22.

3K 238 8
                                        

- Calum, przestań! - krzyknęłam przez łzy.
Próbowałam to od siebie odpychać, ale był ode mnie silniejszy.
Nagle usłyszałam, że ktoś chcę otworzyć drzwi.
- Calum otwieraj! - tym razem krzyki chłopaków.
Szatyn cały się spiął, ale nie przeszkodziło mu to w całowaniu mojej szyji.
- Spierdalajcie - mruknął w mój obojczyk.
Płakałam, kopałam, próbowałam go odepchnąć, ale nic mi to nie dawało.
Oboje usłyszeliśmy głośny huk, gdy obróciłam głowę w prawo mogłam dostrzec białe drzwi leżące na ziemi.
Michael razem z Ashtonem i Lukiem zaczęli odciągać ode mnie Caluma.
- Zostawcie mnie kurwy!  - szatyn darł się w niebo głosy.
- Hemmings! Zabierz ją! - Ashton rozkazał Lukowi.
---
Luke pov
Dziewczyna leżała na moim łóżku około piętnastu minut, nic nie mówiła. Szczelnie opatulona kołdrą tępo patrzyła w ścianę.
- Angel - szepnąłem, jednak nie dostałem żadnej odpowiedzi.
Wstałem z krzesła i postanowiłem wyjść z pokoju, najwidoczniej ona nie chce mojej obecności.
- Luke - usłyszałem jej cichy głos, więc momentalnie znalazłem się przy łóżku.
- Słucham - przykucnąłem tak, aby mieć twarz na jej poziomie
- Zostań - powiedziała z zaciśniętymi ustami.
Usiadłem na podłodze, zaraz koło niej.
- Nie dam cię skrzywdzić - zapewniłem.
Angel trochę się rozluźniła, jej oczy nie były już zaciśnięte, tylko delikatnie zamknięte.
Milczeliśmy dobre kilka minut, ale pierwszy raz cisza brzmiała tak cudownie.
- Zaśpiewaj mi - poprosiła słabo.
- Nie umiem śpiewać - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, ale co mi szkodzi spróbować?
- I dreamed I was missing, you were so scared
But no one would listen ’cause no one else cared
After my dreaming, I woke with this fear
What am I leaving when I’m done here?
So if you’re asking me I want you to know - pojedyncze słowa zaczęły opuszczać moje usta.
Dziewczyna momentalnie usnęła.
- Śpij dobrze - nachyliłem się i musnąłem ustami jej czoło.
Teraz czas rozprawić się z tym gnjkiem.
Wiele nie myśląc poszedłem do jego pokoju, jednak zostałem tam tylko i wyłącznie Ashtona.
- Gdzie on jest? - wycedziłem przez zęby, Irwin też nie wyglądał na specjalnie szczęśliwego.
- Uciekł - powiedział jedno słowo, a moja pięść momentalnie spotkała się ze ścianą. - Luke, on ma rację - zacząłem się chorobliwie śmiać. - Jesteśmy zbyt ciotowaci po tym całym poprawczaku, a ona? Delikatny aniołek tylko będzie nam przeszkadzał - spojrzałem na niego niczym na idiote, którym jak się okazało był.
- Więc ja zabieram Aniołka, a Wy bawcie się w zabójstwa - zacząłem wyliczać na palcach - kradzieże, dilerke,  gwałty, porwania - przy piątym palcu ironicznie się do niego uśmiechnąłem.
- Rób co chcesz, ale wrócisz, wiem to - syknął i wyszedł z pomieszczenia, zgaduję, że jeśli byłyby tu drzwi, to nie obyłoby się bez trzasku.
Poszedłem do Angel, dobrze, że jeszcze nie rozpakowaliśmy walizek. Szczerze, nie wiem gdzie pójdziemy, w pizdu, byleby daleko od nich.
Zniosłem walizki do mojego samochodu, po czym wróciłem N piętro.
Dziewczyna spała i było jej to bardzo potrzebne, więc wiele nie myśląc wziąłem ją na ręce, na szczęście była szczelnie otulona przykryciem.
Prowadziłem ją na miejscu pasażera i przypiąłem pasami.
- Ku nowemu życiu - mruknąłem do siebie.

Dno. // 5sosOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz