ROZDZIAŁ 2

704 29 17
                                        

Potarła przeguby i spuściła dłonie wzdłuż ciała.

Poczułem, że chciała się odsunąć, kiedy sięgnąłem dłonią po jej naszyjnik.

– W tym miejscu to ja jestem twoim wszystkim. – Pogładziłem kciukiem zawieszkę w kształcie róży. – Różyczko.

– Co ty odpierdalasz?

Spojrzałem na Mike'a podczas wyciągania z małej lodówki zimnego Sprite'a. Łysy siedział przy plastikowym stole, po czym spojrzał, jak otwieram puszkę napoju. Wyglądał, jakby chciał porwać mi puszkę i wsadzić mi ją głęboko w dupę. Albo w gardło, żeby nie było tak przyjemnie.

Wzruszyłem ramionami.

– Niech zgadnę. – Założył ręce na piersi. – Dzieciństwo się odzywa? W wieku dwudziestu sześciu lat nastała potrzeba posiadania słabszego narzędzia do władzy?

Szarpnąłem za lekkie krzesło, które zaszurało złowrogo, i usiadłszy na nim z westchnięciem, ponownie wykonałem ruch ramionami – i w górę, i w dół.

– No. Zastanów się nad swoimi słowami, a potem spójrz na siebie i zobacz, gdzie się aktualnie znajdujesz. – Uniosłem brew wyzywająco.

Mike uśmiechnął się minimalnie.

– Ale ja mam pod kontrolą kilkanaście osób, które mają jeszcze swoje życie, a co najważniejsze – dobrowolnie dokonują prywatnych wyborów. A ty wziąłeś sobie jakąś dziewczynę, która będzie żyła tylko dlatego, że ty jej jeszcze na to pozwalasz. Jeszcze możesz z tego zrezygnować, Max.

– Martwisz się o mnie? – zapytałem z kpiną. – Zachowujesz się, jakbym co najmniej uprowadził niemowlaka i miał zamiar wykonywać na nim eksperymenty. Kutasem. Od kiedy martwisz się ludzkim życiem?

– Wystawimy ją do... – odpowiedział pytaniem na pytanie, za co go szczerze w takich momentach nienawidziłem.

– Nie – odwarknąłem, przerywając mu przy końcu zdania. – Postanowiłem dodać sobie do życia trochę koloru.

– Nie wściekaj się, królewno. Chcę tylko odzyskać resztę kasy, którą przejebałeś na tę laskę. – Wyciągnął dłoń.

Wygrzebałem z kieszeni jedenaście tysięcy dolarów.

– Oddasz mi resztę, a dam ci spokój – mruknął.

– Mam ci oddawać kasę, która jest wspólna? – Prychnąłem, wrzucając do kosza do połowy wypitego Sprite'a.

– Jest wspólna, kiedy dokonujemy wspólnych – zaznaczył ostro – wyborów. To nie był wspólny wybór, czyż nie? Zrobisz coś dla mnie wkrótce, to postaram się o tym zapomnieć.

Wypuściłem z płuc powietrze.

– Co takiego?

– Ktoś wrócił. Z przeszłości. Jak dowiem się coś więcej, to dam ci znać. – Wstał, a na odchodnym poklepał mnie po plecach – jak jebanego psa. – A, i jeszcze jedno. W ramach nagrody zostajesz tutaj dzisiaj na noc. No co? Daję ci prawo całonocnej zabawy z tą małą dziwką, a ty się oburzasz?

– Ale dzisiaj to twoja kolej – powiedziałem niewinnie.

Nigdy nie zostawialiśmy Dziury samej sobie. Zawsze musiał być ktoś, kto pilnował całości – nawet gdyby zadziało się coś złego, osoba pilnująca miała szansę wykonać krótkie połączenie do któregokolwiek z nas. Nie mieliśmy sytuacji, że ktoś pałętał się wokół starej fabryki, co nie znaczyło, że taka sytuacja się nie wydarzy. Musieliśmy dmuchać na zimne. Nie miałem problemów z pilnowaniem Dziury, ba, robiłem to bardzo często, bo lubiłem nocną ciszę, choć łóżka w Dziurze nawet nie stały obok mojego prawdziwego łóżka w jednym ze starych bloków dwadzieścia cztery kilometry stąd.

MAXIMILLIANOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz