EPILOG

500 28 33
                                        

Huterson, kiedy otrzymał ode mnie SMS–a, że to zrobiłem, ale tego nie zrobiłem, mimo że myślał, że zrobiłem, kazał mi natychmiast przyjechać do naszego jubilata. Nie miałem najmniejszej ochoty na towarzystwo, ale żeby nie robić podejrzeń ani scen, zgodziłem się. Zanim jednak ruszyłem w drogę, wyłączyłem lokalizację śledzenia Laury. Na amen.

Wydobyłem ze swojego wewnętrznego magazynu jak najwięcej naturalności, co chyba poszło całkiem nieźle, bo nie zauważyłem od strony Mike'a krzywego spojrzenia. Facet mimo wszystko nie dopytywał – byłem mu za to wdzięczny, bo gdy przyjechałem do mieszkania Garetta i Scotta, nie miałem w głowie uszykowanej odpowiedzi na żadne nadchodzące pytanie.

Po długiej nocy, podczas której pozwoliłem sobie zachlać, obudziłem się przed południem na kanapie z łapą przewieszoną przez szyję Scotta, których chrapał mi prosto w mordę i sapał alkoholowym smrodem. Dochodziła jedenasta i kiedy stanąłem przy otwartym oknie z zapalonym papierosem w łapie, w końcu poczułem jakąś ulgę. Coś ze mnie spadło. Wydawało mi się, że gdybym wczoraj zabił gdzieś Laurę, byłbym... całkowicie inny. Miałbym to cholerne poczucie winy, którego nigdy nie odczuwałem po zabiciu kogoś. Nie potrafiłem tego rozszyfrować, ale liczyłem, że z czasem zrozumiem, dlaczego pozwolenie Laurze na wolność było lepsze niż śmierć, zwłaszcza że nie miała już niczego.

Dopiero kilka godzin później, gdy znalazłem się z Hutersonem sam na sam, przyznałem się o odebraniu telefonu od ojca. Mike był chyba jeszcze bardziej zaskoczony niż ja sam, gdy polały mi się łzy i tak wsiąkały kilka minut w koszulkę Mike'a, bo ten pozwolił mi w końcu wypłakać swoje dzieciństwo, które jakimś cudem musiało mieć powiązanie z Laurą.

Ponad trzy miesiące później dostałem spodziewanego lub i niespodziewanego SMS–a od Laury. Widocznie dziewczyna nie usunęła mojego numeru, który wklepałem w jej komórkę pół godziny przed tym, gdy wychodziłem ze swojego mieszkania, by z nią skończyć. Przeczytałem SMS–a tylko raz, odpowiedziałem krótką wiadomością i wyrzuciłem konwersację do śmieci.

<Laura>

Żyję i mam się dobrze. A ty? Żyjesz i masz się dobrze?

Odkąd mnie wypuściłeś, każdego dnia kusiło mnie, żeby do ciebie napisać. Oto jestem.

Kiedy leciałam jak głupia przed siebie, myślałam, że naprawdę mnie zabiłeś, tylko moja podświadomość wytworzyła sobie jakiś bezpieczny obraz. Do teraz chyba nie za bardzo rozumiem, mimo że myślałam o tym setki razy, dlaczego tego nie zrobiłeś. Wielokrotnie podejrzewałam, że to jednak chodziło o tę twoją rozmowę z ojcem, którego nie widziałeś od dziesięciu lat. Zabrzmi to w pewien sposób głupio, ale jestem ci wdzięczna, że mnie wypuściłeś tak samo i jestem wdzięczna twojemu ojcu, że zadzwonił.

Pamiętam, że po długim biegu zobaczyłam znak informujący o stacji kolejowej. Kiedy tam dotarłam, wsiadłam do pierwszego lepszego pociągu – nazwa ostatniej na tej trasie stacji wyglądała całkiem nieźle. Po kilku godzinach jazdy okazało się, że w tym mieście mieszkała córka mojej ciotki, u której przez jakiś czas mieszkałam po śmierci mamy i taty. Odnalazłam ją. Nie masz pojęcia, jak bardzo była zmieszana, kiedy mnie zobaczyła... Moja rodzina zastępcza zgłosiła oczywiście moje zaginięcie, co dotarło do ciotki i kuzynki – okłamałeś mnie, ale nawet nie byłam zdziwiona. Byłam z kuzynką poważnie pokłócona, a jednak sobie wybaczyłyśmy i to dzięki niej stanęłam na nogi. W KOŃCU mi uwierzyła, że byłam krzywdzona przez zastępczych rodziców i ich syna. Łyknęła moją śpiewkę o ucieczce z domu. Stałyśmy się sobie naprawdę blisko. Cieszę się, że ją mam, bo myślałam, że nie ma już nikogo na tym świecie, kto darzyłby mnie jakimiś pozytywnymi uczuciami. Za niedługo przeprowadzam się do Europy, żeby zacząć życie od nowa. Jeszcze chciałabym w przyszłości skombinować jakiś zabieg, cokolwiek, żeby wyciągnęli mi to gówno z pleców – lokalizator. Wyłączyłeś lokalizację, prawda? Żeby cię nie kusiło? W ogóle myślałeś chociaż przez chwilę, czy zgłoszę cię na policję? Nie martw się, każdy myślał, że uciekłam na trzy miesiące, aby poukładać sobie wszystko. Nikt o tobie nie wie i się nie dowie.

Wiele razy chciałam się podzielić z tobą moimi wyliczeniami, które trwały od pierwszego dnia pobytu w twoim kurwidołku. Zapisywałam je w swoim zeszycie tak, żebyś się nie połapał. Na rękach. Potem, kiedy zabrałeś mi wszystko, razem z zeszytem, pisałam to na papierze toaletowym:

Uderzenia w twarz: 36

Kopanie po ciele: 43

Plucie: 3

Rozcięcie czoła: 1

Przypalenie papierosem: 1

Duszenie: 7

Wieszanie na hakach: 1

Rażenie paralizatorem: 20

Uderzanie w głowę: 8

Wyrwane paznokcie: 2

Uderzenia paskiem po plecach: 14

Uderzenia hantlem: 6

Zrobienie rany nożem: 2

Dziury w ciele: 1

Podtapianie: 2

Znęcanie seksualne: 29

Wyzwiska: niezliczona ilość

Uśmiechnąłeś się, kiedy to czytałeś, nie?

Nie krzywdź już nikogo Wills, chociaż wiem, że nie dotrzymasz obietnicy. Kiedyś będzie ci głupio, że mnie krzywdziłeś. To pewnie głupie, ale wybaczyłam ci tylko dlatego, aby mieć spokojny, czysty umysł, by zostawić wszystko za sobą. Ty za to będziesz miał wyrzuty sumienia, że wielokrotnie podnosiłeś na mnie rękę, raziłeś paralizatorem, gwałciłeś jak nieprzytomnego śmiecia. Zdarzy się moment, że przez sekundę, jedną cholerną sekundę będziesz żałował. I będziesz jak ten jeden niezadbany grób pośród setek innych.

Samotny.

Tego ci, kurwa, życzę. Żebyś został sam.

Mimo wszystko dziękuję, że mnie wypuściłeś.

PS: Ale możesz iść się jebać i pierdolić.

Laura

<Ja>

Miło wiedzieć, że żyjesz i masz się dobrze. Jeszcze milej, że o mnie pamiętasz.

Nie usuwaj mojego numeru, jeśli kiedyś zatęsknisz, wiesz, gdzie mnie znaleźć.

Albo ja znajdę Ciebie, jeśli zatęsknię – nawet bez lokalizatora.

M.

Brązowy dinozaur, który stał na komodzie w salonie, przeszył mnie wzrokiem tak samo, jak robiła to moja Laura.

Zastanawiałem się, kto w tej historii był ostatecznie zwycięzcą. 

***

KONIEC

Wydaje mi się, że jeszcze nigdy tak szybko nie zleciał mi czas podczas pisania jednej książki. Była to dosyć trudna przygoda, bo to pierwsza historia, którą napisałam w pełni z perspektywy mężczyzny. Było dosyć... przyjemnie, bo jednak postać Maxa jest ze mną od prawie dziesięciu lat.

Jak zawsze - dziękuję, że ze mną byliście. Aktywność czytelników na wattpadzie jest w tym momencie dla mnie najważniejsza. Liczę, że większość z Was wróci kiedyś do Maxa lub do moich innych książek.

W okresie wakacyjnym chciałabym ponownie rozprawić się z trylogią "Porwana", bo zasługuje na potężne odświeżenie i powrót na wattpada. Może jeszcze w tym roku zacznę pisać tę samą historię, ale z perspektywy Laury, bo również mnie kusi. To wszystko. Buziaki, trzymajcie się. ♥

Nie znikam - ciągle jestem. Wstyd byłoby zniknąć po tylu latach.

Dzięki. ♥

MAXIMILLIANOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz