Oto wersja dla nieusatysfakcjonowanych bombelków. Nie starałam się nad tą wersją tak bardzo jak nad poprzednią, po prostu poczułam przypływ chęci, żeby Wam ją przedstawić.
Buziaki. ♥
[...]
Potem przyspieszyłem i podkręciłem głośność radia. Wysłałem kolejne spojrzenie Laurze. Była w trakcie tulenia do siebie dinozaura, który ciągle wchłaniał jej łzy. Nadgryzłem dolną wargę, myśląc coraz intensywniej czy coś powiedzieć, czy mieć zamkniętą mordę, dopóki nie dojedziemy.
Kilka minut później dziewczyna otworzyła usta.
– Max... – Od razu odwróciłem głowę. – Mówiłam o tym wielokrotnie, prosiłam cię o to, ale ty wiesz, że nie mówiłam na serio, bo różnie się czułam... Nie chcę umierać. Ja nie chcę umierać... – wyszeptała, a ostatnia sylaba rozpoczęła kolejne wycie.
Zacisnąłem łapy na kierownicy.
– Zamilcz, Laura.
Szatynka, dopóki nie dojechaliśmy do Staunton, różnie się zachowywała. Już nie była tą samą osobą, która w izolatce rzucała się na mnie z pięściami – wybuchała płaczem lub wciskała twarz w kolana lub dłonie. Nie odzywała się jednak, ja również, dlatego to radio robiło całą robotę, aby odgonić wstrętną ciszę. Niestety im bliżej byliśmy miejsca, do którego się kierowaliśmy, tym gorzej się czułem.
Tak. Czterdzieści minut temu zrozumiałem, że ja, człowiek, trochę bardziej popierdolony niż inni, też mógł się gorzej czuć. Ostatni raz tak się czułem, gdy uderzyła mnie sytuacja, w której uciekłem z domu. Nie miałem sobie nic do wytłumaczenia. Niczego nie rozumiałem. Albo i rozumiałem. Chuj wiedział.
Laura zauważyła, że od dwóch minut znajdowaliśmy się w tej bardziej ponurej stronie Staunton. Jechałem wolno, zbyt wolno. Minąłem pierwsze wejście do tego paskudnego parku, w którym całkiem niedawno byłem, by spotkać się z byłym facetem Suzan, którą zamordował z zimną krwią. Automatycznie przyszły do mnie nieprzyjemne wspomnienia. Znowu zobaczyłem pokiereszowane ciało kobiety. Przesunąłem dłonią po przedramieniu, by pozbyć się stojących włosów.
Zaparkowałem na uboczu obok kolejnego, mniej oświetlonego wejścia przy parku. Wyłączywszy silnik samochodu, zebrałem w sobie ostatnie cząstki surowości, wkurwienia, agresji, po prostu swojego prawdziwego „ja".
– Wyłaź z auta – rzuciłem chłodno, lecz nieautentycznie jak się spodziewałem.
Nie spojrzałem na Laurę, dlatego kiedy miałem zamiar wyjść na świeże powietrze, poprawiając przy tym ułożenie pistoletu w kieszeni bluzy, zdziwiłem się jej gwałtownym ruchem. Dziewczyna zakwiliła i wcisnęła się na moje kolana. Jej zapłakana twarz pojawiła się centralnie przed moją. Objęła mój kark, mocno, tak mocno, że poczułem ciepło jej ciała. Jej ramiona podskakiwały w rytm szybkiego oddechu. Szloch mieszał się z histerycznym błaganiem tuż przy moim uchu. Nie pamiętałem wszystkiego, bo wyrzut słów był zbyt ogromny.
W tamtym momencie więcej czułem, niż mówiłem. Wszystko na opak.
– Nie rób mi tego. – Jej głos się rozpadał. – Bardzo cię proszę. Nie zabieraj mi życia. Za wiele przeszłam, abyś to wszystko zakończył. Proszę, Max. Proszę.
Milczałem z zamkniętymi oczami, a dłoń coraz intensywniej zaciskała się na broni.
– Nienawidzę cię, dlatego nie rób tego, bo znienawidzę cię jeszcze bardziej. Nie bądź znowu katem. Proszę. Popatrz na mnie... Proszę, popatrz na mnie – powtórzyła, odsuwając głowę.
CZYTASZ
MAXIMILLIAN
Tajemnica / ThrillerMax Wills, kiedy skończył piętnaście lat, uciekł z domu przez gniewnego i niekochającego ojca. Droga z przykrego dzieciństwa poprowadziła go na ścieżkę pełną krwawych przestępstw. Gdy pewnego razu natrafia na Laurę, podobnie psychicznie poturbowaną...
