ROZDZIAŁ 22

641 25 1
                                        

Ujrzałem na wyświetlaczu wiadomość od Suzan. Westchnąwszy pod nosem, wszedłem w skrzynkę pocztową. Zamurowało mnie, gdy zobaczyłem to zdjęcie. Ocknąłem się, dopiero jak trzasnęły drzwi z łazienki. Laura wróciła pomału do łóżka i bezszelestnie wlazła pod kołdrę.

Zdjęcie przedstawiało leżącą w kałuży krwi nagą Suzan.

Nie żyła.

Pięć minut później nadal siedziałem na skraju materaca, wpatrując się w zdjęcie, na którym widniały zwłoki Suzan. Dopóki kiedy Laura się poruszyła, ja również się ocknąłem. Wyszedłem z pomieszczenia.

– Ja pierdolę – wydusiłem z siebie wreszcie.

Postanowiłem, jak w każdej takiej sytuacji, skontaktować się z najodpowiedzialniejszą osobą w moim otoczeniu. Migiem wybrałem numer Hutersona.

– Ktoś zamordował Suzan – powiedziałem na tyle spokojnie, na ile umiałem. – Dostałem zdjęcie jej rozpierdolonych zwłok z jej własnego telefonu, Mike. – Przetarłem spocone czoło, a następnie wytarłem rękę w spodnie.

Kilka sekund później usłyszałem świst powietrza.

– Co takiego? Mówisz poważnie? Chryste, Max. Jesteś w Dziurze?

Zsunąłem się po ścianie, przytakując.

– Już jadę. Zabiorę ze sobą Lucasa. Może on coś zdziała, wywęszy lokalizację, cokolwiek. Nigdzie się nie wybieraj. Zrozumiałeś?

– Zrozumiałem.

Niecałe czterdzieści minut później Mike razem z Lucasem znaleźli mnie w tym samym miejscu, w którym zostałem po wyjściu z Gniazdka Laury. Oni również nie byli zachwyceni tym, co stało się z ciałem Suzan. Oprócz całej krwawej otoczki miała powykręcane kończyny, jakby zrzucono ją z dosyć wysokiego budynku. Na skórze głowy brakowało ogromnych ilości włosów – było widać pasma skóry. Nawet twarz miała zniekształconą, jakby ktoś kilkukrotnie wymierzył w jej stronę cios czymś naprawdę ciężkim. Suzan wyglądała jak miazga. Ktokolwiek to z nią zrobił, był jeszcze gorszym popierdoleńcem niż ja.

Lucasowi, pomimo wielkich starań, nie udało się znaleźć lokalizacji, z której zostało wysłane zdjęcie. Normalne. Wspólnie uzgodniliśmy, że to, co widzieliśmy na zdjęciu, na pewno nie odbyło się w jej mieszkaniu. Po pierwszej próbie dodzwonienia się na ten numer, okazało się, że telefon został prawdopodobnie zablokowany lub rozwalony w pył razem z kartą SIM.

– Przypomnij sobie, czy miałeś z Suzan jakichś wspólnych wrogów – kogokolwiek, Max. Jej były, jakiś stalker z przeszłości – cokolwiek. Musiałeś komuś zaleźć za skórę, chyba że się mylę i jakiś nasz obecny nieprzyjaciel wyznaczył sobie ciebie za cel, a Suzan miała być tylko dodatkiem do jego chorego planu. Na to wygląda – ktoś ma ciebie lub nas na celowniku. Ludzie z Norfolk, ludzie Perseusza, Colorado Springs... – wyliczał Mike. – Albo ktoś zupełnie nowy.

– Jedno jest pewne, Wills – zaczął Lucas, popijając wodę gazowaną z butelki. – Nie idziesz z tym na policję, nie idziesz do jej mieszkania – nie interesujesz się tym morderstwem, czy to jasne?

Westchnąłem głośno, bo bałem się tego zakazu.

– Jak mam to olać, do cholery?

Mike wyrzucił ręce w powietrze.

– Kilka godzin ruchania zmieniło cię w utęsknionego kochanka? Gdybyś dowiedział się o jej morderstwie tuż przed tym, jak odnowiliście kontakt lub chwilę po pierwszym spotkaniu w barze, miałbyś w to wyjebane. Zakazuję ci maczać w tym palce. Jeżeli zainteresowałyby się tobą gliny, masz, kurwa, przejebane, a potem my. Słuchaj – automatycznie złagodniał – odeśpij to, postaraj się zapomnieć. To nie twoja wina. – Poklepał mnie po ramieniu. – Zaufaj mi, że jeszcze prawda wyjdzie na jaw. Sama. I przybiegnie do nas jak pierdolona mysz do sera.

MAXIMILLIANOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz