– Oddaj. Mi. Moje. Zdjęcie – warknęła. – Przejrzałeś wszystkie moje prywatne, więc w zamian masz mi oddać te, które mi zabrałeś.
– Zmuś mnie, Laura. – Parsknąłem. – Nie rządzisz tu. I nie zasłużyłaś, żebym ci je zwrócił.
Odstawiłem krzesło za drzwi i wróciwszy do szatynki, stanąłem naprzeciwko niej.
– Ty też tu nie rządzisz – powiedziała, zadzierając głowę.
– Słodka, mała, charakterna Laura – zacmokałem. – Ale cię, kurwa, uwielbiam.
CZEŚĆ ♥
Wracam do gry.
Colorado Springs
Miałem kilkanaście lat, gdy zabiłem człowieka.
Niesamodzielnie. Może trochę nieumyślnie, chociaż nie powinienem był się przed tym w jakikolwiek sposób bronić. Byłem zabójcą i kropka.
Tuż po szkole przesiadywaliśmy w kilkoro osób w okolicznym parku – rozmawialiśmy o głupotach, paliliśmy tanie papierosy lub graliśmy w najprostsze gry karciane. W pewnym momencie podeszła do nas najgrubsza ryba z całej szkoły. Najgorszy cwaniaczek, który rządził kilkoma szczeniakami, którzy byli mu posłuszni jak psy. Dostał ode mnie w mordę tylko raz i od tamtego momentu zostawił mnie, Mike'a i naszą paczkę w spokoju. Czasami wydawało mi się, jakby się mnie bał. Bez kitu. W obecnym momencie uważałem to za kuriozalne.
Zareagowaliśmy dosyć spokojnie, wiedząc, że Kojak, taki miał głupi pseudonim, przyszedł do nas całkiem sam. Nie przeciągał struny – zapytał, czy nie chcielibyśmy się wkręcić w jakieś nielegalne akcje w przyszłości. Na pytanie, dlaczego nie weźmie do tego wszystkiego swoich oprychów ze szkoły, ten zaśmiał się gardłowo, mówiąc, że sytuacje poza budą nie łączą się z jego szkolnymi znajomymi. Pamiętałem, że Mike od początku nie był do tego przekonany. Odzywała się w niego wrodzona rozsądność, dlatego przystopowałem z ekscytującą odpowiedzią „no pewnie, kurwa, że tak". Wtedy nie było ważne dla mnie to, że byliśmy niemalże wrogami. Chodziło o pieniądze. W takich sytuacjach pieniądze były ważniejsze niż stosunki między ludźmi, a byliśmy tylko pierdolonymi dzieciakami, które ledwie ukończyły piętnaście lat. Wizja tego, że za te pieniądze mógłbym o wiele szybciej opuścić rodzinny dom, podnosiła mnie na skrzydłach.
Obiecaliśmy Kojakowi, że to przemyślimy, to znaczy się, ja i Mike, bo reszta kolegów od razu odpuściła. Mike poparł ich zachowanie, ale oczywiście szanowny Maximillian Wills pragnął pogrzeszyć.
Mike zgodził się tylko dlatego, że byłem nie do zniesienia. Byłem wkurwiający jak nigdy.
W następnym tygodniu, tuż po drugiej nad ranem, wparowaliśmy do prywatnego sklepu budowlanego prowadzonego przez dosyć majętnego człowieka w okolicy. Znajomy Kojaka, którego imienia dzisiaj nie pamiętałem, wyłamał zamek. Mike stanął na czatach. Wpadliśmy do środka z dwoma latarkami i kominiarkami na mordach. Kojak doskonale wiedział, w którym miejscu na zapleczu właściciel trzymał gotówkę, więc poleciał tam od razu. Znajomy Kojaka otworzył kasę fiskalną swoimi zwinnymi paluszkami i podstawił mi reklamówkę, do której pakowałem pieniądze. Zwinęliśmy po drodze kilka młotków i dwa zestawy narzędzi, po czym wróciliśmy do Mike'a. Byliśmy podnieceni, dlatego nie czekając na prośbę Mike'a, żeby chwilę poczekać i posłuchać, czy nawet nie jedzie jakiś cholerny samochód, gdyż wejście do sklepu mieściło się tuż obok głównej drogi, wypadliśmy na zewnątrz i niemalże w objęcia jakiegoś typa.
Mieliśmy nadzieję, że zostawi nas w spokoju, ale nie, rzucił się za nami w pogoń, wykrzykując najbardziej wulgarne słowa, jakie kiedykolwiek mogłem usłyszeć. Do dzisiaj się zastanawiałem, dlaczego po prostu nie wezwał policji, tylko zaczął gonić czwórkę szczeniaków? To doprowadziło go do śmierci. Kiedy tak biegliśmy, nastąpił najgłupszy zwrot akcji – Kojak potknął się i wywalił na twardy beton. Tamten go dorwał. Mike i znajomy Kojaka zawahali się po niego wrócić, ale ja od razu wziąłem dwa młotki – jednym, bez żadnego zastanowienia, walnąłem w głowę faceta szarpiącego się z Kojakiem. Nawet nie chybiłem. Po tym, gdy ten upadł, Kojak odebrał ode mnie młotek i z totalnym szaleństwem w oczach dołożył kolejne uderzenie w zakrwawioną czaszkę nieznajomego. Coś w nas, kurwa, wstąpiło. Po tej akcji wiedzieliśmy, że połączyła nas krwawa plama na betonie, która powiększała się przez kolejne nasze zamachnięcia. Facet był niemalże przedziurawiony. Ocknęliśmy się dopiero wtedy, kiedy wściekły Mike przywołał nas do siebie po imieniu.
CZYTASZ
MAXIMILLIAN
Misteri / ThrillerMax Wills, kiedy skończył piętnaście lat, uciekł z domu przez gniewnego i niekochającego ojca. Droga z przykrego dzieciństwa poprowadziła go na ścieżkę pełną krwawych przestępstw. Gdy pewnego razu natrafia na Laurę, podobnie psychicznie poturbowaną...
