Gdy ostatni samochód zniknął za bramą mojej posiadłości, w domu zapanowała cisza. Przez chwilę stałam w bezruchu, pozwalając, by adrenalina po konfrontacji z alfami opadła. Moi ludzie krzątali się w jadalni, sprzątając po gościach, ale robili to bez słowa, wyczuwając, że potrzebuję chwili dla siebie. Mój wzrok padł na Simona, który siedział na schodach, przyglądając mi się z mieszanką podziwu i strachu.
Podeszłam do niego i usiadłam obok.
– Wszystko w porządku? – zapytałam łagodnie.
Chłopiec tylko skinął głową.
– Widziałem, jak ten jeden pan wychodził. Był zły – szepnął.
– Czasami przywódcy muszą podejmować trudne decyzje, a nie wszystkim się one podobają – odparłam, gładząc go po włosach. – Ale robimy to, by chronić tych, którzy są dla nas ważni. Tak jak ty.
Wstałam i zwróciłam się do reszty stada.
– Zostawcie to. Mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia. Max, Jake i dwóch z was idzie ze mną na patrol. Reszta zostaje pilnować domu i chłopców. Ruszamy za dziesięć minut.
Nie było żadnych pytań. Poszłam do swojego pokoju przebrać się w strój, który nie będzie krępował ruchów: czarne, bojowe spodnie, dopasowany top i mocne, wojskowe buty. Gdy zeszłam na dół, wybrana czwórka już na mnie czekała. W milczeniu ruszyliśmy w stronę lasu, który rozciągał się tuż za domem.
– Gdzie idziemy? – zapytał Max, gdy tylko znaleźliśmy się między drzewami.
– Do miejsca, gdzie zginął ostatni z naszych – odparłam. – Policja już tam nie siedzi, ale chcę sprawdzić, czy wróg nie zostawił czegoś po sobie.
Gdy tylko oddaliliśmy się wystarczająco od domu, dałam im znak. Chwilę później pięć potężnych wilków pędziło przez leśne poszycie. Ja, jako czarna wilczyca rangi alfa, biegłam na czele. Czułam, jak siła i pierwotne instynkty zalewają moje zmysły. To było moje prawdziwe ja.
Dotarliśmy na miejsce. Policyjna taśma wciąż owijała kilka okolicznych drzew, ale nie było tu już żadnych ludzi. Zaczęliśmy węszyć. Zapach krwi już dawno wywietrzał, ale woń kundla wciąż była delikatnie wyczuwalna, choć stara i zwietrzała. Obchodziliśmy teren powoli, badając każdy centymetr ziemi.
To Jake znalazł to jako pierwszy. Zasygnalizował nam cichym warknięciem i podszedł do starego dębu, stojącego nieco na uboczu. Gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam to, co on. Na korze drzewa, głęboko wyryty, znajdował się symbol – okrąg przecięty trzema pionowymi, równoległymi liniami. Nie przypominał żadnego znanego mi znaku watahy. Woń kundla była tu najsilniejsza, ale była zimna, zostawiona celowo.
To nie było dzieło bezmyślnego, samotnego wilka. To była wiadomość. Ostrzeżenie.
Stanęłam na czworakach, wpatrując się w symbol. Zrozumiałam, że problem, przed którym stanęliśmy, był o wiele poważniejszy, niż przedstawiłam to innym alfom. To nie były przypadkowe ataki. To była zorganizowana agresja. A my właśnie przyjęliśmy ich wyzwanie.
CZYTASZ
She alpha
LosoweWiecie jak to jest być tą inną. Inni na moim miejscu by się cieszyli,a ja zamiast tego uciekłam od obowiązków, które zdobyłam. A teraz muszę wracać z powrotem do miejsca, w którym się wychowała. Okładka mojego autorstwa.
