ROZDZIAŁ 15

681 27 8
                                        

– Zobaczymy, jak dużo jeszcze wytrzymasz.

Kiedy wyszedłem z Klatki, dostałem powiadomienie na telefon, które sprawiło, że zrzedła mi mina.

Huterson dał mój numer Suzan.

Zabiję gnoja.

Następnego dnia, wraz z otwarciem Klatki, nawiedził mnie jej słodki szloch. Tuż przed tym, gdy miałem zamiar zapalić światło, zrezygnowałem. Otworzyłem odrobinę drzwi, żeby jakiekolwiek pasmo światła dotarło do środka Klatki, i wlazłem. Nie uciszyłem dziewczyny swoją obecnością. Nadal kuliła się na materacu.

– Shh... – mruknąłem, zbliżając się do Laury.

Usiadłszy na skraju materaca, chwyciłem przedramiona szatynki i pociągnąłem ją do siebie. Dziewczyna nie stawiała oporu, więc oparła się o moją klatkę piersiową bezwiednie. Objąłem ją w pasie, choć nie stawiałem na to, że będzie chciała się wyszarpnąć albo i nawet uciec.

Odgarnąwszy z jej rozpalonego policzka kosmyki włosów, uciszałem Laurę cichymi słowami. Te, w zależności od tonu, działały lub i nie. Po kilku minutach dziewczyna nie zawodziła tak silnie jak z początku. Częściej szalała jej klatka piersiowa niesiona silnym unoszeniem i opadaniem. Położyłem podbródek na czubku jej głowy, a wcześniej powąchałem jej miękkie włosy – pachniały moim ulubionym szamponem, który stosowałem od lat – o silnym zapachu mięty pieprzowej.

– Pewnie nie jesteś tego świadoma, ale twoje osiemnaste urodziny zbliżają się dużymi krokami – szepnąłem do jej skroni. – Miło je spędzimy. Obiecuję ci. Może nawet kupię ci jakąś ładną bieliznę. – Uśmiechnąłem się pod nosem, kiedy przyspieszył jej oddech.

Będzie miło.

w otoczeniu tych wszystkich ścian

nic nie jestem warta

może tylko kroplę

nic nieznaczącą kroplę

jednak

nie jestem nic warta

może tylko

jedną kroplę

***

Nie zapalałem światła. Oparłszy się o zimną framugę, doskonale widziałem siedzącą w kącie Laurę, która zerknęła na mnie ostrożnie. Wiedziałem, że spinała się z każdą upływającą sekundę. Nie ruszałem się, nie mówiłem nic – to pewnie doprowadzało ją do szaleństwa. Wlewałem do jej bezpiecznego kącika kropelki niepewności.

– Boże, przestań tak upiornie stać – wychrypiała lekko, zadzierając głowę. – Słyszysz mnie, Wills? – dopytała.

Wiedziałem już, że wygrała z gorączką. Franca czuła się doskonale, co mnie zadowoliło.

Dziewczyna parsknęła bez cienia rozbawienia i, aż uniosłem brew, wstała. Cwaniara zaczęła stawiać do mnie odważne kroki. Stanęła naprzeciwko mnie, że między naszymi ciałami było naprawdę bardzo mało miejsca. Laura zmierzyła moje ręce spojrzeniem, przemknęła po klatce piersiowej i zatrzymała się na wyrazie mojej twarzy. Założyła ręce na klatce piersiowej.

– Mógłbyś tak straszyć dzieci w szkole. Nie myślałeś, żeby pracować w jakimś domu strachu? Nie potrzebowałbyś przebrania. Pewnie niektóre dziewczyny wcale by przed tobą nie uciekały, tylko chciałyby, żebyś je dorwał. Och, bo jesteś taki przystojny – jęknęła jak jakaś pusta panienka. Rozśmieszyła mnie swoim sarkazmem. – Mówiłeś, że masz uczucia. Ale masz chociaż serce?

MAXIMILLIANOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz