgazmu zajęło mi tylko lub aż niecałe pół godziny, chociaż wcale tego nie odczuwałem. Naprężyła się, skomląc z dobijającej jej przyjemności – w duszy niechcianej.
Była czerwona na twarzy, a oddech miała niespokojny. Po przejechaniu dłonią po jej twardych sutkach dotarłem na mokre plecy.
– Podobało ci się? Przecież mnie nienawidzisz... – rzuciłem złośliwie, wyciągając z szafki opakowanie prezerwatywy.
– Mój były robił to lepiej... – wydusiła, patrząc mi prosto w oczy.
Zaśmiałem się głośno, zbity z tropu.
– Ta? A teraz dasz mi szansę?
Ponownie rozszerzyłem uda Laury i przyciągnąłem jej ciało do siebie.
Musnąłem kciukiem szew.
– A co jeśli powiem „nie"? – wystartowała, unosząc głowę, która z powrotem upadła na poduszkę przez to, że się do niej zbliżyłem.
CZYTASZ
MAXIMILLIAN
Gizem / GerilimMax Wills, kiedy skończył piętnaście lat, uciekł z domu przez gniewnego i niekochającego ojca. Droga z przykrego dzieciństwa poprowadziła go na ścieżkę pełną krwawych przestępstw. Gdy pewnego razu natrafia na Laurę, podobnie psychicznie poturbowaną...
