– Spalę wszystko, co było dla ciebie ważne – powiedziałem, podchodząc do fotela. – Naszyjnik, ten pierdolony notesik, zdjęcie z rodzicami i z twoją zasraną, trupiastą przyjaciółką. Nic ci nie zostanie.
Chwyciłem też reklamówkę z płytami, nie zapominając o tym cholernym filmie, który dziewczyna oglądała ostatnio na okrągło. Zostawiłem tylko książkę i radio, które grało nieprzerwanie od chwili, kiedy wszedłem tu z pluszakiem i babeczką.
– Zdechniesz tu, Laura. Gwarantuję ci to.
Podziękujcie osóbce feniks_ss za rozdział 😌
Gdy wróciłem do domu po jakże wspaniałej i pamiętliwej nocy, nie spałem dwunastu godzin, jak myślałem. Osiemnaście. Przespałem osiemnaście godzin. Obudziłem się tak odwodniony, że nie wiedziałem, co się dzieje. W moim mieszkaniu od samego początku przebywał mój ukochany łysy gbur, który starał się już nie być na mnie taki wkurwiony jak wcześniej.
– Spałeś tak długo, że czasem sprawdzałem, czy nadal oddychasz – rzucił, podczas gdy ja żłopałem wodę z litrowej butelki. – Jednego razu chciałem udusić cię poduszką, ale zrezygnowałem.
Czułem się lepiej, chociaż przez następne dni na moje specjalne życzenie i zamówienie Turtle dawał mi morfinę na uśmierzenie bólu. W międzyczasie przypomniałem sobie o dokładnym przebiegu... karania Laury. Zastanawiałem się, czy nie dostała sepsy albo nie wykończyła jej gorączka. Naprawdę nie czułem żadnej, naprawdę żadnej potrzeby, aby sprawdzać kamery w Gniazdku. Wisiało mi to. Ostatnim, trochę innym scenariuszem było to, czy Laura nie zajdzie w ciążę. Nie doszedłem w niej, ale wolałem dmuchać na zimne. Dowiadywałem się u Turtle'a, czy przy bielactwie i niedoczynności tarczycy możliwość zajścia w ciążę jest nieco niższa – i to prawda, ale nadal wolałem coś z tym zrobić, aby mieć czyste sumienie. Turtle oczywiście bardzo szybko, bo już po godzinie, załatwił mi tabletkę „dzień po" czy jakoś tak. Byłem zwarty i gotowy, mimo osłabienia, żeby pojechać do Dziury i wsadzić tę tabletkę Laurze wprost do gardła. W ostatniej chwili, dzięki Bogu (byłem ateistą), Mike pojawił się przed moją mordą, wyrwał plastikowy woreczek strunowy i powiedział, że zrobi to za mnie. Żebym siedział na dupie i odpoczywał.
Byłem mu za to wdzięczny, bo pewna część mnie bardzo, ale to bardzo nie chciała wychodzić z mieszkania, a zwłaszcza jechać do Dziury i ponownie widzieć Laurę. Po prostu strzeliłbym jej w łeb lub podpalił jej sutki. Albo–albo. Zastanawiałem się po nocach, czy moja niechęć do jakiegokolwiek normalnego funkcjonowania była w tej mojej obecnej sytuacji normalna, czy nie, bo też zbliżały się święta, wigilia, pierdolone choinki i te sprawy, które, kiedy byłem dzieciakiem, tylko mnie... zasmucały. Nie potrafiłem sobie przypomnieć, zwłaszcza po tylu latach, czy chociaż jeden, jedyny raz przeżyłem prawdziwe, ciepłe święta.
Odkąd działaliśmy w mafii święta były dla nas zwykłym roboczym dniem. Jedynie kiedy przeprowadziliśmy się na stałe do Staunton, Scott wypadł z inicjatywą, aby spędzić jedną wigilię w jednej chałupie – nie gotowaliśmy ani nic, bez przesady, prawie każdy z nas miał lewe ręce do gotowania, dlatego zamawialiśmy z wyprzedzeniem jakieś żarcie, siedzieliśmy przy telewizorze, filmach, grach karcianych, muzyce. Mimo że jeszcze nie padła propozycja na tę wigilię, by spędzić ją podobnie, to liczyłem, że znowu to zrobimy, bo naprawdę nie miałem zamiaru siedzieć samotnie w domu jak kretyn – mimo że kontakt z ludźmi miałem codziennie, praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę, i lubiłem też posiedzieć samemu.
Mike przyjechał od Laury bardzo szybko.
– Żyje – rzucił od progu i automatycznie potarł miejsce na przedramieniu, w które użarła go dwa dni temu. – Liczyłem na trupa, ale daje sobie radę. Wygląda, jakby co chwilę odlatywała, ale po groźbie, że jeśli nie wpieprzy tabletki i okaże się, że jest w ciąży, to ją własnoręcznie wyskrobię, połknęła ją bez zawahania.
CZYTASZ
MAXIMILLIAN
Gizem / GerilimMax Wills, kiedy skończył piętnaście lat, uciekł z domu przez gniewnego i niekochającego ojca. Droga z przykrego dzieciństwa poprowadziła go na ścieżkę pełną krwawych przestępstw. Gdy pewnego razu natrafia na Laurę, podobnie psychicznie poturbowaną...
