ROZDZIAŁ 19

522 17 14
                                        

– Kilka godzin przed waszym przyjazdem dowiedziałam się, że prawdopodobnie zostanę sprzedana. Pozwolili mi się umyć i w ogóle. Chciałam wykorzystać swoją ostatnią, możliwą szansę na ucieczkę, ale wtedy wleciałam w ciebie. Zrozumiałam wtedy, że z tobą wrócę. – Popatrzyła na mnie. – Jak to jest być czyimś katem, Wills?

twój diabeł spotkał się z moim

ten mój zostawił mnie od razu na pastwę twojego 

Odpowiedź na jej pytanie musiało poczekać – odezwała się moja komórka. Zdawało mi się, że to Mike, który wyznaczył godzinę wyjazdu do Sullivana. Zrzedła mi mina, kiedy zobaczyłem na ekranie imię: Suzan. Westchnąłem pod nosem, interesując leżącą Laurę, która uniosła się lekko, żeby zajrzeć mi do telefonu. Zapytała głupio, widząc, że odpisuję na krótkiego SMS–a.

– Z kim piszesz? Ze swoim chłopakiem?

Ja: Spotkam się z Tobą za tydzień, bo mogłabyś się mnie obecnie przestraszyć. Pasuje? Dam znać.

Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, zwłaszcza że rozmową zajęła mnie Różyczka.

– Z byłą dziewczyną – odparłem, a ta uniosła wysoko brew.

– Boże. Daj jej spokój, Wills. – Zaczęła pomału wstawać z łóżka, korzystając z mojego małego zainteresowania. – Nie zatruwaj jej życia swoją osobą.

Uniosłem wzrok znad komórki.

– Sama się do mnie odezwała. – Piknęła wiadomość. – Zostałem trochę zmuszony, żeby odnowić z nią kontakt...

Suzan: Znowu się bijesz? Widzę, że nic się w tobie nie zmieniło.

Uśmiechnąłem się kpiąco pod nosem.

Ja: Nic a nic.

– Dlaczego zerwaliście? Może ta dziewczyna odpowiednio przewróciłaby ci w głowie i dzisiaj byłbyś normalnym obywatelem Stanów Zjednoczonych – sarknęła. – Miałbyś normalną pracę. I normalne stosunki z innymi ludźmi. Zwłaszcza kobietami.

– Zdradzała mnie – odparłem luźno, mimo że kilka lat temu, kiedy się o tym dowiedziałem, zareagowałbym inaczej niż teraz – normalne. – Spotkaliśmy się ostatnio przypadkiem.

Laura wstawiła wodę na herbatę i obróciła się w moją stronę.

– Zabezpieczajcie się. Kto wie, jakiego syfa w sobie nosisz – powiedziała, zadzierając podbródek. – Szkoda dziewczyny.

Wysłałem jej rozbawione spojrzenie.

– Dobrze, że ciebie przybrany stary niczym nie zdążył zarazić.

Szatynka posłała w moją stronę środkowy palec.

***

Wizyta u Sullivana, o dwudziestej pierwszej wieczorem, przebiegło szybko i gładko, bo Mike'owi spodobały się tylko trzy dziewczyny. Zawieźliśmy je potem od razu do Ozone'a. Na samym końcu wizyty wziąłem Sullivana na bok, a temu, jak z automatu, zaświeciły się oczy.

– Poczekaj tu chwilę. O czymś sobie przypomniałem.

Dwie minuty później zobaczyłem Sullivana taszczącego czarną skórzaną kurtkę. Zmarszczywszy czoło, zapytałem go, co to za szmata:

– Kurtka Laury. – Podał mi ją do rąk. – Ten czub, który ją „omyłkowo" zabrał, zwrócił mi ją niedawno. Pomyślałem, że ci ją oddam przy najbliższej okazji. Tak swoją drogą – ta dziewczyna jeszcze żyje?

MAXIMILLIANOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz