Chwyciła gwałtownie mój nadgarstek i położyła moją dłoń na swoim łokciu.
– Czujesz? – spytała sarkastycznie.
Następnego dnia Różyczka zjadła wszystko bez mrugnięcia okiem. Dostała w nagrodę dużą czekoladę i paczkę chipsów.
Długo zabierałem się do tej sprawy, bo, po pierwsze, to, co chciałem zorganizować, mogło wydawać się naprawdę popierdolone i bezsensowne. Bardziej chodziło tutaj o moją dumę, wstyd, cokolwiek, niż o pieniądze czy pokonanie odcinka do tego miejsca, bo po drodze mogło wydarzyć się niemalże wszystko.
Wkrótce zadzwoniłem do jednego faceta od Ozone'a. W takich momentach byłem wdzięczny, że jeśli chciałem cokolwiek załatwić, miałem od tego ludzi lub kontakty. Może nie wychodziło to na taką skalę, że zleciłbym komuś zabicie prezydenta, ale na pewno poprawiało jakość... życia i decyzji.
Na początku zostałem wesoło obśmiany, czego się spodziewałem, ale dosłownie chwilę później dostałem pozwolenie. Umówiliśmy się pewnego dnia, w późnej godzinie nocnej. Wystarczyło przyjechać, zostawić ją na godzinę i zabrać ją stamtąd straumatyzowaną.
Stanąłem w progu drzwi z jej starymi martensami w dłoniach. O dziwo Laura, która zobaczyła wyraz mojej twarzy, spodziewała się jakiejś nowiny. Odeszła od blatu ostrożnie, przyciskając do siebie kubek z sokiem.
– No? – dopytała niecierpliwie.
– Czemu nie śpisz?
W odpowiedzi wzruszyła ramionami.
– A ty?
– Ubierz się. Przejedziemy się – mruknąłem bez emocji.
Szatynka wyżłopała sok, wciągnęła przez głowę bluzę, wsunęła buty i podeszła do mnie prawie w podskokach. Ekscytowała się na wyjście na zewnątrz, mimo że skułem jej z przodu nadgarstki. Bawiło mnie to niesamowicie, bo Laura naprawdę sądziła, że nie przygotowałem dla niej żadnego paskudnego prezentu. Dziewczyna była urocza. Jeszcze się nie nauczyła tego, że byłem nieprzewidywalny.
Zwolniła, kiedy wyszliśmy z Dziury. Nie powiedziała ani jednego sprzecznego słowa, gdy pogoniłem ją do samochodu. Od razu zablokowałem zamek – na wszelki wypadek. Nie twierdziłem, że dziewczyna była w stanie otworzyć drzwi podczas jazdy samochodem, lecz wolałem się zabezpieczyć.
– Gdzie jedziemy? – spytała, podkręcając klimatyzację. Sekundę później zaczęła zmieniać stacje radiowe.
– Zobaczysz. Trochę to zajmie. Zostaw to radio, z łaski swojej, Laura. Jesteś w moim samochodzie, czyli słuchasz moich muzycznych upodobań.
– Pewnie gównianych – skomentowała cicho, odwracając głowę do okna.
– Powiedz mi lepiej, w ilu byłaś rodzinach zastępczych?
– W kilku – odpowiedziała od razu.
– Rozwiń.
Sapnęła niezadowolona.
– Po śmierci... rodziców mieszkałam dosyć długo u ciotki. Potem trafiłam na kilka nocy do jednej rodzinie zastępczej. Najlepszej. Potem mieszkałam jeszcze w dwóch innych domach. No i potem wzięła mnie rodzina, u której siedziałam do... niedawna.
– Interesujące, że siedziałaś u nich tak długo... – mruknąłem do siebie pod nosem.
Nie pociągnąłem dalszej rozmowy.
Podczas całej podróży spodziewałem się niekończących się pytań o to, kiedy dojedziemy. Całe szczęście Różyczka nie zamieniła się w jebanego osła ze Shreka, dlatego droga przeminęła mi szybko i przyjemnie. Przez pewien czas jechaliśmy drogą międzystanową, bo po ostatnim incydencie z policjantami nie chciałem już trzymać się mniej uczęszczanych dróg. Pierdoliłem głupoty, bo w każdej chwili mogły złapać mnie psy i przetrzepać. W takim miejscu na pewno nie miałbym jaj wyciągnąć pistoletu. Od razu namierzyliby mnie na autostradzie. Czy Laura zachowałaby się „uczciwie" względem mnie? Trudno powiedzieć. Dlatego wolałem nie myśleć o tej sytuacji, bo jeszcze ją przyciągnę.
CZYTASZ
MAXIMILLIAN
Tajemnica / ThrillerMax Wills, kiedy skończył piętnaście lat, uciekł z domu przez gniewnego i niekochającego ojca. Droga z przykrego dzieciństwa poprowadziła go na ścieżkę pełną krwawych przestępstw. Gdy pewnego razu natrafia na Laurę, podobnie psychicznie poturbowaną...
