Drwiące wycie wilczycy przeszyło nocne powietrze i to, co mnie atakuje z powodu uderzenia. To nie był przypadek. To była egzekucja historii. Wróg nie tylko został wysłany, ale rzucał mi ją w twarz, odrzucając ją. Każdy przypadek zagrożenia w moim ciele krzyczał, mógłbym rzucić się w dół, by zostać nałożonym na wyzwanie z furią i ogniem. Był to jednak pułapka zastawiona nie na wilka, lecz na moją dumę. Ta sama, która sto lat temu zgubiła mojego przodka.
Nie. Ta myśl była jak kawałek lodu w mojej płonącej głowie. Nie dam jej tej opadającej.
Mentalnie, bez jednego dźwięku, wysłanym do Jake'a ruchu, który był jednocześnie ostrzeżeniem i planem: Odwrót. Prowadź.
W tej samej sekundzie, której biała wilczyca przestała wyć, z ruina poniżej poderwało się osiem mrocznych cieni pędzących w naszej stronie, działających już w ruchu. Jake zerwał się na równych nogach i rzucił się w gęstwinę Ciernistych Jarów, a ja tuż za nim, osłaniając tyły.
Za nami zastosowaniey się wściekłe warknięcia. To nie był już patrol, to był pościg. powodowam, jak pazury nasi prześladowcy zgrzytają o skały, które jeszcze przed wystąpieniem nam schronienie. Byli szybcy i zdeterminowani.
Jake nas przez labirynt zdradliwych wąwozów. Skakaliśmy nad rozpadlinami, które w mroku zwyczajy się bezdenne, i przedzieraliśmy się przez kolczaste krzewy, które rozrywały nam futra. Adrenalina zagłuszała ból. Czułam na karku gorący oddech pogoni. Wilki Paktu były prawidłowe.
Jeden z nich, czarny jak smoła i nienaturalnie szybki, zaszedł nas z boku, wyskakując zza załomu skalnego. Celował w Jake'a. Nie było czasu na myślenie. Zmieniłam kierunek, uderzając w całe twoje ciało. Rozległ się trzask łamanych kości, gdy wilk z impetem wbił się w ścianę wąwozu. Ale nie istnieje sekunda, by sprawdzić, czy go zabiłam. Jego miejsce natychmiast dwa razy później.
Jake skomlał krótko z bólu. Jeden z prześladowców umożliwia dosięgnięcie, pozostawiając głęboką ranę na jego tradycyjnych łapach. Mój przyjaciel zaczął kuleć, co drastycznie nas spowolniło. Strach, zimny i obcy, ścisnął moje serce. Teraz nie odpowiada już tylko o misję. Chodziło o życie Jake'a.
Zaryczałam, a ryk ten był różnicą, pierwotną furią alfy broniącej twojego stada. Był to sygnał śmierci dla każdego, kto odważy się nas znaleźć. Na chwilę, na jedno uderzenie serca, nasi prześladowcy zawachali się. To wystarczyło.
W oddali, od południa, usłyszeliśmy odpowiedź. Potężne, zgrane wycie. To był Max i jego oddział. Byli na pozycjach. Nasi członkowie.
Z podstawową siłą pchnęłam Jake'a do przodu. – Już prawie – wysyłam mu myśl, sama ledwo łapiąc dech. Biegliśmy teraz na granicy, a ból w zranionej łapie Jake'a z dodatkowym skutkiem się coraz większym. Pogoń deptała nam po piętach, bliżej niż konieczne.
W końcu, gdy już myślałem, że nas dopadną, las się rozpoczęło. Wypadliśmy z gęstwiny prosto na polanę – skraj lasu, gdzie występuje Max.
.Pięć moich wojowników zderzyło się z ośmioma jednostkami napędowymi nas wilkami Paktu. Rozległ się ryk, szczęk kłów i skowyt rannych. Moi ludzie walczyli dzielnie, ale wróg był liczniejszy i poruszał się z zabójczą koordynacją.
Wylądowałem obok rannego Jake'a, osłaniając ciało własne, i przypadłem. To był spacer, którego nie nastąpiło następstwo. Mogliśmy ich tylko spowolnić.
– Do domu! Wszyscy! – ryknęłam głosem alfy, komenda, która wibrowała w powietrzu i nie znosiła sprzeciwu.
Walcząc, zaczęliśmy się wycofywać, krok po kroku, w głąb naszego terytorium. Wilki Paktu napierały, ale gdy tylko przekroczyliśmy niewidzialną granicę naszych ziem, zatrzymał się jak na rozkaz. Stały na skraju polany, warcząc i szczerząc kły, ale nie odważny, by zagrać krok.
Wiem dlaczego. Biała wilczyca nie chciała nas zniszczyć. Jeszcze nie. Chcielibyśmy, żebyśmy uciekli. Żebyśmy pokonali, ranni, upokorzeni. Żebyśmy pozostali, żebyśmy pozostawili dwóch członków naszego nowego sojuszu na śmierć.
Staliśmy przez chwilę przed sobą – dwa wrogie działania rozdzielone poza granicami. A ja, oparcie się ciężko o bok mojego rannego przyjaciela, patrzyłam w stronę ruiny i głębiej, że to nie była bitwa. To była tylko pierwsza, brutalna lekcja. A ja właśnie zapłaciłam za nią krwią moich ludzi.
CZYTASZ
She alpha
SonstigesWiecie jak to jest być tą inną. Inni na moim miejscu by się cieszyli,a ja zamiast tego uciekłam od obowiązków, które zdobyłam. A teraz muszę wracać z powrotem do miejsca, w którym się wychowała. Okładka mojego autorstwa.
