Częściej wolałem pojechać do jakiegoś baru mlecznego czy innej taniej knajpy, którą znałem nad wyraz dobrze, bo miała doskonałe opinie, i nażreć się, wiedząc, że to, co miałem na talerzu, nie było w większości chemią.
Zostawiłem dziewczynkę w spokoju, przypominając jedynie, z naciskiem, aby w końcu się umyła, zwłaszcza po pewnym incydencie – zrobionym specjalnie czy nie.
Nie było potrzeby przychodzić dzisiaj do Laury z jakimś nieprzyjemnym narzędziem. Po prostu wszedłem i zobaczyłem, że leży jak aniołek na materacu przykryta kocem. Na umywalce wisiał mokry ręcznik, a obok na ziemi leżały jej brudne ciuchy. Na szczęście nie była tak głupia, aby ubierać wcześniejsze dresy, bo ostatnio przyniosłem jej tylko świeżą bieliznę i koszulkę na długi rękaw. To miało jej starczyć.
Znalazłem się obok niej z uśmiechem na ustach. Dzień jak co dzień, kurwa. Nim odsunąłem z Laury koc, chwyciłem leżący beztrosko zeszyt i usiadłszy na ziemi, otworzyłem go na ostatniej stronie, która była wypełniona aż po wszystkie linijki. Cofnąłem się trochę.
– Pisałaś coś ciekawego? – spytałem sam siebie. – Widzę, że tak – i odpowiedziałem sam sobie, bo nie doczekałem się odpowiedzi. – Zawsze zapisywałaś daty, ale odkąd tu trafiłaś, trochę ci się z nimi pojebało, nie? Gdybym był chujem, powiedziałbym ci, że siedzisz już w Klatce... miesiąc, a nie, jak jest naprawdę – dwa tygodnie. No i z początku pisałaś o wiele więcej, a przez ostatni tydzień nic. To źle, skarbie – mruknąłem. – Teraz to dopiero powinnaś pisać swoje wierszyki, w których bierzesz udział. Albo ktoś inny i nie wiem, bardzo cierpi. – Parsknąłem. – „Chciałabym ponownie skosztować takiego samego życia, jakie istniało, gdy miałam osiem lat. Kiedy mama robiła mi na śniadanie przesłodzone kakao, które wypijałam z wielkim uśmiechem na ustach. Kiedy wychodziłam popołudniami, po szkole, na ulicę i spotykałam się z moimi kolegami i koleżankami. Nie zdawaliśmy sobie jeszcze wtedy sprawy, że przyszłe lata odbiorą nam najlepsze wspomnienia, bo zaczniemy zbyt intensywnie przejmować się swoim nastoletnim, problematycznym życiem. Utracimy cząsteczki młodości, do której będziemy wracać tak rzadko, że w pewnym momencie naszego życia w ogóle zaczniemy to zaniedbywać. I będziemy jak te liście w jesienne popołudnia, uciekające w świat, niesione nieznajomym prądem..." Ładnie piszesz. Trafiła mi się uzdolniona dziewczyna. – Odłożyłem zeszyt na bok.
Laura leżała na skraju materaca, dlatego bez problemu wcisnąłem się w wolne miejsce. Jakość materaca była tak porażająco chujowa, że aż byłem wdzięczny za posiadanie wygodnego łóżka w Staunton. Dziewczyna, kiedy ogarnęła, co takiego wyprawiam, westchnęła. Podparłem się na lewym łokciu i nachyliłem się, by ujrzeć buzię Laury, za którą odrobinę tęskniłem. Nabrała od wczoraj kolorów, zatem wyglądała trochę lepiej. Przegarnąłem jej włosy za ucho, zostawiając w dłoni jeden kosmyk, którym zacząłem się bawić.
– Odpoczęłaś?
– Nie... – odpowiedziała od razu, bezgłośnie.
Rana, którą miała na skroni, zaczęła się ładnie goić. Przypomniałem sobie o tym, jak wbiłem jej kawałek ostrza w brzuszek. Dziewczyna nie skarżyła się na babrającą się ranę czy coś podobnego, więc mogłam uznać, że wszystko goiło się w swoim tempie.
– Obróć się w moją stronę – rzuciłem, wślizgując się pod ten sam koc jak pierdolony włamywacz w The Sims 1. Żeby nie było, nie grałem w to głupie cholerstwo, tylko moja była dziewczyna. Miała fioła na punkcie Simsów. Wydawało mi się, że nie istniała jeszcze taka laska, która ani razu nie grałaby w jakąś część z tej serii. To, kurwa, było niemożliwe. Może kiedyś, przy lepszej okazji, zapytam Laurę o jej zdanie na temat tej gry.
CZYTASZ
MAXIMILLIAN
Mystery / ThrillerMax Wills, kiedy skończył piętnaście lat, uciekł z domu przez gniewnego i niekochającego ojca. Droga z przykrego dzieciństwa poprowadziła go na ścieżkę pełną krwawych przestępstw. Gdy pewnego razu natrafia na Laurę, podobnie psychicznie poturbowaną...
