28

2 0 0
                                        

Widok Ericksa – alfy, którego uważałam za aroganta i potencjalnego wroga – rozszarpującego gardło napastnika, który chwilę wcześniej chciał zabić dziecko z mojej watahy, był tak surrealistyczny, że mój umysł potrzebował ułamka sekundy, by to przetworzyć.
Ale instynkt był szybszy.

Kiedy szary wilk odrzucił martwe ciało kundla i spojrzał na mnie błękitnymi oczami, nie zaatakowałam. W tym spojrzeniu nie było wyzwania o dominację. Była w nim czysta, kalkulowana ocena pola walki. Przez ten jeden, krótki moment, wymieniliśmy nieme porozumienie: „Później się policzymy. Teraz zabijamy ich".

Ryk Ericksa wstrząsnął ścianami salonu, działając jak sygnał bojowy. Rzucił się w wir walki z brutalnością, której brakowało moim ludziom. On nie walczył, żeby się bronić. On walczył, żeby eksterminować. Jego styl był oszczędny i morderczy – jedno ugryzienie, jedno złamanie karku, następny cel.

To dało nam impuls, którego potrzebowaliśmy.

– Do mnie! – krzyknęłam, odzyskując głos. – Formować klin!

Z nową energią rzuciłam się do ataku, osłaniając lewą flankę, podczas gdy Ericks demolował prawą. Byliśmy jak dwa huragany – czarny i szary – spotykające się w centrum chaosu. Kundle, które jeszcze przed chwilą wydawały się niepowstrzymaną falą, teraz cofały się w panice przed furią dwóch alfów walczących ramię w ramię.

Zobaczyłam, jak Jake, krwawiący, ale wciąż żywy, podnosi się i dobija swojego przeciwnika kolbą strzelby. Z korytarza dobiegł tryumfalny ryk Maksa – jego oddział, słysząc zmianę w dynamice walki, przeszedł do kontrataku, wypychając opancerzonych zabójców z powrotem do holu.
Elitarni wojownicy Paktu zorientowali się, że stracili przewagę. Ich plan zakładał szybką rzeź zdezorientowanej ofiary, a nie walkę z dwoma zjednoczonymi potęgami.

Jeden z nich, wysoki mężczyzna w czarnej masce, który wydawał się dowodzić atakiem, wydał z siebie krótki, przeraźliwy gwizd. Dźwięk ten przypominał krzyk drapieżnego ptaka.
To był sygnał do odwrotu.

Zabójcy Paktu nie wpadli w panikę. Z zimną precyzją rzucili granaty dymne pod nasze nogi. Gęsty, gryzący dym wypełnił salon, oślepiając nas i dławiąc węch.

– Nie gonić ich! – ryknęłam w ciemność, kaszląc. – Zostać na pozycjach! To może być kolejna pułapka!

Słyszeliśmy tłuczone szkło i szybkie kroki oddalające się w stronę lasu. Kiedy dym powoli opadł, odsłaniając pobojowisko, jakim stał się mój dom, byliśmy sami. Podłoga była śliska od krwi – naszej i ich. Wszędzie leżały ciała kundli, porzucone przez ich panów jak zużyte narzędzia.
Ciężko dysząc, przemieniłam się z powrotem w człowieka. Byłam naga, pokryta krwią i sadzą, ale nie dbałam o to. Ktoś rzucił mi koc, którym szybko się owinęłam.

W centrum salonu, pośród zniszczonych mebli, stał wielki, szary wilk. Wszyscy moi ludzie mierzyli do niego z broni, niepewni, czy to wybawca, czy kolejne zagrożenie

– Opuścić broń – rozkazałam chrapliwie.

Wilk spojrzał na mnie, po czym jego kształty zaczęły się rozmywać, kości trzeszczały i łamały się, by na nowo złożyć się w ludzką postać. Po chwili stał przed nami Ericks. Naga, potężna sylwetka, pokryta starymi bliznami i świeżą krwią wrogów. On nie prosił o koc. Stał dumnie, z niezmąconym spokojem wycierając krew z twarzy.

W salonie zapadła cisza tak głęboka, że słychać było tylko szloch matki tulącej Simona.

– Piwnica – powiedziałam, przerywając
milczenie. Podeszłam do niego blisko, patrząc mu prosto w oczy. – Jak się tam dostałeś? I dlaczego, do cholery, pomogłeś wataze, którą podobno gardzisz?

Ericks prychnął, a w tym dźwięku było więcej pogardy dla moich pytań niż dla mnie samej.

– Masz dziurawe zabezpieczenia, Rebeko. Stary
tunel przemytniczy z czasów prohibicji. Wejście jest kilometr stąd, w starym kamieniołomie. Twój ojciec o nim wiedział. Ty najwyraźniej nie.

– Śledziłeś nas? – warknął Max, podchodząc bliżej z obnażonymi kłami.

Ericks nawet na niego nie spojrzał. Jego wzrok był utkwiony we mnie.

– Nie śledziłem was. Śledziłem ich.

Wskazał brodą na martwe ciało jednego z opancerzonych zabójców.

– Poluję na ten kult od trzech lat. Zabili mojego brata. Tropiłem ten konkretny oddział od tygodnia. Wiedziałem, że szykują uderzenie, ale nie wiedziałem gdzie. Kiedy skręcili na twoje terytorium, zrozumiałem, że to ty jesteś celem.

– Więc czekałeś w mojej piwnicy, aż zaczną nas zarzynać? – zapytałam z niedowierzaniem i gniewem.

– Czekałem, aż się odsłonią – odparł chłodno. – Gdybym wyskoczył wcześniej, uciekliby i zaatakowali innej nocy. Musiałem mieć pewność, że wejdą do środka. Że będę mógł ich dopaść.

– Użyłeś nas jako przynęty – stwierdził Jake, sycząc z bólu, gdy opatrywano mu ramię.

– Użyłem was jako sojuszników, którzy nie wiedzieli, że nimi są – poprawił go Ericks. – A wy użyliście mnie jako kawalerii. Jesteśmy kwita.

Podeszłam do niego jeszcze bliżej. Dzieliły nas centymetry. Czułam od niego zapach krwi, lasu i surowej, męskiej siły. Był arogancki, brutalny i bezwzględny. I właśnie ocalił moją watahę przed zagładą.

– Simon żyje dzięki tobie – powiedziałam cicho. – Za to masz moją wdzięczność. Ale nie myśl, że zapomnę, iż włamałeś się do mojego domu i ukrywałeś w cieniu, podczas gdy moi ludzie krwawili.

– Nie oczekuję wdzięczności, Alfo – odparł, a w słowie „Alfo" po raz pierwszy nie usłyszałam drwiny, lecz cień szacunku. – Oczekuję współpracy. Bo to, co widziałaś dzisiaj, to był tylko zwiad.

Zmarszczyłam brwi.

– Zwiad? Zabiliśmy ich dziesiątki. Było ich mnóstwo.

Ericks uśmiechnął się ponuro, a ten uśmiech zmroził mi krew w żyłach bardziej niż atak.

– Kundle to tylko mięso. Te elitarne jednostki? To był tylko jeden oddział. Luna ma ich setki. I wiesz, czego szukali? Nie przyszli tu tylko po to, żeby was zabić. Przyszli po coś konkretnego.

Pochylił się i podniósł z podłogi plecak jednego z zabitych napastników. Wysypał jego zawartość na zniszczony parkiet. Nie było tam broni. Były tam dziwne, metalowe urządzenia przypominające skanery i stare, pożółkłe mapy katastralne tej okolicy.

– Szukali czegoś na twojej ziemi, Rebeko – powiedział Ericks. – Czegoś, co jest tu ukryte od wieków. I nie spoczną, póki tego nie znajdą. Więc masz wybór: albo dalej będziesz udawać modelkę, która bawi się w wilka, albo pozwolisz mi pomóc sobie wygrać tę wojnę.

She alphaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz