ROZDZIAŁ 24

727 25 18
                                        

– Pewnie chciałabyś, mimo wszystko, znaleźć się w takim głupim romansie niż tutaj ze mną, prawda? – zapytałem w jej usta i choć nie dostałem twierdzącej ani przeczącej odpowiedzi, zataczałem kolejne z kolei kółko na jej kobiecości. Wkrótce wsunąłem w nią palec wskazujący, a to, że była sucha jak wiór, sprawiło, że skrzywiła się z bólu – zacisnęła zęby i oczy. Szybko mnie to usatysfakcjonowało, dlatego przestałem się nad nią znęcać. Puściłem jej nadgarstki, lecz i tak jej zamrożone ciało, nawet jakby chciało, nie pozwoliłoby wyślizgnąć się spod mojego ciała.

Laura znowu miała swoje ciche dni, które starała się zapełniać pisaniem w zeszycie, nadmiernym sprzątaniem podczas słuchania radia, ciągłym oglądaniem filmów lub czytaniem, którego tak ponoć nie lubiła. Byłem u niej praktycznie codziennie i praktycznie codziennie wymagałem tego, co stało się na początku tygodnia. Może nie polegało to na tym, że sekundę po moim wejściu kazałem już jej brać mojego kutasa do swoich ust. Czasem działo się to po tym, gdy zjedliśmy coś wspólnie. Innym razem w łóżku po długich „przytulankach" jak to lubiłem nazywać, nakierowywałem jej dłoń do moich spodni dresowych. Nadal płakała bezgłośnie, ale wydawała się do tego w pewien sposób przyzwyczajać, zwłaszcza że już nie wymiotowała.

Jednego razu wlazłem do Gniazdka bez zapowiedzi, wieczorem, mimo że byłem kilka godzin wcześniej z sycącym obiadem. Różyczka starała się nie zwracać na mnie uwagi – siedziała na ziemi oparta o fotel i oglądała coś na telewizorze. Kiedy podszedłem bliżej, uśmiechnąłem się pod nosem, bo dziewczynie Zebra z klasą spodobała się tak mocno, że włączała to już z czwarty raz.

Usiadłem bez słowa na fotelu za nią i zacząłem bawić się jej włosami. Pół godziny później na ekranie telewizora pojawiły się napisy końcowe. Laura automatycznie spuściła głowę i westchnęła cicho, gdy nacisnąłem czerwony przycisk na pilocie. Nastała grobowa cisza, którą przerwałem lekkim pociągnięciem Laury za przedramię.

Obróciła się z ociąganiem.

– Ile zostało do moich urodzin? – zapytała szeptem, patrząc wszędzie indziej niż na mnie.

– Mało. Nie martw się, będziesz wiedziała, który to dzień... – przeciągnąłem, głaszcząc jej policzek.

– Odpuść mi dzisiaj, proszę – wyjęczała.

Wciągnąłem ją na swoje kolana. Różyczka wykorzystała sytuację – objęła mocno mój kark i przywarła do mnie, chowając twarz w zagłębieniu szyi. To był jej sposób na uniknięcie czegokolwiek, co jej nie pasowało. Niby jej nie ulegałem, ale ta jej wymuszona bliskość zawsze na mnie działała.

– Dostanę coś na urodziny? Normalnego?

– Normalnego? – Zaśmiałem się.

Tak bardzo chciałem jej powiedzieć o moim prezencie urodzinowym, ale wolałem jej jeszcze nie stresować.

– Dostaniesz – skłamałem z uśmiechem na ustach.

Laura przytaknęła sarkastycznie w moją szyję. Jak dobrze, że mi nie wierzyła.

kiedyś niebo otwierało przede mną wszystkie odcienie koloru różowego

jak moje policzki

kiedy otrzymywałam szczere słowa i gesty

kiedy śmiałam się tak głośno jak tylko mogłam

kiedy życie miało jeszcze dla mnie miłe niespodzianki

teraz niebo świeci dla mnie tylko na czarno

albo

nie świeci

coraz częściej myślę o tym

MAXIMILLIANOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz